Największe rozczarowanie 33. FPFF

Serce na dłoni Krzysztofa Zanussiego, czyli Śmiertelnie poważna komedia nie jest ani poważna, ani śmieszna.

Najnowszy obraz autorstwa Krzysztofa Zanussiego pod tytułem „Serce na dłoni” to historia Konstantego (Bohdan Stupka), biznesmena, prawdziwego oligarchy, chyba po raz pierwszy w swoim życiu stającego przed problemem, wobec którego wydaje się być całkowicie bezradny. Ciężka choroba serca jest jak wyrok, a uratować go może jedynie niezwłoczny przeszczep. Konstanty trafia do szpitala, gdzie ma oczekiwać na dawcę. Nie wierząc, że taki się szybko znajdzie, rozpieszczony dostatkiem i przekonany o pełnej władzy nad własnym losem, postanawia sobie pomóc, nadając sprawie należyty bieg. „Bo są pacjenci, którym lepiej żeby nic się nie stało” – stwierdza Konstanty ostrzegając chirurga.
Kluczem do sukcesu i szczęśliwym wyjściem z dramatycznej sytuacji okazuje się być, upokorzony przez życie – utratą pracy i rozstaniem z dziewczyną – młody mężczyzna o imieniu Stefan (Marek Kudełko). Pozbawiony chęci do życia jest idealnym ofiarodawcą organu, tak potrzebnego przecież do życia. Teraz Konstantemu pozostaje już tylko przekonać niedoszłego samobójcę, że próbę tę warto mimo wszystko powtórzyć raz jeszcze. Tym razem skutecznie…
Film twórcy „Persony non grata” jest szyderczą, opowiedzianą w kpiarski sposób, historią o ogromnych pieniądzach środkowej Europy, a także najgłębszej dzikości, do jakiej zdolny jest człowiek. Celem Zanussiego jest sprowokowanie widza do odpowiedzi na pytanie, czy lekkomyślnie deklarowany relatywizm nie jest przypadkiem ślepym zaułkiem, w który wpadają ludzie zagubieni. To przewrotny obraz, który pod pozorami powagi powinien budzić śmiech przez łzy.(materiały prasowe)

Niestety po obejrzeniu filmu musimy uczciwie stwierdzić, że w czasie filmu nie uroniliśmy ani jednej łzy, ani ze wzruszenia, ani ze śmiechu. W zasadzie… trochę się wynudziliśmy i trochę zawiedliśmy.
Również to, że pytania o nowy film Krzysztofa Zanussiego krążą głównie wokół epizodycznej roli Dody, też o czymś świadczy.

!http://gfx1.fdb.pl/qtc7ds(plakat filmu )!

Przytaczamy kilka pytań z konferencji prasowej:

Jak udało się pozyskać Dodę?
Zanussi: W kwestii pozyskiwania to sukcesy mają producenci, ja jestem beneficjentem tego, że oni ją pozyskali.
Producent: Odbyła się rozmowa z reżyserem, u niego w domu i to był jeden z pomysłów. Widziałem Dodę troszkę inaczej, natomiast reżyser ją genialnie umiejscowił w tym filmie i przekazał pewną ideę. Pracowaliśmy wspólnie nad całą obsadą.

Doda w roli divy operowejDoda w roli divy operowej

Czy Doda wiedziała, że śpiewa arię dziewiczej westalki?
Zanussi: No oczywiście, że wiedziała, bo się jej nauczyła. Nie mogła uczyć się słów nie rozumiejąc.

Na pytanie czy Doda Elektroda jest lepszą piosenkarką czy aktorką odpowiedział:
Zanussi: Jaką jest piosenkarką każdy widzi, więcej niż ja, bo to pokoleniowo jest. Natomiast ja myślę, że ona naprawdę ma potencjał aktorski. Ona oscyluje między wulgarnością a niewinnością. To jest bardzo zawsze interesujące. Ktoś by musiał dla niej napisać scenariusz, taki , żeby ona się w tym wyraziła. Myślę, że jeśli ona jest dużą postacią tej popkultury, to ktoś, komu zależy na pieniądzach, powinien się nad tym poważnie zastanowić, bo ona ma naprawdę poważny potencjał. Ja się tu nie zgłaszam na ochotnika, bo tego bym pewnie nie umiał. Ale jako człowiek, który produkuje i który patrzy z boku, uważam, że ona ma pewną wartość, którą szkoda byłoby zmarnować. A myśmy już parę takich wyrazistych postaci rynku medialnego zmarnowali. To znaczy one nie rozwinęły tak skrzydeł jakby mogły. Pani Dorota ma 22 lata [ma 24 – przyp.red.] więc w tym wieku można jeszcze masę progów pokonać, próg języków, próg aktorstwa. Czego bardzo jej życzę.

