RECENZJA: Osobliwy dom pani Peregrine

Magiczne stworzenia. Podróżowanie w czasie. Walka dobra ze złem. Pierwsza młodzieńcza miłość. Tim Burton przenosi się do świata odludków, marzeń i zwykłych bohaterów. Ponownie pokazuje postać zanurzoną między dzieciństwem a dorosłością, fantazją a rzeczywistością.

Tygrysku – tak pieszczotliwie jest nazywany Jake (Asa Butterfield) przez swojego dziadka (jedyne słowo, które rozbrzmiewa w filmie po polsku!)i to określenie do niego pasuje. Nieustraszony chłopiec od najmłodszych lat pochłaniał wieczorne opowieści o pewnym domu, gdzie mieszkają uzdolnione dzieci. Ich talentów jednak nie można wpisać w średnią krajową, szczególnie kiedy prezentują raczej sztuczki magiczne niż zwyczajne uzdolnienia. Ogromna siła, niewidzialność czy umiejętności latania. Prawdziwa historia czy barwny wymysł bajki na dobranoc? Burton sprawia, że wszystko jest możliwe, a Jake będzie musiał porzucić sceptycyzm nabyty podczas dorastania na rzecz emocjonującej przygody.

Osobliwy dom Pani Peregrine jest powrotem reżysera do opowieści o odmieńcach, którzy wspólnie muszą stawić czoła przeciwnościom. Jake dostaje się do domu, w którym kiedyś mieszkał jego dziadek i poznaje prawdziwych przyjaciół. Gromadka pod przewodnictwem Pani Peregrine (Eva Green), która żyje poza przestrzenią i czasem, nie jest jednak bezpieczna. Żądny nieśmiertelności Barron (Samuel L. Jackson) zaangażuje potwory przypominające postaci z obrazów Beksińskiego, aby osiągnąć swój cel. Jake dowie się, że jest równie niezwykły jak zagrożona trzódka i postawi pierwszy krok w samodzielną dorosłość.

Tim Burton ożywia wyobraźnię, pokazuje barwne obrazy, w których zakorzenieni są pełnokrwiści bohaterowie. Film momentami przypomina Charliego i fabrykę czekolady(radość odkrywania nieznanego), Edwarda Nożycorękiego (smutek odmieńca) czy Sok z żuka(zabawa z rzeczywistością i fantazją). Reżyser tworzy realizm magiczny – świat pełen strachów zostaje oswojony dzięki odwadze i wytrwałości dzieci. Ponownie przekonujemy się, że działanie w grupie jest bardziej skuteczne niż w pojedynkę, a przyjaźń silniejsza niż życie.

I choć Osobliwy dom Pani Peregrine jest dobrą adaptacją Ransoma Riggsa, nie będzie należeć do wybitnych dokonań reżysera. To kino familijne, które uczy i nie przeraża, a opowieść staje się inicjacją młodzieńca, który pokonuje strach i uczy się radzić z emocjami. Burton po osadzonych w rzeczywistości Wielkich oczach, powraca w dobrze sobie znane rejony. Takiego mistrza kochamy.

Moja ocena: 6,5/10