Upadłe Gwiazdy Kina akcji

Niegdyś świecili triumfy w kinach, teraz zapomniani, kręcą kolejne filmy z myślą o rynku DVD

W latach 90-tych kino akcji królowało. Był to wiodący gatunek, a miliony widzów z niecierpliwością czekały na kolejny film gwiazdorów. Wtedy królowali tacy ludzie jak Jean Claude Van Damme, Steven Seagal, Wesley Snipes, no i oczywiście Arnold Schwarzenegger i Sylvester Stallone. W tym artykule skupię się na pierwszych trzech, których kariery znacząco podupadły.

Co się stało z kinem akcji, które tak się podobało? Co się stało z gwiazdorami?

Arnold przestał grać, podążając za karierą polityczną i można mu życzyć tylko powodzenia, by kiedyś stał się prezydentem Stanów Zjednoczonych. Stallone po chudych latach wrócił w formie z Rocky Balboa i Rambo, brawa dla niego. A reszta?

Wesley Snipes, praktycznie pojawił się w kinie akcji dopiero w latach 90ych, jeśli się nie mylę w 1992 roku w filmie Pasażer 57. Nie był to mega hit kasowy, ale fanów zyskał wielu, dobre kino akcji, w którym Snipes pokazał swoje nietuzinkowe umiejętności – przez lata trenował Capoeirę i parę innych sztuk walki, w których osiągnął status mistrza. Robiło wrażenie. Gdy aktor markuje, zawsze to widać. Bez umiejętności, tylko naprawdę świetny rzemieślnik potrafi wiarygodnie przedstawić i dać złudzenie widzom, że potrafi walczyć. Keanu Reeves kolił w oczy nieporadnością w Matrixach, nawet wielki Yuen Woo Pingnie potrafił z niego wykrzesać pokładów talentu. A taka Zhang Ziyi? W Hero czy Przyczajony Tygrys, Ukryty Smok pokazywała niesamowite umiejętności, a o sztukach walki ma zerowe pojęcie – świetna aktorka. Snipes pokazał, że w kinie akcji grać potrafi. Mogliśmy zobaczyć to w dwóch filmach z serii Blade, Drop Zone, Demolition Man (grał tam ze Stallone), The Art of War i wielu innych. Kino dawało dobrą rozrywkę, ludzie chodzili na te filmy. Oczekiwało się kolejnych produkcji. Nie był to oczywiście jedyny gatunek w jakim występował, można było go także zobaczyć w dramatach i komediach. Ostatnio kręcił słabe filmy akcji, Blade: Mroczna Trójca stoczył się prosto w kierunku rynku DVD. Prawda jest taka, że niemało tam zarabiają, lecz czy o to chodziło komuś pokroju Snipesa i innych? Faktem jest, że gdy nie ma kogoś w kinie, ludzie zapominają o nim. Występy w filmach kinowych potrafią zapewnić odpowiednią pozycję na lata, nawet jeśli to role trzecioplanowe, epizodyczne, lecz często zapadające w pamięć. Tak na przykład zrobił Alec Baldwin, który po nagłym spadku formy, nie stoczył się na rynek DVD, a mogliśmy go przez to widzieć w małych rolach w Pearl Harbor, Dobry agent, Aviator, Infiltracja i wielu innych. Problemy Snipesa z prawem chyba ostatecznie zakończą światową karierę tego utalentowanego aktora. Podsumowaniem było skazanie go na karę więzienia. Niedawno wypuścili go na czas skończenia zdjęć do Gallowwalker i nie wiadomo, czy do niego wróci. A to wszystko, bo nie chciało mu się płacić podatków. Jego przyszłość jest dla mnie jasna – będzie robić kolejne słabe filmy na DVD, które pewnie się sprzedadzą, ale świat o nim zapomni i młoda część widowni za parę lat nie będzie wiedzieć, kim był ten człowiek. Szkoda, wielka szkoda.

Jean Claude Van Damme, chłopak z Belgii, nie miał wyszukanych umiejętności, nie szokował świata coraz lepszą choreografią, ale jego filmy dostarczały rozrywki, miał fanów, zarabiał pieniądze na całym świecie. Było to tanie kino akcji, z efektownymi walkami w wykonaniu Van Damme’a i szybkim tempem. Tak przez lata 90-te bawił widzów. W jego karierze najbardziej dochodowym filmem był Strażnik czasu, który zarobił na całym świecie 100 milionów dolarów, co było świetnym wynikiem, porównując to do budżetu (10mln). Pamiętamy też jego kultowe filmy Uniwersalny Żołnierz i oczywiście Krwawy sport, który jest uważany za jeden z najlepszych filmów sztuk walki w historii kina. Realistyczne i brutalne pojedynki do dziś robią wrażenie. A postać grana przez Bolo Yeunga mocno zapadła w pamięć, przez co ten świetny aktor przez lata grał podobne role. Dzięki temu obrazowi zdobył sławę i jego gwiazda rozbłysła.

