Festiwal Kamera Akcja: Ederly

Gombrowicz spotyka Kafkę i wspólnie udają się do baśniowej wioski położonej gdzieś poza czasem i przestrzenią. Groteskowy świat spowity zostaje oniryczną mgłą tajemnicy, tytułowa wioska staje się labiryntem złudzeń i absurdów, a główny bohater filmu niejedną ma pupę.

Choć nazwisko głównego bohatera Ederly, Słow’a (Mariusz Bonaszewski) nie zostaje ujawnione, to z pewnością zaczyna się na literę K. Mężczyzna trafia do wioski, w której każdy mieszkaniec uznaje go za inną osobę. Zaburzenia czasu i zmienność pór roku tworzą ściany labiryntu bez wyjścia. Słow, pozbawiony możliwości decydowania, musi poddać się postępującej spirali absurdu. To idiota, który niczym Myszkin z powieści Dostojewskiego, powraca do wioski po kuracji w Szwajcarii – tak przynajmniej kreuje się jedna z jego pup, przypisana mu przez matkę.

Ederly to wylęgarnia cudaków rodem ze stron Gombrowiczowskiej prozy. Staruszka uprawiająca jogę (Aleksandra Górska), brat robiący sobie gębę głowy rodziny (Piotr Skiba), czy zblazowany detektyw (Janusz Chabior). Co ciekawe twórca filmu podtrzymuje, że każdy z bohaterów zainspirowany została prawdziwą osobą z grona znajomych reżysera i scenarzysty. Na każdej płaszczyźnie kontaktu z kolejnymi postaciami, Słow obdarzony zostaje nową osobowością – raz jest synem, który wraca do domu, innym razem rekonstruktorem zabytków, a nawet bratobójcą. Mariusz Bonaszewski perfekcyjnie odnajduje się w konwencji filmu, zręcznie odgrywając przeplatające się stany – otępienie, lęk, szok, zwątpienie i rozbawienie.

Błyskotliwa groteska dominująca w filmie wynika bezpośrednio z surrealistycznej rzeczywistości oraz pozornej powagi obrazu. Humor zbudowany zostaje na podstawie statecznych postaci, ich słów wypowiadanych bez krzty sarkazmu czy ironii oraz z obrazu mieszkań, w których czuć ciągle oddech Stalina. Kolejny aspekt dowcipu tworzy tragedia zagubienia Słow’a w świecie, którego nie rozumie. Ostatecznie największym absurdem okazuje się fakt, iż twórcy nie planowali ubrać Ederly w konwencję groteski.

Autorzy żonglują kinowymi konwencjami, wprowadzając zdeformowane wątki kryminalne, melodramatyczne i te powiązane z thrillerem. Piotr Dumała deklaruje, iż wpadł na pomysł opowiadania o Ederly już w czasach licealnych. Późniejsze nowele czy opowiadania pisane do magazynu Kino rozbudowywały wioskę, aż w końcu narzędziem twórczym zamiast pióra stała się kamera. Trudno też nie mówić o onirycznym klimacie filmu, skoro sam twórca podkreśla, że główną inspiracją opowiadanych historii są jego sny. Cóż, na taką produkcję warto było czekać przez blisko 50 lat.

Ederly to kino surrealistyczne, pozbawione zmanierowanej pretensjonalności, modnej ostatnimi laty w odrealnionych produkcjach. Bajkowa forma wskazuje, iż jej twórca od początków swojej kariery związany jest z branżą filmów animowanych.

Moja ocena: 8/10


Kornel Nocoń
Maniakalny kinoman, wychowany na Kieślowskim, Kubricku, Koterskim, Tarantino i „Władcy Pierścieni”. W wolnych chwilach ogląda filmy – a jeśli ich nie ogląda, to ogląda seriale. Fan kina realistycznego z misją zniechęcenia polskich widzów do słabych produkcji.