Sceny z Dodą mogłoby w ogóle nie być. A już na pewno nie ma w niej nic z genialności. Trwa jakąś minutę. Jest dodana na siłę. Choć Zanussi uważa, że chciał pokazać w filmie jakąś ikonę współczesnej popkultury. Jej przemianę. Przemianę w filmie, też nieprzekonywująco, przechodzi główny bohater i wystarczy. Wystarczyło dobrze skonstruować tę przemianę (o tym jeszcze niżej). Bez ozdobnika w postaci Dody, który perfidnie wydaje się zabiegiem marketingowym. Gdyby tak nie było, cała promocja filmu nie opierałaby się na tej jednej minucie filmu (zauważmy, że Dorota Rabczewska występuje niemal we wszystkich trailerach, w niektórych sama jedna). Konferencja prasowa tego filmu, po pokazie konkursowym, była jedyną, na której dla dziennikarzy pojawiły się gadżety reklamowe ( a przecież wiadomo, że dziennikarz to postać dość szydercza i ignorancka jeśli chodzi o tego typu zabiegi). Po zadanym pytaniu dziennikarzom wręczano plakietki z napisem „I love Zanussi! Doda.”, które były też dodane do materiałów prasowych. Smutne, nieprofesjonalne, żenujące nawet… i boli mnie to, że takie zabiegi dotyczą pana Zanussiego, którego bardzo szanuję za całokształt twórczości.

Komedia okazała się nieśmieszna, niespójna, z wieloma banałami i naciąganiem pewnych sytuacji.

Przytaczam wypowiedzi reżysera, który odnosi się do krytyki dziennikarzy na konferencji prasowej. Przepraszam autorów pytań za brak podpisów. Trudno mi w tej chwili zidentyfikować kolegów redaktorów na nagraniu.

Co ma robić komedia? Bawić, czy moralizować?
Zanussi: Może jedno i drugie, ja nie wiem, to pan to orzeka. Ja tu sprzątam, to państwo, widzowie, orzekacie, co ma robić komedia. Ja przedstawiam, a pan mówi, czy tak może być, czy nie może.

Skąd tym razem pomysł, by zająć się komedią?
Zanussi: To tak przychodzi po prostu, Jak człowiekowi już dojadło to zamiast walczyć to się śmieje, to jest podobna reakcja. Nie umiem tego inaczej uzasadnić.

Dlaczego każe nam pan wierzyć, że gangsterzy, którzy mają podpisaną zgodę na przeszczep i mają ciało, które może zaraz się stać denatem, nie nacisną spustu i nie włożą tego pistoletu do ręki?
Zanussi: No troszkę się wahają, ale to jest zbyt oczekiwane, a nasz oligarcha chce być czysty i mówi o tym: „ Ma być czysto”. No bo wie pan, jak takie serce nielegalnie się trafi, to potem chcą zabrać, mogą wyciąć to serce z powrotem, jak się okaże, że nielegalnie wszedł w jego posiadanie. Więc na tej zasadzie, wydaje mi się, że w komediowym prawdopodobieństwie on wyraźnie mówi, że to ma być zrobione czysto, bez podejrzanych ruchów.

Dostrzegam pewien rys autobiograficzny w tym ujęciu. Bo boss mafijny grany przez pana Stupkę przechodzi taką nieoczekiwaną przez wszystkich przemianę i pan też taką przemianę przeszedł, kiedy z filmów moralnego niepokoju wszedł pan na teren komedii do tej pory panu obcy.
Zanussi: Wie pan, ja w tej samej scenerii, w tym samym mieście pokazywałem 10 lat temu „Cwał”, który też był trochę śmieszny. A wcześniej zrobiłem „Barwy Ochronne” na których też ludzie się śmiali nie przypadkiem. A jeszcze zrobiłem za granicą najpodobniejszy do tego film, bo też czarnawy bardzo „Paradygmat”. Zdarza mi się czasami uśmiechnąć. Ja nie jestem jakimś strasznie ponurym człowiekiem.

Pan jest w tym filmie po swojemu jednak trochę solenny. Czy sądził pan, że warto by się wspomóc przy pisaniu scenariusza młodą krwią, kimś kto by nadał trochę tempa tej komedii, czy dodał trochę pieprznych dowcipów, bo czasami zdarza się, że tempo siada w tym filmie.
Zanussi: To prawda, ale ja jestem człowiekiem melancholijnym, z temperamentu, więc u mnie tempo nie będzie nigdy tak bardzo szybkie, bo się okropnie nudzę jak coś szybko miga na ekranie. Nudzę się śmiertelnie. Co do nowej krwi to jest podejrzana rada dla starszego pana. Z tą nową krwią niejeden na tym kiepsko wyszedł. Więc raczej nie szukam takich rozwiązań.

