Spieszmy się kochać aktorów....

…tak szybko odchodzą. – o filmie Jeszcze nie wieczór opowiada Jan Nowicki.

Film „Jeszcze nie wieczór” zdobył „Srebrne Lwy” na 33. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Nie ma jeszcze dystrybutora, więc nie wiemy kiedy pojawi się w kinach. Jednak prosimy zapamiętać ten tytuł i gdy będzie możliwość, zobaczyć film Jacka Bławuta . Film, który 10 lat czekał na fundusze. Film, który nie mógł czekać, bo aktorów gonił czas. Wielu z nich, nie doczekało swojego udziału w nim, jak Leon Niemczyk, który miał grać główną rolę, obiecał, że nie umrze, dopóki nie zagra w tym filmie i słowa nie dotrzymał. Nie doczekały również wspaniałe aktorki: Irena Malkiewicz-Domańska i Lidia Wysocka, i wielu innych wspaniałych aktorów. Scenariusz przez te lata ulegał wielu zmianom. Z rozmowy z panem Lechem Gwitem znam alternatywne zakończenie, było bardziej pesymistyczne i naprawdę piękne. Jednak szczegółów póki co nie zdradzę.

„Jeszcze nie wieczór” to film o miłości, przemijaniu i aktorach – ich ekscentryczności, marzeniach zagrania jeszcze jednej, może już ostatniej, wielkiej roli. Grupa zaawansowanych wiekowo pensjonariuszy Domu Aktora Weterana (w Skolimowie), z jego codziennością trywialnych zdarzeń, postanawia wystawić „Fausta” J.W. Goethego. Tym pomysłem zaraża ich aktor po przejściach – niespokojny duch, który nagle pojawia się w ich spokojnym życiu (w tej roli Jan Nowicki) oraz dwójka młodych (role Soni Bohosiewicz i Antoniego Pawlickiego). W takim miejscu przeżycia, ludzkie emocje, upływ czasu stają się najbardziej wyraziste.
Film mówi o pięknie starości, opowiada o tym, że może to być cudowny okres w życiu. Reżyser żartuje, że jego marzeniem jest, aby młodzi ludzie po projekcji „Jeszcze nie wieczór” chcieli się od razu zestarzeć. (materiały prasowe).

Zdradzę tutaj, że ów aktor po przejściach, grany przez Jana Nowickiego pojawia się w Skolimowie, ponieważ stracił mieszkanie i po prostu nie ma gdzie mieszkać (tak wynika ze scenariusza). Szkoda, że nie zostało to wyraźnie pokazane w filmie, stanowiłoby dobry kontrast dla zarozumiałości i pewności siebie bohatera. W pierwotnej wersji role Jerzego (obecnie granego przez Jana Nowickiego) oraz Henryka (Lech Gwit) były bardziej równorzędne. Henryk trochę temperował Jerzego.

Jacek Bławut pozwolił aktorom grać. Na planie nie było klapsów, nie było słowa „akcja”. Tam po prostu toczyło się skolimowskie życie. Często aktorzy nie wiedzieli nawet, że są nagrywani. W filmie znaleźli się także aktorzy ze Skolimowa. Powiedziałem – mówił Jacek Bławut – że kto ma ochotę zagrać w tym filmie to ja wymyślę, napiszę coś , nie było problemu z tym. Także część była spoza, a część była stamtąd. Myślę, że to film nie tylko o aktorach, ale najbardziej ciekawe było to, że chciałem, by scenariusz nie istniał. To było takie koło ratunkowe, ale najciekawsze było to, by wydarzyło się coś co jest nienapisane. W wielu sytuacjach tak się zdarzyło, że wątki poszły w innym kierunku, idąc za emocjami nie tylko aktorów, idąc za emocją pani Danuty Szaflarskiej, czy innych osób, gdzie byłem ciekawy jacy oni są, ja jestem z dokumentu, dla mnie człowiek jest najważniejszy. […] Film jest filmem debiutów. W 80% ekipa składała się z debiutantów, bo pomyślałem, że to wspaniałe dać komuś jakąś radość, jakaś szansę, czemu ciągle się obracać wśród tych samych nazwisk. […] Inaczej podchodziłem do tego filmu, nie był on klapsowany, nie było hasła „kamera”, pracowały sobie dwie kamery, niemal niewidoczne, pracowały sobie kiedy aktorzy wchodzili na plan. Udawałem czasem, mówiąc: „A teraz robimy ujęcie”, żeby wyglądało, że robimy film. I niektórzy się domyślali. Pamiętam , że Witek Gruca mówił do innych aktorów: ”Uważajcie, bo oni chyba kręcą”.

