Ewolucja Harry'ego Pottera

Poczujmy tę magię raz jeszcze! Wraz z nowym filmem o młodym czarodzieju, udajmy się w sentymentalną podróż po świecie Harry’ego Pottera, poprzez książki oraz filmy.

Artykuł został uaktualniony o fragment dotyczący najnowszej ekranizacji Księcia Półkrwi.

Na początek ostrzeżenie dla niecierpliwych – ten artykuł będzie dość długi. Ale nie bez powodu oczywiście, bo na temat Harry’ego Pottera powiedziano i napisano już wiele, lecz wciąż nie oddaje to powagi rzeczy. To z kolei z bardzo prostej przyczyny. Harry Potter to nie tylko książki. To nie tylko filmy. To cały świat, który swymi transformacjami zaskarbił sobie serca wielu ludzi na całym świecie. Ewolucja tego dzieła jest skomplikowana, a do próby jej podsumowania najbardziej skłaniają mnie ci, którzy z wielką łatwością oskarżają Pottera o bycie zwykłą serią książek dla dzieci. Jakże się mylą… Artykuł ten można również traktować jako swoistą zapowiedź nadchodzącego już w listopadzie kolejnego filmu z serii o Harrym Potterze.

KSIĄŻKI

Zacznijmy więc od początku. Jest rok 1997, a Joanne Rowling wydaje pierwszą książkę serii (w Polsce Harry Potter i Kamień Filozoficzny ukazał się w roku 2000). Nie ukrywa przy tym, że swe dzieło kieruje do dzieci. I ma w tym swój cel, ponieważ po książkę na całym świecie sięgają dzieci w różnym wieku, lecz przeważają wśród nich 10,11 czy 12-latkowie. Książka podoba im się, ponieważ jest jasna, kolorowa i traktuje o rzeczach, które są przez dzieci w tym wieku pożądane. Magia, ciekawe stwory, latające miotły, różdżki. Fascynujące! Ale sukces książki pośrednio opiera się również o historię, jaką zaznaczyła w niej autorka. Oto mamy biednego, sponiewieranego chłopca, który przez lata żył w nieszczęściu ze znienawidzonym wujostwem. Mieszkał w komórce pod schodami a raczony był nierzadko jedynie chlebem i wodą. Czytelniku, co czujesz?, chciałoby się zapytać. Odpowiedź jest prosta – litość, współczucie. Młodzi czytelnicy smucili się losem Harry’ego i nie zdając sobie z tego sprawy, zaczęli doceniać to, co sami mają. A potem historia się odwróciła i nieszczęsny chłopiec stał się najsławniejszym człowiekiem świata magicznego, na dodatek dość bogatym. Istna bajka, ciesząca wszystkich i wszystko wokół. Lecz jak wiadomo, nie wszystko złoto, co się świeci i tak w książce problemy Harry’ego zaczynają się od nowa. Mimo wszystko jednak, do końca pierwszej części wiele niepokoju nie ma i wszystko idzie raczej z górki, choć sama książka napisana jest ciekawie, jak to zawsze przy Joanne Rowling.

Tymczasem rok po pierwszej książce (w Polsce również w roku 2000), ukazała się Komnata Tajemnic. Osobiście właśnie od tej części, będąc wówczas w gimnazjum, rozpocząłem swą przygodę z Potterem. Pamiętam tylko jedno, mimo że z początku nie bardzo wiedziałem o co chodzi (vide latające samochody, zaklęcia i inne dziwy), błyskawicznie porwała mnie fabuła, która nie pozwalała się nudzić. Dziś, z perspektywy czasu, widać że już w drugiej części można zauważyć formy ewolucji książki. Rowling pisała ją rok, więc wiedziała, że ci, którzy czytali Kamień Filozoficzny, będą o rok starsi. To z kolei wymagało z lekka innego przekazu, takiego, który na powrót by ich zainteresował. I tak właśnie, druga część zaczyna przejawiać pewne próby przejścia ku tematom trudniejszym. Sam klimat jest tu mroczniejszy, atmosfera cięższa. Szepczące zewsząd i znikąd do bohatera głosy mówiące o śmierci i chęci mordu, ofiary tajemniczego potwora znikające i tylko szczęściem umykające śmierci. W końcu strata (chwilowa) przyjaciółki jak również niebezpieczeństwo trwałej utraty kogoś z rodziny najbliższego przyjaciela. Wszystko to starało się unaocznić odbiorcom, że życie w istocie bajką nie jest, i że różne rzeczy mogą wypaść po drodze. Koniec końców jednak, po walce udaje się je pokonać. Druga część, inna już od pierwszej, chyba jeszcze bardziej trafiła do odbiorców i właśnie w tym momencie fenomenem książki zainteresowała się młodzież i dorośli, którzy również zaczęli dostrzegać w Harrym Potterze coś więcej, niż tylko spisaną historię.

