RECENZJA: Bociany

Bociany nie przynoszą już dzieci. Po latach świetności uległy przebranżowieniu i wędrując z duchem czasu zajęły się dostawą sprzętu elektronicznego. Firma świetnie prosperuje, dla Juniora szykuje się awans, ale wszystko się zmienia, kiedy przez przypadek w idealnym bocianim świecie pojawia się dziecko.

Film Nicholasa Stollera i Douga Sweetland może być ironicznym komentarzem na współczesną rzeczywistość, kiedy potrzebę posiadania dziecka i rodziny zastąpiła kariera i pęd ku kasie. W krzywym zwierciadle przyglądamy się Sarze i Henrykowi Gardner, którzy pochłonięci prowadzoną przez siebie firmą, nie dostrzegają, jak bardzo samotny i opuszczony czuje się ich syn. Młodszy braciszek ma być wybawieniem. Chłopiec składa zamówienie, a Bocian i ludzka sierota Tulip zrobią wszystko, aby je dostarczyć.

Bocianom udało się połączyć to, co najważniejsze. Humor, lekkości i przesłanie. Animacja zyska fanów nie tylko u dzieci, dzięki licznym gagom, potknięciom i wizualnym atrakcjom, ale również u dorosłych. Warstwa słowna z politycznymi czy filmowymi nawiązaniami potrafi rozbawić do łez. To dość klasyczny sposób opowiadania, kiedy bohaterowie muszą pokonać przeszkody na drodze do celu, a przy okazji poznają siebie i odkrywają, że przyjaźń i miłość to najważniejsze wartości. Pęd ku karierze i awansom zostanie zdegradowany przez ciepło czasu spędzonego z najbliższymi.

Animacja momentami wydaje się chaotyczna. Stawia więcej pytań niż daje odpowiedzi, przez co rodzice będą musieli wspólnie z dzieckiem przeżyć wędrówkę przez „produkcje” dziecka. Jednak w pamięci pozostanie kilka one – linearów, nieustraszona wataha wilków, która wspólnie potrafi „skonstruować” każdy środek lokomocji oraz genialny polski dubbing (Joanna Brodzik, Paweł Wilczak, Dominika Kluźniak). Ten film jest nieszkodliwie zabawny. Barwny z fantastycznymi bohaterami, którym aż chce się pomoc w osiągnięciu celu.

Moja ocena: 7/10