Pierwsza myśl jest najlepsza

Mówi
Jan
Wieczorkowski, odtwórca roli Adama w filmie Pora mroku – wywiad

Jakie były Twoje pierwsze wrażenia po przeczytaniu scenariusza do „Pory mroku? Co pomyślałeś o Adamie, postaci, którą grasz w filmie?

Kadr z filmu Pora mroku 2008Kadr z filmu Pora mroku 2008

- Tak naprawdę postać Adama swojego ostatecznego kształtu nabierać zaczęła dopiero w drugiej wersji scenariusza – wtedy zaczął on odstawać od rzeczywistości i stał się bohaterem skrajnie złym. Nigdy wcześniej nie miałem okazji przeczytać scenariusza do polskiego filmu grozy, bo takich filmów nie było zbyt wiele. Oczywiście czytałem na przykład należące do klasyki opowiadania Stephena Kinga, ale w tym przypadku miałem do czynienia ze scenariuszem filmowym napisanym w Polsce
i przez Polaka, znanego mi scenarzystę i reżysera. Ten scenariusz robił na mnie duże wrażenie i cieszyłem się, że będę brał udział w czymś co jest inne, gatunkowe i co zasługuje na miano kina przez duże K, pozostając jednocześnie przede wszystkim kinem rozrywkowym skierowanym do młodego widza.

Czy oznacza to, że od razu zgodziłeś się przyjąć proponowaną przez Grzegorza Kuczeriszkę rolę?

- Prawie od razu. Po pierwsze dlatego, że wiedziałem, że film nie będzie horrorem pełnym duchów i nierzeczywistych stworów. Poza tym, znałem scenarzystę i wiedziałem, że pisane przez niego teksty są zawsze na wysokim poziomie. Z Grześkiem wcześniej spotkałem się na planie „Twarzą w twarz, gdzie był on operatorem. Nasza dotychczasowa współpraca przebiegała więc na płaszczyźnie aktor-operator. Ja natomiast od zawsze zastanawiałem się jak to jest pracować z operatorem i reżyserem w jednej osobie. Zazdrościłem na przykład mojemu koledze Łukaszowi Simlatowi, Agnieszce Grochowskiej i Szymonowi Bobrowskiemu współpracy z Januszem Kamińskim. Taka współpraca staje się okazją do poznania innego sposobu postrzegania, jakim jest myślenie obrazami, a dla mnie dzisiaj kino to przede wszystkim właśnie obraz, dźwięk i ruch kamery. Oczywiście istnieją filmy, które są bardzo teatralne, wymagają innego oświetlenia. Należy do nich na przykład „Howards End z Anthonym Hopkinsem i Emmą Thompson, piękne wiktoriańskie kino, gdzie wszystko jest statyczne. Wtedy jednak potrzebny jest reżyser, który ma większe doświadczenie z teatrem, a Grzesiek jest człowiekiem filmu i z nim tworzy się właśnie film, a nie teatr w kinie.

Wspomniałeś już, że „Pora mroku nie była Twoim pierwszym zawodowym zetknięciem z Grzegorzem Kuczeriszką. Niedawno kręciliście wspólnie serial „Teraz albo nigdy!, który widzowie wkrótce będą mogli oglądać w telewizji, i w którym występuje również Katarzyna Maciąg czyli Majka z „Pory mroku.

Czy współpraca z Grzegorzem Kuczeriszką jest współpracą na dłużej?

Kadr z filmu Pora mroku 2008Kadr z filmu Pora mroku 2008

- Ja uważam taki rodzaj działania za wspaniałą rzecz. Najlepszym przykładem jest odwieczna współpraca Roberta de Niro z Martinem Scorsese, czy też spółka Quentin Tarantino Uma Thurman. W polskim kinie za taki przykład może posłużyć współpraca Pasikowskiego i Lindy. Sądzę, że układ aktor scenarzysta- reżyser jest bardzo ważny.

Czy chciałbyś zatem stworzyć podobny tandem z Grzegorzem Kuczeriszką?

