RECENZJA: Wicedyrektorzy - sezon 1, odcinki od 6 do 9

Choć poziom humoru w większości gagów zadowoli jedynie najmniej wysublimowanego odbiorcy, to Wicedyrektorzy w drugiej połowie pierwszego sezonu odbijają w stronę sentymentalnej komedii o próbie zmiany dotychczasowego życia. Trwając w permanentnym chamstwie, główny bohater wznosi spalone mosty na fundamencie gburowatości, nienawiści i zakłamania. Czy jest się zatem z czego śmiać?

Reżyser i scenarzysta, Jody Hill, trwa w nagminnym szyderstwie, którym wypełnia każdą kolejną sekundę swoich produkcji. Twórca nie uznaje świętości – rasizm, starcza demencja i różnice kulturowe, każda możliwa odmienność czy dysfunkcja ukazana zostaje na ekranie tylko po to, by stać się powodem mało wysublimowanych żartów. Na szczęście nie stanowią one esencji epizodów. W przeciwieństwie do pierwszej połowy sezonu teraz w Wicedyrektorach na prowadzenie wysuwa się poważny dramat rodzinny każdego bohatera serialu.

Neal Gamby (Danny McBride) próbuje odzyskać kontakt z córką, Janelle (Maya G. Love) oraz poderwać jedną z nauczycielek, Amandę Snodgrass (Georgia King). Jest to najlepiej napisana postać w całym serialu, a jej ewolucję na przestrzeni kolejnych odcinków nie sposób nie zauważyć. Wicedyrektor nie jest już tylko płaskim gburem ze skłonnościami nihilistycznymi – to pełnowymiarowy desperat, któremu życie nie zawsze było słane różami. Teraz, gdy los nareszcie uśmiechnął się do niego, Neal stara się wykorzystać każdą okazję by naprawić utracone kontakty. Wątek ten budzi jedyne pozytywne emocje w odbiorcy na przestrzeni całego serialu, a postać gburowatego wicedyrektora stanowi główny powód angażujący widzów do zapoznania się z kolejnymi odcinkami serii.

Pozostali bohaterowie tworzą jedynie drugoplanowe tło, element scenografii, w którym porusza się Neal. Mimo mnogiego wydźwięku tytułu serialu to on gra główną rolę w serii, dochodząc do konfrontacji z resztą postaci. Ich osobowość zostaje określona już w odcinku pilotażowym i pozostaje niezmienną do rozczarowującego finału Wicedyrektorów.

Kluczowy wątek produkcji stanowi nadal nienawistna walka o fotel dyrektora szkoły, który obecnie piastuje Belinda Brown (Kimberly Hebert Gregory). Widz z każdym kolejnym epizodem odkrywa ułamek osobowości zaborczej kobiety, przez co jej losy nie stają się obojętne, a postawa Neala i Lee (Walton Goggins) godzi w widza retorycznymi pytaniami skłaniającymi do refleksji – jak bardzo amoralny staje się współczesny wyścig szczurów? Jaką cenę należy zapłacić, aby dostać się na szczyt?

Narastająca dywersja nie jest dyktowana jedynie rozliczeniem się z ogarniającej świat nienawiści i braku poszanowania drugiego człowieka. To kwintesencja szyderczego poczucia humoru, dominującego w Wicedyrektorach – żartu, który nie powinien zostać skwitowany nawet cierpkim uśmieszkiem.

Moja ocena: 3/10


Kornel Nocoń
Maniakalny kinoman, wychowany na Kieślowskim, Kubricku, Koterskim, Tarantino i „Władcy Pierścieni”. W wolnych chwilach ogląda filmy – a jeśli ich nie ogląda, to ogląda seriale. Fan kina realistycznego z misją zniechęcenia polskich widzów do słabych produkcji.