Powstanie Wrocławskie

Wszystko wskazuje na to, że pierwszym filmem o Powstaniu Warszawskim będzie kameralne „Miasto“ Jana Komasy. Kręcone… poza stolicą.

Zdjęcia do „Miasta realizowane będą poza Warszawą. Tylko we fragmentach, a jednak trochę żal, że po tylu staraniach związanych z projektem miasteczka filmowego – tworzonym z myślą m.in. o powstańczych produkcjach – dekoracje zburzonej stolicy staną kilkaset kilometrów od historycznych miejsc.

Źródło: Życie WarszawyŹródło: Życie Warszawy

Twórcom kolejnych, wciąż zapowiadających się mgliście, produkcji o walkach 1944 roku, musi wystarczyć deklaracja, że Ministerstwo Kultury myśli o budowie tzw. backlotu, czyli stałej powstańczej dekoracji i prowadzi rozmowy na ten temat z Muzeum Powstania Warszawskiego.

Do trzech razy sztuka

Finansowe barykady i brak profesjonalnych dekoracji jak dotąd skutecznie wstrzymują realizację dwóch najgłośniejszych projektów – zwycięzców konkursu na scenariusz o Powstaniu Warszawskim.

„Ostatnia niedziela Dariusza Gajewskiego i Przemysława Nowakowskiego, którą chciałby wyreżyserować ten pierwszy, oraz „1944. Warszawa Krzysztofa Steckiego i Tomasza Zatwarnickiego, przykrojona do polskich filmowych realiów przez Juliusza Machulskiego, na razie jedynie szokują… coraz bardziej rosnącymi budżetami. Mówi się nawet o 70 mln zł.

Kto dziś udźwignie takie obciążenie, skoro najhojniejszy jak dotąd producent TVP, która może wyłożyć na film 10 mln złotych, zastanawia się też nad wsparciem trzeciego powstańczego projektu – serialu „Zdrada według scenariusza Władysława Pasikowskiego?

Kamery ruszą w miasto

Tymczasem za kwotę, nad której rozdzieleniem wciąż głowi się TVP, cały film o powstaniu – wspomniane „Miasto – wyprodukuje Michał Kwieciński. Szef firmy Akson Studio już filmem „Jutro idziemy do kina dowiódł, że potrafi ożywić historię na ekranie. Jego najnowszą realizację – serial „Czas honoru, od piątku będzie pokazywać TVP.

Współproducentem „Miasta jest TVN. I choć Edward Miszczak, dyrektor programowy stacji, określa dzięsieciomilionowy budżet jako poważny, projekt będzie realizowany.

Kilkakrotnie poprawiany, a teraz ostatecznie szlifowany scenariusz młodego reżysera Jana Komasy (współtwórcy głośnej debiutanckiej „Ody do radości) trafi przed kamery już wiosną. Realny jest też termin premiery – okolice 65. rocznicy powstania i 70. wybuchu wojny.

Tacy sami, jak my

- W naszym filmie skupiamy się na emocjach młodych ludzi. Produkcja będzie kameralna, bez szerokich planów. Oczywiście pojawią się też duże sceny, ale nie zdominują realizacji. Nie będziemy opowiadać o walce, ale o postawie bohaterów wobec kataklizmu, jakim było powstanie – tłumaczy relatywnie niskie koszty Kwieciński.

Zdaniem producenta, młodzi ludzie chętnie oglądają filmy historyczne, bo przedstawiony w nich świat rządzi się określonymi regułami, jest w nim na czym i na kim się oprzeć. Nie tak jak dziś, kiedy brakuje autorytetów.

Reżyser Jan Komasa dodaje, że widzów przyciąga też wspólnota doświadczeń. W historycznych realiach bohaterowie przeżywają podobne dylematy jak ich współcześni rówieśnicy.

- W życiu Sebastiana Rataja wszystko zmienia się, gdy poznaje dziewczynę – opowiada Komasa. – Rodzi się miłość, cały świat przewraca się do góry nogami. Ale jakby było mało, do eksplozji uczuć historia dopisuje swój tragiczny kontekst.

Życie Warszawy


Filip Borkowski
Tonight is the night.