Harry Potter i Kamień FilozoficznyHarry Potter i Kamień Filozoficzny

W 2001 roku natomiast, Rowling nie zwalniając tempa, wydaje trzecią część serii. Znacznie dłuższą, bo tego wymagała publiczność. Potter ich zaskakiwał, więc chcieli go więcej. Autorka spełniła to życzenie, ale powstało pytanie czy rozciągnięcie książki nie wpłynie na jej jakość. Krytycy byli jednak zgodni – Więzień Azkabanu nie tylko dorównuje poprzednim częściom, ale je przerasta. Media od dawna rozpływały się nad serią, peany pochwalne w stylu Potter przywrócił literaturę do łask, czy też Harry Potter odciągnął dzieci od komputerów pamięta chyba każdy. Tendencja do rozszerzania książek pozostała zresztą u Rowling już do końca (a raczej do piątej części, kiedy to bardziej już się nie dało).
Wracając do Więźnia Azkabanu, widzimy tu kolejny etap zmieniania się serii. W trzeciej części, dla odmiany, Rowling postanowiła usunąć nieco na bok, głównego złoczyńcę, czyli Lorda Voldemorta. Pojawiał się oczywiście w szerszym zakresie fabuły, lecz nie osobiście. To również swoją drogą innowacja, usunięcie bezpośrednie wroga, a zastąpienie go czym innym, w tym konkretnym przypadku – uciekinierem z więzienia. W tej materii poruszane są kolejne kwestie, nie nadające się poniekąd dla dzieci. Tajemnice, ukrywanie prawdy, szepty, konspiracje. W końcu otwarte niebezpieczeństwo i próba zmierzenia się z nim. No i te zawiłości fabuły, które moim skromnym zdaniem obalają z wielką łatwością kolejny zarzut stawiany przez niektórych, czyli przewidywalność. Nigdy specjalnie nie udało mi się tego dostrzec w książkach o Harrym Potterze.

Po Więźniu Azkabanu przyszła kolej na Czarę Ognia. Pierwszą część, na którą przynajmniej ja, musiałem czekać. I czekałem. A wraz z czekaniem narastały wątpliwości, czy też bardziej obawa, że ta seria nie może utrzymać takiego poziomu. Byłem już o kilka lat starszy, tak samo reszta tych, którzy zaczynali czytać Harry’ego razem ze mną. Dorastaliśmy i bystre, sokole oko Rowling nie pominęło tego faktu. Postanowiła więc, że Harry dorastać będzie razem z nami. Tak oto Czara Ognia przyniosła kolejną dawkę emocji. Przez sukcesy, porażki, radości i kłótnie do tego ostatecznego przełomu w potterowej serii. W każdej książce było niebezpiecznie. Zawsze coś się czaiło za rogiem, zawsze były problemy. Jednak do tej chwili wszystko kończyło się, jeśli nie dobrze, to chociaż szczęśliwie. Tym razem jednak Harry poznaje coś, czego do końca nie zapomni. Poznaje zapach śmierci kogoś sobie znajomego. Powstaje zatem pytanie – kto poleciłby młodemu dziecku książkę, w której zamordowana zostaje w sposób bezlitosny, brutalny wręcz, osoba jakoś związana z głównym bohaterem? Przesłanie to może nie trafiać do małych dzieci, do młodzieży natomiast – odwrotnie. Rowling pokazała po raz kolejny, że nie boi się wyzwań. Śmierć śmiercią, lecz w Czarze Ognia nie tylko to było nowością. Pierwszy raz pojawiły się wątki miłosne, jakże odpowiednie do tego wieku bohatera, a co za tym idzie – wielu czytelników. Ciekawym wątkiem była również kłótnia Harry’ego ze swym najlepszym przyjacielem, która zajęła w książce dość sporo miejsca i czasu. Złość, zazdrość, wystawienie przyjaźni na próbę – kolejne tematy rzadko kiedy w takiej formie spotykane w książkach stricte dziecięcych.

