RECENZJA: Między nami

Kino Sundancowe nie stało się jeszcze swoją karykaturą, chociaż co niektórzy już próbują je nieudolnie naśladować, myśląc że kilka prostych chwytów wystarczy. Jednak pod tym terminem kryje się coś więcej, niż filtr z instagrama na ekranie, kilkoro zdezorientowanych przyjaciół i offowa ścieżka dźwiękowa. "Między nami" udało się powychodzić za linię tej kinowej miłości i wykreować prawdziwe love horror story. Małym nakładem sił, bez spektaklu, stworzono obraz o sporej sile uderzeniowej – sierpowy prosto w serce i spokój człowiek współczesnego. Przyłapujemy trupa na istnieniu. Mamy tutaj to wszystko co się dzieje za kulisami romantycznych kolacji, podniesionej kobiecej nogi przy pocałunku i męskiego zachwytu jej kącikami ust.

Narracja jest zbudowana na zasadzie próby podejrzenia i zdemistyfikowania tego mistycznego „żyli długo i szczęśliwie”. Miłość to dopiero początek, a nie immunitet od problemów, wypalenia, strachu przed słowem dalej i na zawsze. To właśnie podgryza konstrukcje związku naszych bohaterów – komfort i spokój przestały być upragnionym darem, a zaczęły ich rozleniwiać oraz wpędzać w obawy. Lepiej się już nie poznamy, więc może sobie spokój damy? Henry i Dianne są uroczą parą, taką że sobie nawiązujemy z nimi relacje i bardzo kibicujemy – ich intymność nie wysyła żadnych niepokojących sygnałów. Podręcznikowe kłótnie, żadnych wielkich wybuchów – i to właśnie jest tym problemem. Brak hałasu przy nieustannej ciszy, przestaje cieszyć. Na początku jest między nimi tak wiele… potem też, ale odległości.

Rafael Palacio Illingworth z pulsem Blue Valentine intymnie portretuje rozpad związku, wywołując każdego z nas do odpowiedzi podczas kolejnych scen. Czy za zdradę jest odpowiedzialna tylko jedna osoba? Cennym jest, że zainteresowanie naszych bohaterów wynika wyłącznie z poszukiwania bodźców i braku entuzjazmu wobec siebie nawzajem obecnie, a nie odnalezieniu tej prawdziwej miłości. Gdyby nie ten i nie tamta, Henry i Dianne rzucili by się w inne ramiona, bo te ich dla nich stały się niewystarczające.

W tej spójnej i takiej ciepłej wizualnie, podglądanej jak gdyby przez dziurkę od klucza, niby tylko historyjce, jest wizja lokalna dla wielu z nas i spoiler przyszłych relacji – i dlatego to prawdziwy thriller dla mięśnia sercowego. To prawda – każda para uważa się za inną niż wszystkie. Młodzi gardzą ślubnym kobiercem, dziećmi i posiadaniem czegoś „razem” – potem jednak zaczyna im kuleć to określenie wobec nich samych. "Między nami" też wręcz naturalistycznie pokazuje obosieczność działania jednej z korzyści, której poszukujemy w kinie – utożsamiania się z głównymi bohaterami. Nawiązujemy kontakt z tymi atrakcyjnymi i pięknie zilustrowanymi zakochanymi, ale również z tym jak nimi być przestają – i to jest najgorsze, film trafia szóstkę.

"Między nami" będąc rozegrany na małej przestrzeni, mówi o problemach dużych – o eskapizmie, dezorientacji naszego pokolenia i przekleństwach nieograniczonych możliwości. To nie jest film gnat, który nam wypluwa flaki, ale film którego zimna końcówka broni będzie długo jeździła nam koło skroni. "Między nami" – oraz że cię nie opuszczę, dopóki nie odejdę.

Ocena: 8/10