Zrobił pan taką transfuzję w postaci pani Rabczewkiej (Doda).
Zanussi: Ale to była krew ekranowa a nie scenariuszowa. Natomiast jak już obsługiwałem siebie przez te 40 lat scenariuszami, a nawet czasem innych, bo kilka scenariuszy udało mi się sprzedać, to już tak specjalnie nie szukam wsparcia, bo muszę zostać sobą, no nie ma rady. Ja wiem, że to jest słabość. Ja mam swój temperament, rytm i ja go nie zmienię, bo musiałbym coś udawać, a nie muszę… Na szczęście. Natomiast pieprzność dosyć mnie brzydzi. Poza dowcipami, które mogą być czasem leciusieńko pieprzne to tak generalnie tego słownictwa, którego teraz ta współczesna półinteligencja używa powszechnie, ja nie lubię. Nie przywykłem, więc starałem tego nie używać. W filmie nie pada żadne brzydkie słowo i jakby ktoś chciał je usłyszeć, niech sobie znajdzie inny film.

Jasne, że w komedii przymykamy oko na prawdopodobieństwo wydarzeń, ale zupełnie niezrozumiała jest dla mnie ta finalna przemiana pana Stupki, z człowieka, który odchodząc chce zaszkodzić ludzkości, w dawcę dobra.
Zanussi: Jak ktoś się znalazł na krawędzi , co się wielu ludziom zdarzyło. Jak ktoś leżał pod nożem, na stole operacyjnym to ja uważam, że tego można już nie wyjaśniać. A jak pan szuka wyjaśnienia, to gdzieś on tam w nocy ikonę zobaczył, powiedział: „przepraszam”. No więc może coś nastąpiło. Bardziej bym już tego łopatologicznie nie tłumaczył, bo to będzie jeszcze tylko bardziej niewiarygodne. Albo się to kupi, albo nie, przemiany następują w taki sposób, że nie wiadomo jak to się stało i też nie wiem jak Doda stała się śpiewaczką operową. Nie pytałem, prawda, tej postaci w filmie.

Bohdan Stupka i Marek KudełkoBohdan Stupka i Marek Kudełko

Jest taka scena, gdy główny bohater rozdaje pieniądze bezdomnym pod mostem i owi bezdomni rozmawiają z nim na filozoficzne tematy, głęboko egzystencjalne i zadają pytania o kondycję ludzką. Zanussi zapytany, czy widz to kupi odpowiedział:
Zanussi: Myślę, że widz to kupi, bo tak bywa, że filozofii jest więcej pod mostem niż na wyższych piętrach banku. Gdyby to była rozmowa wśród bankierów, to bym podejrzewał, że tak to nie bywa, oni rozmawiają głównie o pieniądzach. Jest taka anegdota o Sibeliusie, który mówił, że z bankierami tylko o pieniądzach można rozmawiać, a nie o muzyce. [w rzeczywistości anegdota jest przeciwna, co zostało sprostowane przez dziennikarza, na co pan Zanussi ratował się żartem]. Natomiast o filozofii ludzie pod mostem mówią bardzo często i to każdy z panów wie chyba, jeśli panowie prowadzicie rozmowy pod mostem, bo ja czasem prowadzę.

Na pokazie prasowym przed chwilą, salwy śmiechu rozlegały się raczej nie w momentach zamierzenie komicznych, z małymi wyjątkami, a w momentach mocno sentymentalnych i mało wiarygodnych jak na przykład scena pojednania na lotnisku. Chciałbym zapytać jak pan to skomentuje w kontekście odbioru filmu przez szerszą publiczność w przyszłości i jego ewentualnych szans promocyjnych.
Zanussi: To ja panu muszę zadać to pytanie, bo pan jest po drugiej stronie. I pan mi rokuje marnie. Widzi pan, śmiech przeciwko autorowi jest oczywiście bardzo bolesny, ale w tym filmie to specjalnie mi nie grozi, bo mnie się wszystko wydawało tam dosyć śmieszne. I pojednanie kochanków na lotnisku jest oczywiście zamierzeniem żartobliwym, więc nie wiem czemu pan mi przypisuje, że myślałem o tym sentymentalnie i serio. Jak to widz kupi? No jeśli pan nie wie, to ja też nie wiem. Dowiemy się za kilka dni, jak film wejdzie do dystrybucji. Zobaczymy wtedy, kto jest dobrym doradcą. Jeśli okaże się, że film będzie szedł dobrze, to znaczy, że pan nie jest kompetentny. A jeśli film pójdzie świetnie, to tym gorzej dla pana, a jak pójdzie fatalnie, to dostanie pan na pewno u dystrybutora stanowisko doradcy.