Harry Potter i Komnata TajemnicHarry Potter i Komnata Tajemnic

Czara Ognia okazała się naturalnie sukcesem. Skończyła się zaś lepszym suspensem, niż finały sezonów Losta, co spowodowało wybuch dyskusji i masowe oczekiwania części kolejnej. Części, która jak to zwykle, okazała się swoistym fenomenem. Czekano na nią najdłużej, bowiem Rowling przy zmianach w swym życiu osobistym, pisała ją aż 3 lata. Kolejny kawał czasu na tłumaczenie i publikację, i tak oto Zakon Feniksa w Polsce ukazał się w następnym, to jest 2004, roku. Wiele osób dobrze wiedziało już, co się stało w książce, lecz w jakiś sposób ogólną opinię publiczną udało się ochronić od spoilerów. Zakon Feniksa jest dość specyficzną książką, ponieważ prawdę powiedziawszy, niewiele się w niej dzieje. Tym ciekawsze to, że jest to najdłuższy odcinek serii. Po końcówce Czary Ognia, wszyscy spodziewali się, że już na samym początku piątej części rozgorzeje prawdziwa wojna i że świat runie szybciej, niż ktokolwiek zdąży złapać się za głowę. Nic takiego się jednak nie stało, a cała książka traktowała o rzeczach naturalnie ciekawych, ale nie mających w sobie wiele bezpośredniej akcji. Przedstawiono kilka ważnych faktów, kilka istotnych spraw, jednak dla chcącego nic trudnego – a gdyby ktoś chciał, mógłby ze spokojem zmieścić w linijkach pozostałych części. Zakon Feniksa był swoistą przejściówką, z jednym apogeum – to jest walką w Ministerstwie. Tu widać kolejny, niewątpliwie ewolucyjny krok. W poprzedniej części zginął, owszem, kolega Harry’ego, z szerszego jednak punktu widzenia, była to postać mało ważna. W tej części natomiast ginie ktoś Harry’emu bardzo bliski. Rodzina, a bohater zostaje rozdzielony z kimś, z kim dopiero co na powrót się zespolił. Do tego dochodzą pierwsze wątki polityczne, tajemne organizacje, powrót wątków miłosnych i obyczajowych, bunt młodzieńczy. Wszystko, co niezbędne dla dobrej, dojrzałej książki. Fenomen Zakonu Feniksa samego w sobie polega na tym, iż nie wnosząc ogromnie ważnych informacji przez tyle stron, pozostaje książką piekielnie wręcz interesującą i ciekawą. Jak wszystkie, czyli nic nowego.

Następnie ukazuje się Książę Półkrwi. Większość tych, którzy za młodu zaczynali przygodę z Harrym jest już dorosła. Ci, którzy wówczas byli dorośli, również tacy pozostali, więc sprawa wydaje się prosta. A raczej byłaby, gdyby nie to, że książkę wciąż czytają również dzieci. Dlatego też, właściwie nawet już wcześniej, Rowling przestaje pisać prosto. Przede wszystkim, już od kilku części, widoczna jest ewidentna zmiana w języku. Zdania nie są krótkie, proste, lecz rozbudowane tak długościowo, jak i językowo. Do książki ostrym krokiem wkracza humor oraz smutek, podawane na przemian w bardzo sytych dawkach. Pojawiają się również alegorie, metafory i dwuznaczności. Książka dorasta wraz z tym, jak dorasta jej odbiorca. On oczekuje więcej, ona więcej mu daje. Przy Księciu Półkrwi mamy do czynienia już z książką dla dorosłych, to jasne. Znów wracają wszystkie poprzednie wątki, Harry wciąż jest młody i buntuje się. Ma swe własne zawirowania miłosne, powoli wkraczają w nie również fantazje. Walczy ze światem, a świat walczy z nim. Jego przyjaciele również mają swe problemy, a na dokładkę ostatecznie dzieje się to, na co czekali wszyscy. Otwarte starcia ze złem, zwątpienia, wszechobecne trudności. Do tego kolejny etap obcowania ze śmiercią, jakże trudny i bolesny, nieprzewidywalny nawet dla czytelników. Tym razem nie ginie znajomy czy chwilowo odnaleziony krewny. Tym razem ginie mężny obrońca, pomocnik, wstawiennik i nauczyciel. Nie w znaczeniu dosłownym, nauczyciel życia, autorytet, ktoś, kogo śmierci się nie spodziewano. Tym razem nie cierpi Harry, cierpi cały świat. Nadzieja jak jeden mąż podupada we wszystkich i budzi się strach tak potężny, że nawet odwaga nie jest w stanie go przezwyciężyć. W fabułę wplecione są historie z przeszłości, wszystko to robi się zbyt zagmatwane dla umysłu młodego dziecka. Rowling wie, co robi.