Jean Claude Van DammeJean Claude Van Damme

Jean pokazał też, że potrafi reżyserować i jest dobrym choreografem w filmie Quest. Nie był to film wybitny, ale był dobry. Czemu? Van Damme sprawił wrażenie człowieka, który o sztukach walki wie więcej niż sam potrafi i umie stworzyć widowiskową, realną choreografię. I co najważniejsze, zebrał zespół fantastycznie utalentowanych ludzi, którzy zaprezentowali swoje umiejętności. Za to ten film lubię, pomimo że fabuła była sztampowa. Nie wiem co tam robił Roger Moore, najwyraźniej potrzebował pieniędzy. Van Damme raz pokazał, że potrafi nawet przyzwoicie grać, tworząc film kompletnie inny niż jego dotychczasowe, Legionista. Nie był tutaj superwojownikiem, nie powalał każdego jednym ciosem, był człowiekiem w Legii Cudzoziemskiej. Był to jego przedostatni film kinowy, przeszedł bez echa, ale na mnie wywarł pozytywne wrażenie. Potem już był oficjalny sequel „Uniwersalnego Żołnierza”, który doprowadził do zakończenia jego pobytu w kinach. Teraz Van Damme dosłownie króluje na DVD, wypuszczając coraz to nowsze filmy akcji. Pytanie brzmi: jakie one są? Parę pierwszych próbowałem obejrzeć i… no cóż… nawet jego najgorszy film z lat 90-tych jak chociażby Uliczny Wojownik prezentuje o wiele lepszy poziom walk, fabuły, akcji i aktorstwa niż wszystkie jego filmy wydane na DVD razem wzięte.

Czy może się odbić od dna? Miał okazję pokazać się w epizodycznej roli w Asterix na Olimpiadzie oraz miał okazję wcielić się w rolę francuskiego komisarza policji w „Godziny Szczytu 3” (ostatecznie zagrał go Roman Polański). Znów usłyszano by o nim i może furtka do powrotu by się otworzyła. A co na to pan Jean Claude? Odmówił, bo ciężko trenował do swojego kolejnego filmu – brak słów. Chciał także wrócić do gry wzorem wielkich gwiazd jak Bruce Willis czy Sylvester Stallone. Panowie wrócili do swoich największych ról z serii Szklana Pułapka oraz w przypadku Stallone’a – Rocky Balboa i Rambo. Oczywiście mowa tu o sequelu Krwawego sportu. Plotki zalewały Internet, że największe światowe gwiazdy sztuk walki wystąpią w tym filmie, od ludzi z UFC po wielki powrót Bolo Yeunga, a zakończyło się to fiaskiem. Projekt umarł, jak i kariera Van Damme’a.

Trzecim przykładem jest chyba najlepszy z nich wszystkich, Steven Seagal. Zdecydowanie był on najbardziej kasowy z całej trójki. Jego wielka kariera zaczęła się z filmem Nico z 1988 roku. Zagrał wtedy z nieznaną Sharon Stone z dnia na dzień stając się wielką gwiazdą. Seagal zna aikido, judo, karate i kendo. Pokazując tę mieszankę w brutalnym kinie akcji zdobył rozgłos. Szokował widzów swoimi wyczynami, każdy chciał jeszcze. Jego kolejne filmy dostarczały tych efektownych walk i z chęcią się je oglądało. To było to, do czego przyzwyczaił widzów. Jego największym hitem kasowym jest Liberator, gdzie jego przeciwnikiem był sam Tommy Lee Jones, oraz Liberator 2. Oba filmy zarobiły na świecie prawie 300 milionów dolarów. Raz także był reżyserem w filmie Na Zabójczej Ziemi, gdzie występował także Michael Caine. Jego ostatnim poważnym filmem kinowym była Mroczna Dzielnica, który, jak pamiętam, w swoim czasie zajął pierwsze miejsce w amerykańskim Box Office. Potem był polski film pod tytułem „Cudzoziemiec”, a stąd, jak wiadomo, do upadku kariery już blisko. Od ponad 5 lat tworzy filmy tylko na rynek DVD, kręcąc po 2-3 obrazy rocznie. Niestety to już nie jest to. Nie chodzi nawet o budżet, bo to akurat nie było nigdy istotne w jego filmach. Sprawa zawęża się do samego Seagala, który przestał pokazywać to, do czego przyzwyczaił fanów. Z filmu na film coraz mniej walczył, a coraz bardziej tył. Pięści zastępował użyciem karabinu bądź pistoletu. Osobiście mnie to rozczarowało. Uwielbiałem jego filmy i często wracam do klasyków, jak Nico, Wygrać ze śmiercią, czy Liberator.

Steven SeagalSteven Seagal

Podsumowując, kino zmienia się. Trendy idą w kierunku efekciarstwa, sztuki walki nie są tak popularne jak w latach 90-tych. Rynek DVD jest jednym z czynników, który przyczynił się do zabicia karier tych gwiazd. No może poza Snipesem , bo tu dołożyły swoje jego problemy z prawem. Patrząc na dzisiejsze kino, typowych filmów akcji z serii Zabili go i uciekł jest jak na lekarstwo. Królują komiksy i filmy fantasy. Powrót do kina sztuk walki w Stanach mógłby być możliwy, jeśli jakieś odważne studio zaryzykowałoby inwestując w ciekawy pomysł. Dobra choreografia, utalentowani ludzie i świetny reżyser mogą zrobić z nawet lekkiej rozrywki kino, które byłoby czymś więcej niż tylko oszałamiającą akcją. Jednak pewnie nie doczekamy się tego, a szkoda, dobre kino akcji zawsze jest mile widziane i mi osobiście typowych przedstawicieli tego gatunku bardzo brakuje.