Festiwal Krytyków Sztuki Filmowej ''Kamera Akcja'' (dzień IV)

Ostatni dzień Festiwalu Krytyków Sztuki Filmowej „Kamera Akcja” budził niemałe oczekiwania wśród kinomanów i amatorów projekcji na dużym ekranie. To dziś miało odbyć się spotkanie z Wojciechem Smarzowskim, połączone z seansem teatru telewizji Kuracja. Inną sławną personą polskiego kina odwiedzającą niedzielny panel festiwalowy był Bartłomiej Topa, udzielający wywiadu Łukaszowi Maciejewskiemu. Prócz tego uczestnicy festiwalu mogli posłuchać debaty o dystrybucji polskiego kina na rynek międzynarodowy oraz udać się do Kina Szkoły Filmowej na seans dokumentu biograficznego Czasem śnię, że latam. W tekście uwzględniam projekcje i wydarzenia, w których udział brałem osobiście.

Poranek spędzony w Kinie Szkoły Filmowej zaowocował seansem intrygującego filmu dokumentalnego Czasem śnię, że latam. Kolejne etapy kariery Weroniki Fredyman odsłaniają arkana baletu oraz politykę szkół kształcących przyszłe tancerki. Trud włożony w wysiłek na próbach, poświęcenie własnego czasu i rodziny, brak pewnej pracy zrekompensowane zostają spełnieniem najskrytszych pragnień dziewczyny. Prócz tego Czasem śnię, że latam to średniometrażowa produkcja skupiająca się na kulcie ciała i mocy ducha.

Pierwszą sławną postacią polskiego kina, która pojawiła się na niedzielnym panelu Festiwalu „Kamera Akcja” był Bartłomiej Topa. Tematem jego rozmowy z Łukaszem Maciejewskim była krytyka filmowa. Bartłomiej Topa stwierdził, że w zasadzie nie czyta recenzji. Z charakterystyczną ekspresją opowiedział o własnych doznaniach związanych z negatywną oceną, celującą w jego talent aktorski. Wiem, jaką postać chciałem stworzyć; sam muszę wiedzieć, czy mi się udało, czy też nie – stwierdził. Prowadzący wywiad, Łukasz Maciejewski, zauważył, że obecnie mało recenzji skupia się na aspekcie gry aktorskiej. Opisując poszczególne kreacje, krytycy ograniczają się do epitetów określających ich jakość, bądź koncentrują się na psychologicznej stronie postaci w filmie. Bartłomiej Topa dodał również, iż unika wywiadów, gdyż nie wydaje mu się, aby miał do powiedzenia coś szczególnie interesującego. Na zakończenie stwierdził, że w swoim życiu niczego nie żałuje.

Dyskusja o dystrybucji polskich filmów do innych krajów nakreśliła wyczerpująco temat. Biorący w niej udział Adam Kruk, Agnieszka Rostropowicz-Rutkowska i Urszula Piasecka wspólnie stwierdzili, że produkcja przeznaczona do ogólnoświatowej premiery powinna zostać pozbawiona jakiegokolwiek tła historycznego – to uniwersalizm staje się gwarancją na sukces. Przedstawicielka Monolith Films, Urszula Piasecka, napomknęła, iż polscy dystrybutorzy od niedawna zaczęli korzystać z technicznych zasobów zadowalających licencjobiorców. W skład tych materiałów wchodzą pliki emisyjne, angielskie napisy, krótki opis produkcji oraz zdjęcia. Kobieta stwierdziła, że nie narzuca twórcom wizji dyktowanej nieoficjalnymi wymogami festiwali, co w ujęciu organizacji imprez filmowych ujawnił Tomasz Raczek trzy dni temu. Zauważyła też, że współcześnie aż 70% kinowych premier należy do produkcji nieeuropejskich. Dystrybutorka ze Szkoły Wajdy, Agnieszka Rostropowicz-Rutkowska, omówiła problem przez pryzmat Joanny. Film trafił do ogólnoświatowej dystrybucji tylko dzięki staraniom twórców. Ku ich zdumieniu znalazł się na większości wiosennych festiwali międzynarodowych, a ostatecznie nominowany został do Oscara. Agnieszka Rostropowicz-Rutkowska dodała też, że dobrą promocją dla filmu jest tworzenie jego kont na Twitterze, Instagramie i Facebooku.