Ostatnią część miałem okazję przeczytać przed polską premierą, toteż bardziej trafia do mnie w języku angielskim. Tam można jeszcze bardziej dostrzec to, o czym już pisałem. Zmianę języka, stylu pisania, charakteru postaci. Z języka dla dzieci, postaci łatwych do zobrazowania, wyłaniają się charaktery wielowymiarowe, tajemnicze i trudne do opisania. Sam język z kolei robi się iście tolkienowski, ze składniami, słownictwem godnym podziwu. Niektóre fragmenty można czytać kilkakrotnie, choćby po to, by wsłuchać się w to jak brzmią.
Co do samej ostatniej części, nie trzeba mówić, że oczekiwania były gigantyczne. Ludzie spędzili z tą historią kawał życia, a Rowling jak dotąd ich nie zawiodła. Myśl, że może zawieść w tej ostatniej chwili, była wręcz nie do zniesienia. Pojawiały się plotki, rożne rodzaje fan fiction, alternatywne (do nieukazanego jeszcze) zakończenia. Jedni oczekiwali tego, inni tamtego. Po raz kolejny, J.K. Rowling wychodzi z wszystkiego obronną ręką. Czytając Insygnia Śmierci nie zapomnę, jak w pewnym momencie złapałem się z podziwem za głowę i pokiwałem nią z aprobatą. Nagle wszystko stało się jasne, a mnie wypełniło przekonanie, że autorka od początku wszystko miała dokładnie zaplanowane. Wiedziała dokładnie co i kiedy napisze, a wszystko składało się w logiczną całość. Raz jeszcze mamy tu do czynienia ze wszystkim tym, co było w częściach poprzednich, lecz jest tu tego więcej. Kiedy czyta się rozdziały takie jak Opowieść Księcia, Znowu w Zakazanym Lesie czy King’s Cross to ręce same składają się do oklasków. Można wręcz powiedzieć, że poprzez takie rozwiązanie całej historii, Rowling zadowoliła zwolenników obu idei sprzed wydania książki (na wszelki wypadek wzbraniam się przed nadmiernym spoilerowaniem). Na autorce ciążyła presja niesamowita, lecz summa summarum należy chyba jednak stwierdzić, że udało jej się stworzyć dzieło nieśmiertelne.

Harry Potter i Więzień AzkabanuHarry Potter i Więzień Azkabanu

FILMY

Co do filmów rozpisywać się już nie będę. Warto tylko prześledzić je chronologicznie, bo i w nich zachodziła podobna zmiana, jaką obserwować można w książkach. Pierwszym reżyserem został Christopher Columbus. Spod jego rąk wyszły dwie pierwsze części, a zaczęło się od Kamienia Filozoficznego z 2001 roku. Już sporo wcześniej ogłoszono go blockbusterem i nie inaczej się stało. Młodzi aktorzy, którym powierzono główne role, byli dobierani głównie ze względu na wyobrażenie o postaci, nie zaś na podstawie dokonań na polu filmowym. Tak oto, w Harry’ego zamiast znanego z filmów Spielberga, Haley'a Joela Osmenta, wcielił się nieznany wówczas nikomu Daniel Radcliffe. Podobnie było z Emmą Watson (filmowa Hermiona) oraz Rupertem Grintem (Ron). Pozostali aktorzy są już bardziej znani, wystarczy wspomnieć Alana Rickmana jako Profesora Snape’a, Maggie Smith grającą Profesor McGonagall czy też Richarda Harrisa jako Profesora Dumbledore’a (od części trzeciej zastąpił go Michael Gambon). Rowling zazwyczaj dawała Warnerowi dość sporo swobody, zażyczyła sobie jednak, aby w filmie grali aktorzy brytyjscy, co efektowało zebraniem prawdziwej śmietanki „wyspiarzy”. W serii wystąpiło gościnnie wiele wielkich gwiazd, a niektórzy sami zgłaszali się z chęcią pokazania się w jakimś filmie serii. Gary Oldman (Syriusz Black), Kenneth Branagh (Gilderoy Lockhart), Robbie Coltrane (Rubeus Hagrid), Ralph Fiennes (Lord Voldemort) czy David Tennant (Barty Crouch) to tylko kilku z nich.