Podczas konferencji prasowej, mieliśmy wrażenie, że Jan Nowicki nadal gra swoją rolę (zdobył za nią nagrodę dla najlepszego aktora, jak pisałam wcześniej, nie byłam pewna, czy można dostać nagrodę za zagranie samego siebie). Przytaczamy fragmenty wypowiedzi Jana Nowickiego i Jacka Bławuta, którzy zdradzają kilka ciekawostek z planu.

Danuta SzaflarskaDanuta Szaflarska

O grze w „Jeszcze nie wieczór” , aktorstwie i starości:

Jan Nowicki: …wielu rzeczy na początku nie rozumiałem, pytałem czy ja gram Fausta, czy Mefistofelesa, a on [reżyser, Jacek Bławut – przyp.red.] mówi: ”O co tobie chodzi? Ty grasz siebie” . To jest bardzo przykre dla aktora grać siebie, dlatego, że nasz zawód polega na tym, że my przekraczamy nasze możliwości. A aktor, który uważa, że wystarczy jego dotychczasowy dorobek, czy jego twarz, na to, żeby powstała rola, w zasadzie myśli w sposób kabotyński. My powinniśmy być lepszymi w naszych rolach, niż jesteśmy w istocie, niż nasze wcześniejsze dokonania. Więc jak on mi powiedział, że mam grać siebie, to się najnormalniej w świecie wystraszyłem, że to nie wystarczy, że to za mało, żeby być sobą. Natomiast ja tam się pojawiam z zewnątrz. A mógłbym tam w zasadzie mieszkać. Jestem starszy pan i jeśli nie jestem w Skolimowie, to tylko dlatego, że mnie jeszcze nogi po tej świętej ziemi niosą. Musze zarabiać pieniądze, muszę działać, poza tym dalej mnie rajcuje praca i zawód. Tak tam wpadłem do tego filmu, jakbym wpadł rzeczywiście ja. Zresztą ja tam w Skolimowie bardzo dobrze się czuję. Tam niczego nie trzeba już udawać, można mieć samochód, można sobie jeździć do Warszawy, można zamieszkać z jakąś starszą panią i udawać miłość, to jest bardzo dobre miejsce, miejsce pozbawione pozorów, o tyle dramatyczne ile śmieszne i dające wiele do myślenia, to jest miejsce czarujące. A skoro mówimy o domu aktora, to ja byłem w Weimarze (inny dom aktora). To Weimar w porównaniu ze Skolimowem to jest byle co. Skolimów to jest wielki pomnik, który sobie wypracowali aktorzy przez wiele, wiele pokoleń, to jest miejsce absolutnie szczególne, piękne. Jest tam wiele minusów związanych z czymś takim jak zbiorowa starość, ale jest tam cała masa humoru i nieskończona ilość wdzięku. Piękny park, piękni, fantastyczni ludzie. Nie ma nic piękniejszego na świecie niż starość. I nie dlatego o tym mówię, że jestem stary, ale ponieważ już nic innego nie nastąpi potem to trzeba ten okres postrzegać absolutnie jako puentę najpiękniejszą . Rozgadałem się niepotrzebnie….

Jan NowickiJan Nowicki

Na temat marzenia zagrania jakiejś roli:

Jan Nowicki: Ja uważam, że aktor, który na dodatek ma jeszcze marzenia jest idiotą. Dlatego trzeba robić to, co nam dają do zrobienia. Jak mi Jacek zaproponował rolę, to natychmiast zacząłem o niej marzyć. Wcześniej mi do głowy to nie przyszło, miał ją zagrać Leon Niemczyk. Wracaliśmy znad morza na Kujawy i opowiadał mi [Niemczyk – przyp.red.] długo, długo na temat tej roli i z takim zapamiętaniem, że aż przysnąłem, dlatego, że mnie drażni jakiś taki zachwyt, on tak gadał i gadał , że to zagra. Wielka szkoda, tak naprawdę, ja nie mówię tego z kurtuazji dla zmarłego, tylko, kurcze, rzadko mi się zdarza być aż tak szczerym, jak teraz w stosunku do Leona, który jest wartością samą w sobie, to jest poza predyspozycjami, przeżył 80 lat i jeszcze był dalej mężczyzną, niesłychane poczucie humoru, wdzięk. Ja z dużą przyjemnością zagrałem tę rolę, ale wciąż miałem świadomość, że jest to nagłe zastępstwo, a wiadomo, że z nagłymi zastępstwami, jest tak, że nie do końca one są doskonałe. Nie moją sprawą jest sądzić co ja tam zagrałem, czy dobrze, czy źle, że tak powiem to już jest wasz biznes.