Spotkanie z Wojciechem Smarzowski poprzedzone zostało pokazem jego dyplomowej etiudy, Blitzkrieg, której jedyną kopię posiada sam twórca oraz projekcją spektaklu telewizji w jego reżyserii. Kuracji swoją specyfiką obrazu znacznie bliżej do pełnoprawnego filmu fabularnego niż do tradycyjnej sztuki przeznaczonej na mały ekran. Aspirujący psychiatra (Bartłomiej Topa) decyduje się na zamknięcie w szpitalu dla umysłowo chorych, by móc z bliska poznać problemy przyszłych pacjentów. Niestety, budynek okazuje się miejscem, o którym główny bohater nie wie zupełnie nic… Spektakl w miarę trwania popada w coraz większą atmosferę psychozy, a młody psychiatra to klasyczna postać rodem z prozy Kafki. Dodatkowo Kuracja to pierwsza produkcja zrzeszająca znaną obsadę Smarzowskiego z Arkadiuszem Jakubikiem i Marianem Dziędzielem na czele.

Aż w końcu… Spotkanie z Wojciechem Smarzowski zebrało definitywnie największą widownię na tegorocznym Festiwalu „Kamera Akcja”. Reżyser Róży był, jak zawsze, sarkastyczny i skromny w swoich wypowiedziach. Widowni festiwalu opowiedział o początkach swojej pasji – był zapalonym kinomanem, dlatego jego pierwszym kierunkiem na Uniwersytecie Jagielońskim było filmoznawstwo. Nie przepadał jednak za starym kinem – o Obywatelu Kane powiedział kiedyś: w sumie fajny, ale czarno-biały. Kiedyś oglądał filmy bezkrytycznie, teraz szuka produkcji, których sam nie potrafiłby stworzyć, dlatego podobała mu się Planeta singlija bym tego nie potrafił stworzyć skwitował. Na studia operatorskie w Łodzi dostał się dopiero za trzecim razem. Zapytany, dlaczego reżyseruje swoje filmy, a nie stoi za kamerą stwierdził, że jest człowiekiem trudnym, typowym introwertykiem. To twórcy zapraszają operatorów – z moim obyciem nikt by nie chciał nic ze mną nakręcić stwierdził. Przy pracy nad własnymi filami omawia jedynie klimat, w jakim mają być osadzone zdjęcia – kadry i ujęcia stworzone zostają przez operatorów. Jednak zbyt ścisła współpraca z innym twórcą męczy go – po powstaniu Róży (jedyny film wyreżyserowany na podstawie obcego scenariusza), Smarzowski stwierdził, że zawsze sam będzie pisał swoje historie. Nie wyjawił jednak szczegółów konfliktu ze wspomnianym scenarzystą. Ujawnił natomiast, że jego kolejny film ma odbywać się w czasach Słowian. W ramach ciekawostki opowiedział, że posiada bank nazwisk ludzi, których kiedyś spotkał – w zależności od sympatii przypisuje je poszczególnym bohaterom swoich widowisk. Poproszony o zdefiniowanie własnej wrażliwości stwierdził, że ma w domu 100 siekier.

I tak zakończyła się VII edycja Festiwalu Krytyków Sztuki Filmowej „Kamera Akcja”. Pośród licznych projekcji kina artystycznego i autorskiego szczególne miejsce zajęły ciekawe panele dyskusyjne i spotkania ze znanymi krytykami oraz ludźmi kina – z Wojciechem Smarzowskim na czele.


Kornel Nocoń
Maniakalny kinoman, wychowany na Kieślowskim, Kubricku, Koterskim, Tarantino i „Władcy Pierścieni”. W wolnych chwilach ogląda filmy – a jeśli ich nie ogląda, to ogląda seriale. Fan kina realistycznego z misją zniechęcenia polskich widzów do słabych produkcji.