Harry Potter i Czara OgniaHarry Potter i Czara Ognia

Na pierwszą część spadła lekka krytyka za zbyt cukierkowe pokazanie historii. Dodajmy, krytyka nieuzasadniona do końca, bowiem taka pierwsza książka była. Columbus jednak powziął pewien tor i nie do końca z niego zszedł przy produkcji Komnaty Tajemnic, co okazało się błędem. Ekranizacja drugiej części bowiem zła nie była, ale brakowało jej trochę klimatu z książki.

Efektem tego było zatrudnienie na reżysera trzeciej części Alfonso Cuaróna (Wielkie nadzieje, I twoją matkę też, Ludzkie dzieci). Ten wykazał się zupełnie innym podejściem do swej roli, odrzucił na dalszy plan magiczne szaty, zmienił co nieco wygląd bohaterów i postanowił pójść w klimat. Tak oto w Więźniu Azkabanu z roku 2004, obok wspaniałych efektów, widzimy grozę, mroczność oraz niedostrzegalny w pierwszych częściach humor. Wielu do dziś sądzi, iż dzieło Cuarona to najlepsza póki co ekranizacja Pottera.

Pałeczkę po Cuaronie przejął Mike Newell (Donnie Brasco, Cztery wesela i pogrzeb, Człowiek w żelaznej masce). Harry Potter i Czara Ognia w jego wykonaniu była bardzo widowiskowa, również z atmosferą i klimatem na swym miejscu, które można dostrzec choćby w scenie na cmentarzu. Krytyka tej części to przede wszystkim braki w fabule, coś co nie ominie żadnej ekranizacji. Subiektywnie jednak, zaliczyłbym Czarę Ognia do ekranizacji udanych.

Ostatni i najnowszy póki co film, to Zakon Feniksa (2007) w reżyserii Davida Yatesa, reżysera stosunkowo najmniej doświadczonego, w przeszłości zajmującego się przede wszystkim serialami telewizyjnymi, nie zaś produkcjami długometrażowymi. Według krytyków najlepsza część filmowa, według fanów zupełnie odwrotnie. Widzom nie spodobał się sposób w jaki Yates prowadził historię, zarzucali mu, że za wiele ważnych elementów opuszczono. Również sposób postrzegania walk przez niego zaprezentowany zyskał tyle sympatii co antypatii. Producenci jednak byli zadowoleni z pracy Yatesa i powierzyli mu ekranizację pozostałych części serii (czyli Harry Potter i Książe Półkrwi w roku 2008, oraz Harry Potter i Insygnia Śmierci w dwóch częściach, część pierwsza w 2010 oraz część druga w 2011). W chwili obecnej oczekuje się rychło zwiastunu do szóstej części, która do kin wejdzie w listopadzie 2008 roku.

