Kola - recenzja

Po dziewięciu latach wreszcie na nasze ekrany trafia oskarowy film Jana Sveraka – Kola i jest to bardzo dobra wiadomość dla wielbicieli kina. Dzieło nie zestarzało się, wręcz przeciwnie – z upływem czasu treść filmu nie tylko nie zdezaktualizowała się, ale poprzez aktualne konteksty nabrała nowych, interesujących znaczeń.

Historia o Franciszku Łące (nie Pastwisku jak uparcie przeinacza jedna z mniej sympatycznych postaci…), któremu z fikcyjnego (i sowicie przez nią opłaconego) ślubu z Rosjanką pozostał nie tylko używany trabant ale też pięcioletni Kola, została opowiedziana w sposób bardzo przyjazny wobec widza. Jest to jeden z tych, niestety nielicznych, przypadków kiedy można powiedzieć o filmie, że jest czystym dobrem. Powiedzieć to szczerze i bez egzaltacji – bo Kola to obraz który nie epatuje silnymi wrażeniami, nie oferuje łatwych wzruszeń. To kino świetnie zagrane (Andriej Chalimov – Kola – zjawiskowy), doskonale sfotografowane i skomponowane, pełne ciepła i poczucia humoru.

Kadr z filmu KolaKadr z filmu Kola

Szkoda, że w naszym kraju filmowy motyw mężczyzny opiekującego się dzieckiem jest wykorzystywany w sposób tak nieudaczny jak choćby w Tacie Ślesickiego (z topielicą wyskakującą z wanny…) czy ostatnio, w szeroko promowanym cukierkowatym gniocie – Tylko mnie kochaj. Kola budzi zazdrość i chęć oglądania niezwykłych filmów o zwykłych ludziach. Takich trochę smutnych, często zabawnych, prawdziwych w portretowaniu ludzkich słabości, ale też szlachetność. W których relacje damsko-męskie niekoniecznie muszą być naznaczone dramatem, zaś potrzeba bliskości może zostać spełniona w atmosferze nieco figlarnej, przewrotnej, ale autentycznej.

Pojawienie się Koli w życiu podstarzałego playboya powoduje nie tylko sporo zamieszania ale też, jak możemy się domyślać, zmianę w charakterze Franty. Były wiolonczelista filharmonii, chałturzący na pogrzebach, pod wpływem małego Rosjanina dojrzewa. Na szczęście to dorastanie Franciszka do odpowiedzialności za innych i siebie zobrazowane jest poprzez ujmujące sceny, jak choćby ta w której Kola pierwszy raz chwyta na ulicy dłoń swojego opiekuna – po spojrzeniu na znak drogowy, czy choćby kiedy Franta widzi jak malec rozmawia przez prysznic z matką i płacze. Szczególnie piękny i wiele mówiący o charakterze filmu jest moment w którym była kochanka naszego bohatera opowiada Kolii przez telefon bajkę po rosyjsku.

Język, a właściwie brak porozumienia na poziomie słów pomiędzy chłopcem i jego dość przypadkowym opiekunem, stanowi nie tylko pretekst dla wielu zabawnych sytuacji, ale przede wszystkim konieczność nawiązywania bliskości poprzez gesty, zachowania. Kiedy Kola zaczyna mieć w zwyczaju dawać Francie całusa na dobranoc, czy jak zakrywa mu oczy niesiony przez muzyka na ramionach staje się oczywiste jak czuła więź ich połączyła. Przemiana Franty uwidacznia się najbardziej wyraziście gdy z troską i poświęceniem opiekuje się chorym malcem. Sam wtedy zauważa, ku własnemu zaskoczeniu, że nie jest wcale takim sobkiem. Tak jak odpustowe świecidełko, które Wiolonczelista znajduje w rynnie, tak Kola znajduje się przypadkowym, podrzuconym Światłem w życiu pana Łąki. Światłem które już nie zgaśnie.

Film Sveraka jest też opowieścią o Historii. Spotkanie Koli i Franty następuje w okresie przełomu. Reżyser wysyła nam sygnały o zmianach politycznych poprzez nagłówki w gazetach, radiowe audycje. Wielka polityka jest na drugim planie, niemniej wpływa na losy bohaterów. Sama sytuacja poprzez który pięcioletni Rosjanin trafia pod kuratelę Łąki wynika z okoliczności politycznych. W przeciwieństwie do wielu polskich filmów bohaterowie Koli zachowują dystans wobec wydarzeń. Reżyser nie stosuje pryncypialnego podziału na dobrych i złych. Franciszek – uważany przez otoczenie za skrzywdzonego przez władze opozycjonistę – dostał zakaz wyjazdów i wyleciał z filharmonii bo po powrocie z zagranicy kiedy kazano mu opisać rozmowy z emigrantami wpisał, że rozmawiali o dupie Maryni. Przesłuchujący go ubek zapomina, że nasz bohater już nie pracuje w państwowej orkiestrze i straszy go właśnie utratą posady. Każdy z bohaterów stara się żyć najlepiej jak potrafi i każdy na swoją miarę stara się być szczęśliwy. Sytuację tę dobrze opisuje fragment z Nieznośnej lekkości bytu Milana Kundery, w którym główny bohater staje przed dylematem czy podpisać polityczną petycję: Tomasz nie może uratować więźniów politycznych, ale może dać Teresie szczęście. Nie umie zrobić nawet tego. Ale jeśli podpisze petycję, to prawie na pewno tajniacy będą chodzili za nią jeszcze częściej i jeszcze bardziej będą drżały jej ręce.

Polityka to też mały Rosyjski ambasador – Kola – rozbrajający wdziękiem stereotypy. Jego spór z Franciszkiem o to która z flag Radziecka czy Czeska jest piękniejsza jest dobrym wstępem do czesko-rosyjskiego pojednania, o czym także w jakimś stopniu opowiada film. W naszym, swojski, kontekście można odbierać film Sveraka jak barwny koncert odkrywania w Obcym piękna. Jako przeciwieństwo i odtrutkę dla często fałszywych i krzywdzących, za to niezwykle łatwo-wypowiadalnych, kalumnii i oskarżeń, kształtujących durne społeczne podziały. Bo jak tu pomyśleć cokolwiek złego o takim Obcym jak Kola?

Film Sveraka to kinowa poezja. Historia wydaje się unosić tuż nad ziemią jak liście w parku gdzie mały bohater sprawdza swoje skrzypce. Można przy niej odpocząć od często nieprzyjaznej codzienności. Przenieść się na krótko do miejsc i ludzi gdzie ciepła ironia jest dobrym sposobem na życie. A później rozejrzeć się wokół nieco bardziej Kolorowo.

Paweł Ścibisz – Qino.pl