Recenzja: True Crimes

True Crimes to prawdziwy fenomen, ale nie filmowy… tylko produkcyjny z intensywną otoczką prestiżu. Współpraca sił filmowych z Ameryki i Polski (i nie tak, że Polak gra przechodnia, a amerykański aktor to ten od epizodów w filmach ze złotymi malinami na koncie) plus sprzyjająca drużyna artystyczna. Jednak ani umiejętność wyciągania potwora z człowieka w sposób nad wyraz gwałtowny Alexandrosa Avranasa ani spójne w swojej nastrojowości zdjęcia Michała Englerta nie ratują tej pretensjonalnej historii. Zbyt przeciętne na kryminał, zbyt znaczone (i samo spojlerujące się) jak na opowieść o szaleństwie.

Mamy obsesyjnie zapatrzone w jedną, niewyjaśnioną sprawę sprzed lat śledczego. Nie daje ona Tadkowi spokoju i jest przekonany, że pod tymi akurat aktami kryje się prawdziwa lawina niedopowiedzeń. Niczym łowca poluje na winnego według niego zbrodni zabójstwa autora książki – Kozłowa. Uwikłany w to jest również poprzedni śledzy – Greger – który według Tadka zamknął tą sprawę zbyt wcześniej, ponieważ sam miał wiele do ukrycia. Pojawia się jeszcze kobieta, która będzie miała o wiele większe znaczenie w tej historii niż jest zasugerowane na początku.

True Crimes na klasyczny dreszczowiec kryminalny jest zbyt ambitny, a na sięgający po pewną narrację opowieści porywistej, o ludzkich instynktach, cedzącą przez zęby prawdę o obłędzie ludzkim, za mało kreatywny. W tej lawinowej psychozie rytmicznie zagranej przez kompozycje obrazu i spełnianiu zadań aktorskich, nie ma jednak większej myśli, zwinności. Jest dużo zadziorności, czy furii, ale światem okazuje się znowu rządzić seks, pieniądze i proste ludzkie perwersje. Najgorsze, że sprawa rozwiązuje dla widza w ciągu 10 minut, a płomienny nastrój gorączki w jaką wpada nasz bohater zaczyna nas nudzić równie szybko.

Ten film to profesjonalny, stabilnie skonstruowany obraz, jednak z kliszami i dodrukiem do wielu innych historii, które widzieliśmy już w kinie. I co z tego, że Jim Carrey jest doskonale dramatyczny i swoimi niuansami aktorskimi robi zamieszanie, Agata Kulesza jest przejmująco wycofana, a Robert Więckiewicz jest skurwielem zasługującym na specjalnie odznaczenie. Ktoś tutaj zbudował napięcie i dreszczowiec, ale go nie umeblował w żaden, ciekawy sposób. True Crimes to prosta historia o szaleństwie i nudna historia o morderstwie.

Ocena: 5/10