RECENZJA: Księżycowe kundle

Kino drogi to nie jest już nic spektakularnego. Jednak w takiej, najczęściej metaforycznej wędrówce, gdzie nie tylko o odciski na stopach chodzi, można dalej naplątać. „Księżycowe kundle” na przykład szurają nogami, trafiają w ślepe uliczki poszukiwań własnej tożsamości i mimo pewnej elementarzowej narracji, tworzą bezpretensjonalne adventure time – tym ciekawiej że są właśnie kundlami, a nie wilkami w tej swojej wędrówce.

dna z małych wysepek na Szetlandach przedstawia nam dwóch braci. Nie łączy ich nic, prócz małżeństwa ich rodziców. Nie ma mowy o braterstwie, wspólnym budowaniu domku na drzewie. Michael decyduje się wyruszyć do Glasgow, bo jest przekonany że jego dziewczyna go zdradza (chociaż upiera się, że jedzie w romantyczne odwiedziny) a drugi z braci – Thor utaja powód – jakim jest chęć odnalezienia prawdziwej matki. Tej, która go urodził i teraz nie chce mieć z nim do czynienia. Każdy z braci zostaje odtrącony przez bliską mu kobietę.

To wycieczka zmierza bardziej niż do miejsca na mapie, to do punktu głównych lęków naszych bohaterów. Opatulony żywiołowością prawdziwek w pulsie produkcji z „Sundance” po kilku sezonach serialu „Skins, odpuszcza sobie narrację – chłopiec staje się mężczyzną i dowiaduje się więcej o sobie dzięki poznaniu kobiety. Nikt tutaj nie błądzi po ckliwym kinie inicjacyjnym. Dziewczyna jest tutaj obecna, ale i tak dostajemy ciepłą i szczerą podróż po miłość braterską w kameralnych odcieniach z widokami, które większość z nas może zobaczyć na tapetach Windowsa.

Księżycowe kundle, nie zmieniają życia widza, ale rytm bici serca z pewnością – ale jak to mawiali u Hryniaka – i pewien banał ma swoją moc. To nie jest produkcja do końca solidna, ale jeżeli poszukujecie filmów, gdzie reżyser jest sercem i duszą za bohaterami, a jednocześnie nie podpowiada im ani nie podaje ściągawek w życiu, to Księżycowe kundle was ukoją.

Mało tego – Philip John jest patronem wrażliwców, celebruje dziwności, „akward” style i w ogóle nie każe nikomu przepraszać za swoje błędy. Księżycowe kundle próbują sobie, z rozbrajającą szczerością, poradzić z wejściem w nowy etap życia dla każdego z bohaterów. Bez szarżowania powtarzają za niezależnym Dmuchawcem, wpisując się w ten nurt kina „w scenach powszednich mamy wewnętrzne rewolucje”. Wszystko gdzieś się rozpoczyna!

Ocen: 7/10