Adam Siennica, mając osobiste doświadczenia z przeszczepem, zadał Krzysztofowi Zanussiemu ważne pytanie o sam temat komedii:
Czy myśli Pan, że w ramach problemów, o których było niedawno głośno w mediach, związanych z przeszczepami, takie podejście do tematu, może jeszcze bardziej zaszkodzić transplantologii?

Zanussi: Bardzo mam nadzieję, że nie. Gdyby miał zaszkodzić , to by w ogóle ten film nie wszedł na ekrany, bo to byłoby na pewno wielkim złem. Ale nie wyobrażam sobie, aby taka bajkowa historia, która w końcu mówi o tym, że przeszczep ratuje, bo to z tego wynika jednoznacznie, przeszczep ratuje życie. Nic tutaj nie podważam, wszystkie technikalia są oszukane, także to nie wygląda na prawdę. Tego nie podważam. Nie miałoby to powodu kogokolwiek zranić. I prawda, nikt nie zabija specjalnie dla przeszczepu, co mogłoby się w komedii przydarzyć, ale tak też nie jest. Ja się zawsze bardziej martwię o samobójców, czy oni nie napatrzą się czegoś na filmie, nie wezmą sobie czegoś do głowy. Ale też mam nadzieję, że to się tym razem nie zdarzy, te samobójstwa nie są takie bardzo poważne, żeby ktoś chciał się wczuć i przeżyć.

Szymon BobrowskiSzymon Bobrowski

Wyobraźmy sobie, że mamy dziecko, które umiera z powodu poważnej choroby. Może je uratować tylko przeszczep. W związku z „wyskokiem” pana ministra Ziobry nadzieja na przeszczep staje się jeszcze odleglejsza i trafiamy na film Zanussiego…. pozbawieni nadziei widzimy, że można mając kasę, pogadać z jakimś samobójcą. Jakie to proste. Wystarczy mieć kasę. Wystarczy nakłonić kogoś do śmierci. Przykre, gdy z tak poważnego tematu, w tak banalny sposób śmieje się ktoś, kto był ikoną kina niepokoju moralnego. Jeśli w takim czasie porusza się tak ważny temat, trzeba zrobić mądry film, albo zmienić temat. Dodać można do tego jeszcze doniesienia z gazet, o wycinaniu narządów przypadkowym ofiarom, o handlu narządami itd. I chciałam zapytać – jakie samobójstwa są zatem poważne, skoro w filmie główny bohater skacze z mostu, kładzie na torach, wiesza się, dostaje pistolet, by sprawę przyspieszyć? Żeby jeszcze film śmieszył… a nie śmieszy.

Jedyne co mogę pochwalić w tym filmie jest aktorstwo. Zdecydowanie pan Bohdan Stupka i Marek Kudełko zagrali bardzo dobrze. Podobała mi się również rola, którą stworzył Szymon Bobrowski. Prawa ręka oligarchy, gangster o znaczącej posturze, kontrastowo grał chodzącą łagodność. W filmie, jeśli damy się na niego namówić, zobaczymy również: Krzysztofa Kowalewskiego, Borysa Szyca, Macieja Zakościelnego, Stanisławę Celińską, Martę Żmuda-Trzebiatowską, Tomasza Sapryka, Ninę Andrycz, Agnieszkę Dygant, Wojciecha Manna oraz oczywiście odtwórczynię „głównej roli” Dorotę „Dodę” Rabczewską.

Film „Serce na Dłoni” na 33. FPFP w Gdyni nie zdobył nagrody w żadnej kategorii.

Krzysztof Zanussi jest producentem filmu ?Boisko Bezdomnych? Kasi Adamik oraz doradzał podczas powstawania scenariusza do filmu ?Senność? Magdaleny Piekorz. I właśnie od tych młodych ludzi mógłby nauczyć się robić dobre komedie, które chcą jeszcze przekazać jakieś wartości. Mówię to z całym szacunkiem dla wielkiego reżysera. Z niecierpliwością będę czekać na kolejny film pana Zanussiego.

Film „Serce na Dłoni” wchodzi do kin w najbliższy piątek (26 września). Jeśli osiągnie spodziewany wynik finansowy, to głównie dzięki szeroko „eksploatowanej” Dodzie. Może dacie się namówić. Zostawiam Was sam na sam z Dorotą Rabczewską.

Oraz trailerem filmu Serce na Dłoni: