Wywiad Missy Schwarz z Téą Leoni

Już wkrótce zobaczymy film z Téą Leoni Mokra robota. Dzisiaj prezentujemy wywiad jakiego udzieliła aktorka Missy Schwarz.

Ostatni raz, kiedy swoją premierę na nowojorskim festiwalu filmowym Tribeca miał film z T?ą Leoni, nie udało jej się przejść po czerwonym dywanie. Było to w 2004 roku, przy okazji premiery filmu Głowa do góry (House of D). Film stanowił debiut reżyserski jej męża Davida Duchovny'ego, w którym Leoni wcieliła się w rolę matki-samobójczyni. Byłam wtedy w Nowym Jorku, ale zostałam w domu opiekować się dziećmi, mówi aktorka, siadając wygodnie w fotelu w ekskluzywnym Gansevoort Hotel na dolnym Manhattanie. David poszedł na uroczystość i zbierał oklaski, a ja siedziałam w domu zmieniając dzieciom pieluchy. Tym razem role się odwróciły. Na czas premiery Mokrej roboty na festiwalu Tribeca. Leoni zostawiła dzieciaki z Duchovnym. W tej czarnej komedii reżysera Hazardzistów, Johna Dahla wystąpił również Sir Ben Kingsley, grający zawodowego zabójcę-alkoholika, któremu wpada w oko grana przez Leoni, pozbawiona szczęścia w miłości kobieta. W USA film wchodzi do kin 22 czerwca. W słoneczne kwietniowe popołudnie, na kilka godzin przed wielką nowojorską premierą udało mi się uciąć pogawędkę z tą przyjazną i zabawną aktorką, matką dwójki dzieci. ENTERTAINMENT WEEKLY: Dziś rano obejrzałam Twój nowy film i -

T?A LEONI: O matko! To NIE jest film do oglądania przed 5 po południu. Obejrzałaś go w domu? Rano? To straszne!

Nie, nie. Film był świetny – to był ciekawy sposób na rozpoczęcie długiego dnia.

W porządku. Ale to raczej film na wieczór. I dla większej publiczności. To ogromna frajda móc zobaczyć jak ludzie na niego reagują.

ENTERTAINMENT WEEKLY: Dziś wieczorem będziesz miała do tego okazję. Jak to jest mieć premierę swojego filmu na festiwalu Tribeca?

Ciekawie. To bardzo radosny festiwal ponieważ dzieje się w Nowym Jorku i tętni życiem. Tak wiele innych miast, w których odbywają się festiwale jest nieco sennych. A przecież martwimy się o to, jak film zostanie przyjęty wśród żywej publiczności. Trochę mniej martwię się o krytyków ponieważ każdy jest na swój sposób krytykiem. To trochę jak sytuacja, kiedy lekarz oznajmia ci, że w twoim organizmie wykryto złośliwy guz. Idziesz wtedy do pięciu innych lekarzy, aż w końcu znajdziesz takiego, który powie ci: Eee tam, nie jest tak źle (śmiech). Tak więc miło jest być w trochę luźniejszej atmosferze i oglądać film z mniejszymi obawami.

ENTERTAINMENT WEEKLY: Co sprawiło, że zgodziłaś się zagrać w Mokrej robocie?

Telefon od Bena Kingsley'a. Nie wstydzę się przyznać, że zgodziłam się zanim jeszcze powiedział mi o jaki chodzi projekt. Bo Ben był na mojej „żelaznej liście osób, z którymi zawsze chciałam pracować. Wiesz jak to jest? Prawie kogoś na taką listę nie wpisujesz, bo praca z nim wydaje ci się czymś niemożliwym. Z tego powodu propozycja z jego strony była dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem. Kiedy się spotkaliśmy, powiedział mi, że reżyserem filmu będzie John Dahl. Kolejna osoba, dla której mam najwyższy szacunek odkąd nakręcił Fatalny romans, jeden z moich ulubionych filmów. Kiedy więc przeczytałam scenariusz do Mokrej roboty nie posiadałam się ze szczęścia. To wszystko wydawało mi się zbyt piękne, by mogło być prawdziwe. Ciągle zastanawiałam się wręcz, co pójdzie nie tak. Ale teraz mogę oficjalnie stwierdzić, że wszystko poszło jak najlepiej. To było dla mnie świetne doświadczenie. Mój zdecydowany numer jeden.

ENTERTAINMENT WEEKLY: Wow, lepszy nawet niż współpraca z Pani mężem przy Głowa do góry ?

To nie fair, przy tamtym filmie byłam na planie tylko pięć dni!

ENTERTAINMENT WEEKLY: Ben Kingsley jest na ekranie imponujący. Ale w prawdziwym życiu jest chyba jak typowy miś, prawda?

Myślę, że prawdopodobnie obruszyłby się słysząc, że porównuje się go do misia, ale to prawda. Zwracałam się do niego per Sir Ben. A on na to : „Nie, nie, nie, proszę, mów mi Ben. Na co ja odpowiedziałam „Słuchaj, chodzi o to, że nie wiem kiedy będę miała następną okazję, żeby siedzieć ze spuszczonymi spodniami na kolanach kogoś z prawdziwym tytułem szlacheckim. Więc jeśli nie masz nic przeciwko, pozostanę przy Sir Benie. „Ok., niech tak będzie, odpowiedział. Bardzo śmiesznie zareagował. Ale taki właśnie jest – bardzo ciepły, bardzo przystępny i bardzo pocieszny. Praca z nim była jak marzenie. Współpracowało się z nim cudownie.

ENTERTAINMENT WEEKLY: Co podobało Ci się w granej przez Ciebie postaci – Laurel?

Zawsze będzie mi odpowiadać typ osoby skrzywdzonej, zwłaszcza jeśli sama sobie tę krzywdę wyrządza. Bo potrafię znaleźć w sobie współczucie dla postaci, która nie stara się zrzucić winy na innych. Rozmawiając z Johnem spytałam się go, czy nie zastanawiał się nad tym, że Laurel powinna mieć jakiegoś zwierzaka. Stwierdziłam, że naprawdę pasowałby do niej żółw. Bo żółw jest zimny. Nie można go przytulić – a przynajmniej na pewno by mu się to nie spodobało. No i postanowiliśmy dać jej tego żółwia. I myślę, że strasznie rozczulająca jest scena, w której Laurel rzuca kawałek jedzenia nie, jak się spodziewamy, psu, ale temu ogromnemu żółwiowi (śmiech). To kobieta, która podświadomie szuka bliskości z jakimś stworzeniem, i oczywiście wybiera żółwia. Nawet jaszczurka byłaby dobra, bo lubi ciepło.

ENTERTAINMENT WEEKLY: Jakie ma Pani teraz plany?

Nie wiem. Mam jedno umówione spotkanie, ale póki co dość dziwnie jest mi o tym mówić. Ale chodzi o kolejną komedię – tylko tyle mogę powiedzieć. Zobaczycie, zrobię coś w stylu Wyboru Zofii 2.

Wywiad nadesłany przez dystrybutora

!http://gfx1.fdb.pl/gvx6ds(Tea Leoni i Ben Kingsley w filmie Mokra robota 2007 )!