Harry Potter i Zakon FeniksaHarry Potter i Zakon Feniksa

UAKTUALNIENIE

Tak oto, nie w listopadzie 2008 roku, ale w lipcu 2009, do kin wkroczył Harry Potter i Książę Półkrwi. Film, o którym pisać nie chcę wiele, ponieważ pewnie niewielu jeszcze go widziało. Zachęcam do odwiedzenia strony film i zapoznania się z recenzją. Niestety jednak jedno wydaje się być pewne. Z wszystkich reżyserów, którzy na pewnym etapie zajmowali się serią o młodym czarodzieju, to właśnie David Yates zdaje się najmniej rozumieć dzieła Rowling. Efektem tego już od dwóch części ciągnie serię w dół. Można by było jakoś przeżyć ten fakt, gdyby nie to, że to właśnie jemu studio Warner Brothers (z powodów, których nie jestem w stanie pojąć…) powierzyło realizację pozostałych dwóch filmów (dla niepoinformowanych – Insygnia Śmierci zostały podzielone na dwie części filmowe, które kręcone są naraz, ale wyjdą w kilkumiesięcznym odstępie). Pozostaje mieć tylko nadzieję, że podział ostatniej książki na dwa filmy nie pozostawi nawet Yatesowi miejsca na błędy…

Po filmach zawsze spodziewano się wiele, toteż wielu osobom nieobce było po wyjściu z kina odczucie zawodu. Wszystkie odcinki filmowe serii dawały nam piękne , nowoczesne i widowiskowe efekty specjalne, jednak utrzymanie atmosfery z książki w takich filmach jest niesamowicie trudne. W pierwszych częściach mogliśmy liczyć na bardziej szczegółowe podejścia, w kolejnych niestety z racji objętości książek i treści w nich zawartych, bezbłędne odzwierciedlenie fabuły stało się niemożliwe. Fabuła jednak właśnie, a nie efekty, dla wielu wielbicieli młodego czarodzieja, stanowi o wszystkim – i bez niej żaden reżyser nie podbije serc fanów. Cuaron, Newell i Yates starali się jak mogli i osobiście uważam, że poniekąd udało im się sprostać wyzwaniu, chociaż przy tym ostatnim mam swoje wątpliwości.

Harry Potter i Książę PółkrwiHarry Potter i Książę Półkrwi

Pozostaje czekać na kolejną część, która ukaże się już niebawem i zapewne da odpowiedź na sporo pytań. Cieszyć może również decyzja Warner Bros. o podzieleniu ekranizacji ostatniej książki na dwie części. Na poziomie studia zadecydowały z pewnością względy finansowe takiej decyzji, lecz nam, widzom, pozwoli to cieszyć się lepszym odwzorowaniem dzieła i większym artyzmem.

PODSUMOWANIE

Biorąc pod uwagę wszystko, można powiedzieć jedno. A raczej jednego powiedzieć NIE można – że seria książek o Harrym Potterze to seria książek dla dzieci. Mówią tak ci, którzy książki nie tknęli. Szczerze im tego zazdroszczę, bowiem raz jeszcze chciałbym móc całkiem od nowa przeżyć to, co przeżywałem przez te długie lata. J.K. Rowling stworzyła coś, co pozostanie z nami na długi, długi czas. Ktoś kiedyś powiedział, że o Harrym Potterze wkrótce wszyscy zapomną. Ośmielę się nie zgodzić z tą opinią, a nawet zaprzeczyć jej wprost, mówiąc, że Harry Potter przejdzie do historii i za 100 lat od dziś, będzie znany nie mniej niż legendarne dzieło J.R.R. Tolkiena, Władca Pierścieni. To zupełnie inne książki, które ludzie usilnie starają się porównywać, ja osobiście nie widzę w tym sensu. Nie skłamię jeśli powiem, że szanuję obydwa te dzieła dokładnie tak samo.

Dla mnie to, co najwspanialsze w serii Rowling to to, że dorastała ona razem ze mną. Stała się na długi czas częścią mego życia. Dziś widzę, że te wszystkie książki dość wiernie obrazują jak ja sam zmieniałem się na przestrzeni lat i są swoistym odbiciem tego, jak człowiek dorasta w ogóle. Jak zmieniają się jego potrzeby, choćby w sensie stricte literackim. Myślę jednak, że można doszukiwać się głębszych porównań, w które jednak sam wdawać się nie będę.

Wiem również, że nie jestem jedynym, na którego te książki wpłynęły tak, jak wpłynęły. Nie mówię tu tylko o moich znajomych, ale o całej rzeszy ludzi z całego świata, którzy z pewnością mają podobne odczucia. Pozostaje mi się tylko skłonić się w pół, lub też na kolanach dziękować pani Rowling za to, że wciągnęła mnie tak efektywnie w wir literatury, oraz za to, że stworzyła coś tak wspaniałego. Dziękuję.