Leon Niemczyk 1923-2006Leon Niemczyk 1923-2006

O aktorstwie:

Jan Nowicki: Ja coś państwu powiem, dwa zdanka jeszcze i się zamknę. Otóż mnie w ogóle drażnią aktorzy, łącznie z sobą samym. Ja tego w ogóle nie lubię, to jest zawód głupawy, meczący, kabotyński. A zwłaszcza mnie drażnią aktorzy udani, bo jak ktoś jest niezdolny, to przynajmniej mnie wzrusza, natomiast ci, za którymi powodzenie się ciągnie jak smród za wojskiem, są nie do zniesienia. Całymi latami dbają o to, by się rozwijać, chcą być coraz lepsi, a są po prostu nudni. Głównie, myślę naprawdę po wielu przemyśleniach, aktorami tak naprawdę powinni być tylko dzieci i starcy. Jedni i drudzy zdobywają się na fenomenalną formalność. Jest coś obrzydliwego, że teraz święci tryumfy naturalność. Że ktoś wychodzi i mówi, że on jest naturalny i jemu się wydaje, że jest aktorem, kompletna bzdura. To każdy potrafi . Zresztą polskie aktorstwo zrujnował serial i widownia nie wie zupełnie, w którym miejscu pozostaje mój zawód, w jakiej jest kondycji. Aktor to jest sztuczność, kreacja, wymyślenie. I aktorzy starsi mają to jakby z rozdania, bo oni już nic nie muszą. Do tego wszystkiego zanim aktor w średnim wieku sobie coś wymyśli, to stary ma już to wypisane na twarzy. Albo dzieciaki, które mają przylepione sztuczne brody i grają w „Jasełce”. Co tak pięknie opisała Szymborska. Oni są wielkimi aktorami. Tylko starcy i dzieci, a resztę wytruć. […] Coś zupełnie niebywałego, ponieważ dojrzałość miesza się z dzieciństwem. To jest koktajl zupełnie nieprawdopodobnego wdzięku, urody. Stary aktor, aktorka to jest cud. Patrząc na nich człowiek się cieszy, że ma przed sobą komedianta, a nie człowieka, który udaje lekarza, inżyniera całymi latami w telewizorze. To nie aktorstwo, to jest jakiś owadzi twór. To są owady. Owady aktorskie a nie aktorzy.

Beata TyszkiewiczBeata Tyszkiewicz

O tytule filmu:

Jan Nowicki: Ja nakręciłem tyle filmów i nigdy się nie zastanawiałem nad tytułem. Myśmy tutaj doznali koszmarnej sytuacji, gdzie zaczęliśmy histerycznie szukać tytułu. Czegoż tam nie było? „Chwilo trwaj”, „Dom we mgle”, „Bez kurtyny” i doszliśmy do jakiejś kompletnej histerii. I był taki moment, że poszedłem sobie do pana Myśliwskiego [Wiesław Myśliwski – polski pisarz, dwukrotny laureat nagrody literackiej Nike – przyp.red.], myślę sobie, taki mądry człowiek, podałem mu scenariusz, film miał wtedy tytuł „Antre”, jak napis w paryskim metrze, cholera. Mówię: „Wymyśl coś panie Wiesławie.” I miałem jeden ukochany w główce, ale bałem się, że pójdzie na pożarcie. A to nawet nie jest tytuł wymyślony przeze mnie, dlatego, że on fenomenalne konotacje . W „Zmierzchu” stary Babel mówi: „Jeszcze nie wieczór, jeszcze nie wieczór, ja jeszcze pożyję, ja jestem silny, moje nogi są od parowozu silniejsze. ” To śpiewa Wołodia Wysocki : ”Jeszcio nie wieczier…”. To ma doskonałe pochodzenie. Wydawało mi się, że jest w tym pewna dynamika, pewna melodia i od razu pochwycił to kompozytor.

Pytanie o rap:

Jacek Bławut: Pomyślałem, że Fausta zrapować to byłoby niebywałe odkrycie. Fausta nikt nie jest w stanie rozumieć, dopiero jak ktoś rapuje, śpiewa, jak coś się dzieje, zaczyna coś docierać. To chyba nawet mój syn był autorem tego pomysłu, który kupiłem. Jankowi też się spodobało.

Jan Nowicki: To jest taka sama historia jak z „Nocą Listopadową” pana Andrzeja Wajdy. Przecież jakby człowiek się brał do przeczytania tych wszystkich monologów, to nuda jak cholera, a jak zrobił do tego muzykę Konieczny, to zyskało niesłychanego kopa, stało się bardzo nośne. I ten fragment w więzieniu jak ona [Małgorzata, w tej roli Sonia Bohosiewicz – przyp.red.] śpiewa o dziecku, co to ona zabiła, to jest to porażające. […] W tej scenie w knajpie to ja powinienem mieć ostatnie zdanie, a nie tam młodzież wygrała [Nowicki w filmie wdaje się w „walkę na rymy” z raperami w knajpie].

Pytanie o psa:

Jan Nowicki: To był debil. To jest krewny tego psa, który grał w Fauście, to jest jego chyba syn.

Jan Nowicki i piesJan Nowicki i pies

Jacek Bławut: Miał zagrać ojciec pudla, grał 7 sezonów w Teatrze Starym, ale nie doczekał roli i zmarł. Dzwoniłem szukając królewskiego czarnego pudla, pierwsze wcielenie Fausta. Janek powiedział wyraźnie w scenie z Niną Andrycz, jak zapytała jak gra ten pies: ”Wszystko w porządku, tylko tylne nogi słabe”. Ja mam scenę, w której on coś tam robi, ale pomyślałem, że w montażu jest tak już niewiele miejsca, wszystko już się tak skupia i ogniskuje, na tym, by się nie rozpraszać na boki, by zagrali w finale aktorzy, bo oni są najważniejsi. […] Pies się okazał nie tak zdolny jak tatuś, ale miał dobre oczy i pomyślałem, „niech zagra psychologicznie”, niech zionie magią, bo jak będzie się ruszał, klękał, aportował itd. jak te wszystkie zwierzęta, które próbują coś zagrać, to widać ewidentnie, że to jest sztuczne. Więc pomyślałem, że jak ma to być specjalny pies, to niech będzie wyjątkowy i gra tylko oczami.

Jan Nowicki: Zobaczcie, on [Jacek Bławut] jest tak dobry, on tak kocha ludzi i zwierzęta, że cały jego monolog teraz sprowadza się do tego, by usprawiedliwić nieudolność psa czy pijanego tresera. Co ty opowiadasz, ten pies nic, kurwa, nie umiał. […] To, że on te karty wziął do pyska to cud [jest taka scena, gdzie Nowicki gra z psem w karty – przyp.red.].

Jan Nowicki o Jacku Bławucie:

Jan Nowicki: Ten gość, ten pan, ten chłopiec , ten mężczyzna… w tym środowisku, tak delikatnego i wyszukanego pana nie spotkałem. Lgną do niego wszyscy ludzie, którzy mają coś do powiedzenia. W naszym środowisku rzadko spotyka się kogoś takiego jak pan Bławut. Myślałem, ze jakiś anioł filmowy do mnie gada a nie jakiś tam tępy reżyser, który zakłada koszulkę polo i myśli, że świat to film. Ja już skończyłem.

W filmie oprócz aktorów starszego pokolenia zagrali także młodzi aktorzy. Główne „młode” role zagrali: fantastyczna Sonia Bohosiewicz i Antoni Pawlicki , który podczas festiwalu ukazał się w zdaje się aż 3 filmach i wszystkie role zagrał wspaniale.

Sonia BohosiewiczSonia Bohosiewicz

Wśród aktorów starszego pokolenia w filmie pojawili się, oprócz Jana Nowickiego: Nina Andrycz, Ewa Krasnodębska, Irena Kwiatkowska, Bożena Mrowińska, Zofia Perczyńska, Anna Grażyna Suchocka, Danuta Szaflarska, Teresa Szmigielówna, Beata Tyszkiewicz, Zofia Wilczyńska, Stefan Burczyk, Wieńczysław Gliński, Witold Gruca, Lech Gwit, Robert Jurczyga, Fabian Kiebicz, Roman Kłosowski, Ks. Kazimierz Orzechowski, Bohdan Wróblewski .

Jacek Bławut: W telewizji teraz pragną, by zrobić wersję dłuższą, parogodzinną, w odcinkach. Tam jest tyle materiału, który się nie zmieścił a nakręciliśmy 120 godzin. Zapraszam do telewizji.