RECENZJA: Nie oddychaj

Wbrew pozorom jedynym zadaniem spełnionego horroru, nie jest wcale gimnastyka o wzbudzenie jak największego przerażenia w widzu. To by było lenistwem i skrajną niesprawiedliwością darować jakiemuś gatunkowi z urzędu brak wartości filmowej. Obawiam się jednak, że coraz mniej reżyserów wie o tym, że horror to też wyzwanie, a przynajmniej takim intelektualnym ma być dla widza. Nie oddychaj o tym albo zapomniało albo w ogóle nie pomyślało i chce nas nabrać. Żeby chociaż to wystraszyło czymś innym, niż swoją nieskutecznością.

Koncept filmu jest strasznie naiwny i trudny, by nadać mu impetu od samego początku. Potrzeba naprawdę ogromnej zręczności by nasycić tę historię, a tej umiejętności budowania intensywności brakuje od początku. Trójka złodziei bardziej entuzjastów i hobbystów, niż profesjonalistów dostaje informacje o prawdziwej żyle złota w swoim mieście. Oczywiście zanosi się na łatwiznę. Niewidomy właściciel ogromnego i bogatego mieszkania, gdzie dostanie się do sejfu będzie według naszych bohaterów piknikiem. Oczywiście rzeczywistość błyskawicznie weryfikuje ich brawurę, a zamiast wzbogacenia się o pieniądze, zanosi się na wzbogacenie o traumatyczne przeżycia.

Nie oddychaj to pokaz sił niemrawych. Nierówności i wtórności zaczynają się już na poziomie budowania naszych postaci. Znowu mamy horror, w którym audycje przemocy i bólu rozpoczyna bezmyślność i po prostu zaawansowana głupota postaci. Jak gdyby bez niedojrzałych, krnąbrnych lub beznadziejnie zakochanych nie można było wplątać się w piekło. Dlatego też znowu dostajemy bandę przewidywalności, która jest rozpisana na trzy akordy i darcie mordy, więc albo ich nie polubimy albo ich nie poznamy… czyli nie mamy okazji polubić. Ignoranckie podejście do kreowania bohaterów i traktowanie ich jak kukiełki – inwalidzi, bez mocy sprawczej – uszczupla potencjał historii i potrzebę na jej śledzenie w znaczącym stopniu. Kiedy się o tym zapomni to i my szybko zapominamy o filmie… nawet w czasie jego trwania.

Jedność miejsca, czasu i akcji gdzie właściciel mieszkania okazuje się o wiele niebezpieczniejszy i pełen dewiacji, a mieszkanie przeładowane dziwnymi i zaskakującymi zakamarkami, w ogóle nie dekoruje nas w poczucie zagrożenia. Nie podzielamy przerażonych min bohaterów, a strach i ekspresyjne emocje nie są proporcjonalne do sytuacji. To dlatego, że nikt specjalnie nie zadbał i wiarygodność, a nawet nie zastosował trików z horrorów – więc nie jest niczego za dużo, krew nie zalewa ekranu, a duchy nie ganiają czarownic. Co z tego, skoro minimalizm wynika z ubóstwa kreacji, a nie jest świadomą strategią. Nie oddychaj – nie oglądaj!

Ocena: 2/10