Festiwal Kamera Akcja: Alojzy

Wzrok to tylko obłuda, zaspokojenie potrzeb realności, przyziemności, która w efekcie wiąże się z dotkliwym cierpieniem. Słuch i wyobraźnia są natomiast drogą ku błogiemu zatraceniu. Tobias Nölle świadomie pogrywa z odbiorcą, zamieniając pozorny realizm w psychodeliczną podróż po płaszczyznach surrealistycznej rzeczywistości. W centrum swojego lynchowania osadza uosobienie melancholijnej apatii.

Aloys Adorn (Georg Friedrich) to człowiek samotny, pozbawiony jakichkolwiek emocji. Nie płacze podczas kremacji ojca, omija tłum. Pracując jako detektyw, nagrywa ludzi i kolekcjonuje na kasetach skradzione chwile z ich życia. Kolejno odtwarza je, stopniowo uzależniając się od losu obcych osób. Po śmierci ojca nie potrafi poprawnie funkcjonować, popada w alkoholizm. Jego postać stanowi opozycję wobec społeczeństwa. Porusza się niczym apatyczne widmo po osamotnionym świecie. Jak stwierdza Vera (Tilde von Overbeck): nie mógłby odebrać sobie życia, bo właściwie i tak nie żyje.

Sytuacja zmienia się, gdy przedmiotem jego technicznego uzależnienia zamiast kamery staje się telefon. Wszystko za sprawą Very, która skutecznie, za pomocą samych słów omamia Alojzego. Mężczyzna początkowo niechętnie akceptuje fakt, że ktoś wdziera się w jego życie i wie o nim nad wyraz dużo, jednak stopniowo ulega kobiecie. Telefoniczne wędrówki wyprowadzają film z ram klasycznego, blokowego dramatu o depresji, wprowadzając odbiorcę w surrealistyczny świat nocnych snów. Szkatułkowa forma narracji nakrywa rzeczywistość kolejnymi skrawkami fikcji, zakopując racjonalizm, kamerę i ogromną kolekcję taśm ze scenami z życia obcych bohaterowi ludzi.

Tobias Nölle diagnozuje ludzkość poprzez synekdochę Alojzego, co prowadzi do ponurej wizji społeczeństwa paranoików szukających otuchy w cyfrowym świecie. Stosunki międzyludzkie nie wchodzą tu w grę, podobnie jak umiejętność ukazywania emocji. Obraz wyimaginowanej puszczy staje się dla Alojzego sanatorium empatii, jednak pustej zieleni dużo bliżej do lasu samobójców niż wymarzonego Edenu.

Kolejne płaszczyzny egzystencji Alojzego charakteryzują się własną barwą – realny świat spowity jest depresyjnym błękitem, empatyczny las poraża wiosenną zielenią, a sferę uczuć przyodziano w erotyczną czerwień. Innym intrygującym zabiegiem twórców jest wyizolowanie głównego bohatera na każdym ujęciu filmu. We wszystkich kadrach Alojzy znajduje się sam, a kiedy przebywa w towarzystwie innych ludzi, dzieli go z nimi znaczny dystans. Sytuacja zmienia się diametralnie w miarę przenikania w świat marzeń.

Alojzy Tobiasa Nolle'a unika pretensjonalnej maniery surrealistycznych produkcji. Z drugiej strony to dość popularny manifest wzywający do otwarcia się na świat i ludzi.

Moja ocena: 7/10


Kornel Nocoń
Maniakalny kinoman, wychowany na Kieślowskim, Kubricku, Koterskim, Tarantino i „Władcy Pierścieni”. W wolnych chwilach ogląda filmy – a jeśli ich nie ogląda, to ogląda seriale. Fan kina realistycznego z misją zniechęcenia polskich widzów do słabych produkcji.