- Pamiętam kiedy 10 lat temu promowaliśmy film Jacka Bromskiego „U Pana Boga za piecem, miałem wrażenie, że współpraca na planie mogłaby być bardziej owocna. Natomiast mimo niedosytu na planie, efekt końcowy był bardzo udany. W czasie jednego w wywiadów radiowych luźno rzuciłem, że może zostanę aktorem pana Jacka Bromskiego, ale on odmówił pół żartem póŁ serio dodając, że kiedyś już próbował mieć swojego aktora. Cała rozmowa była oczywiście utrzymana w konwencji żartu i potem dostałem u niego niewielką rolę w kontynuacji filmu, czyli „U Pana Boga w ogródku, ale duetu nie stworzyliśmy. Uważam jednak, że jeśli ludzie właściwie się dobiorą, to może dać to bardzo dobre wyniki. Wystarczy spojrzeć na efekty współpracy Konecki- Saramonowicz. Oni mają ludzi, z którymi na stałe współpracują, sami są reżyserami i scenarzystami. Myślę, że jeśli ktoś dobrze się dogaduje, to przekłada się na efekty, które widzimy na ekranie.

A jak Twoje wcześniejsze role pomogły Ci w przygotowaniu do „Pory mroku? Czy czerpałeś z nich w jakiś sposób?

- Ja do każdej roli podchodzę intuicyjnie ponieważ kiedy zaczynam się nad nią za dużo się zastanawiać, gubię się i dochodzę do wniosku, że pierwsza myśl była najlepsza. Zresztą każdy aktor wie, że tak jest, kiedy pracuje się nad rolą. Michaił Czechow także pisał, że zawsze wraca się do pierwszego wrażenia. Kiedy ja czytam scenariusz, to widzę, czuję, do głowy przychodzą mi pomysły, jak powypełniać postać. Myślę, że dużo daje także charakteryzacja, kostium. Pamiętam jak Robert de Niro opisywał, w jaki sposób pracował nad rolą „od zewnątrz – przebierał się, doklejał sobie wąsy. Profesor Zapasiewicz ucząc nas pracować nad rolą także namawiał nas, żebyśmy na przykład o początku założyli buty granej przez nas postaci albo nosili na sobie choć kawałek jej kostiumu.

Kadr z filmu Pora mroku 2008Kadr z filmu Pora mroku 2008

I faktycznie to pomaga wczuć się w atmosferę, poukładać sobie wszystko w głowie, co w połączeniu z rekwizytem składa się na całość postaci. Kiedyś w jednym z programów telewizyjnych opowiedziałeś, że jako nastolatek wraz z kolegami nakręciłeś kilkuminutowy horror. Czy zatem od najmłodszych lat tkwi w Tobie zamiłowanie do filmów grozy?

Chyba właściwie dopiero teraz będę miał okazję sam sobie odpowiedzieć na to pytanie. Faktycznie w liceum, dokładnie osiemnaście lat temu pożyczyłem kamerę od pani dyrektor teatru lalkowego w Rabce. Byłem scenarzystą, producentem, reżyserem i aktorem w jedne osobie. Namówiłem od udziału w przedsięwzięciu moich kolegów, którzy byli na mnie wściekli, bo działo się to tuż przed maturą. Pamiętam, jak mój kolega leżał na ziemi, było mu zimno, a ja lałem na niego czerwoną farbę. To była fajna przygoda i do tej pory jestem dumny z niektórych ujęć. Żałuję, że nie mam już tego filmu, ma go prawdopodobnie jeden z kolegów z Rabki z dawnych czasów. Faktem jest, że nagle wpadłem na pomysł, zamknąłem się na dwa dni i napisałem scenariusz. Film nosił tytuł „Świadkowie. Byłem wtedy pod wpływem autobiograficznej książki Romana Polańskiego „Roman, mieszkałem też blisko szlaku, naturalne wydawało mi się więc to, że film powinien opowiadać o dwóch turystach w górach. Ci turyści idąc szlakiem w pewnym momencie widzą gdzieś w oddali pod lasem dwóch kłócących się górali. Nagle wywiązuje się między nimi bójka i jeden na oczach turystów zabija drugiego siekierą. Film wyświetlaliśmy w szkole i sprzedawaliśmy na niego bilety. To zdarzenie pamiętam jako świetną zabawę.

Rozmawiała Joanna Sawicka