Weekend pod znakiem 007

W dniu dzisiejszym na ekranach naszych kin zobaczymy aż 5 nowości. Wśród nich murowany hit – 007 Quantum of Solace.

Na ten weekend dystrybutorzy przygotowali 5 bardzo różnych propozycji filmowych. Od zapowiadanego na przebój 007 Quantum of Solace po polską produkcję, która zrobiła na widzach ogromnie pozytywne wrażenie. Zapraszamy do zapoznania się z przeględem weekendowych premier.

Niekwestionowanym hitem tego weekendu, co łatwo się domyślić będzie 22 już ekranizacja przygód o agencie Jamesie Bondzie tym razem zatytułowana 007 Quantum of Solace. Tym razem agent Jej Królewskiej Mości musi wyjaśnić przyczyny, dla jakich jego ukochana zdradziła go. Pragnienie zemsty ogarnia go coraz bardziej. Film zaczyna się w godzinie po zakończeniu Casino Royale. Bond (Daniel Craig) wraz z M (Judi Dench) przesłuchują Pana White (Jesper Christensen). Ten wyjawia nieco więcej na temat organizacji, która przyczyniła się do zdrady Vesper. Ślad początkowo prowadzi na Haiti, gdzie 007 poznaje piękną acz niebezpieczną Camille (Olga Kurylenko), która doprowadza go do postaci Dominica Greena (Mathieu Amalric), niebezpiecznego bankowca. Mszcząc się na organizacji i doprowadzając do jej upadku Bond odwiedzi wiele krajów świata: od południowej Ameryki po Turcje. Czy mu się powiedzie?
Nowe otwarcie w historii Bonda wyjątkowo spodobało się fanom filmu. Przede wszystkim na niewątpliwe nawiązania do pierwszych z całej serii (tych, w których występował Sean Connery). Nie stawia się na gadżety i zabawki a przede wszystkim na akcję. Znów mamy bardzo ciekawe postacie czarnych charakterów, które wyróżniają się swoistym brakiem litości dla przeciwników. Produkcja to zarówno nowe spojrzenie na postać tajnego agenta: częściej niż kiedykolwiek działa pod wpływem impulsu, targają nim takie uczucia jak zemsta czy nienawiść. A to sprawia, że wydaje się nam coraz bardziej ludzki.
Nareszcie kino akcji powoli wychodzi z dołka. Mam nadzieje, że Marc Forester nie poprzestanie na tej części i jednak zdecyduje się wyreżyserować kolejny planowany na 2010 rok film. Wszystkich gorąco zachęcam na seans. Nie tylko sympatyków agenta, ale tych, którzy kiedyś z jakiś powodów nie chcieli go oglądać. Może poprzez ten film zmienią zdanie?

Nareszcie niektóre Polskie produkcje powstają na solidnym europejskim poziomie. W ten weekend na ekranach kin debiutuje 33 sceny z życia, czyli dramat w reżyserii Małgorzaty Szumowskiej. Jest to opowieść o bardzo osobistym i wzruszającym doświadczeniu śmierci bliskiego członka rodziny. O tym, jaki to ma wpływ na nasze zachowanie, relacje i jak bezpowrotnie zmienia życie wszystkich związanych z nią osób. Całość obserwujemy z perspektywy głównej bohaterki – Julii (Julia Jentsch), której to wydarzenie całkowicie odmienia życie.
O filmie mówiło się już głośno w czasie wyróżnienia go przez jury Gdyńskiego festiwalu filmowego. Wiele osób bardzo krytycznie podeszło do werdyktu, mówiąc, że nie powinno otrzymać nagrody. Jednak inni podkreślają, że to czy film spodoba się widzom czy nie zależy przede wszystkim od tego jak się go zrobi. Może być wielokrotnie nagradzany, ale niezbyt popularny jak i w ogóle nienagradzany a popularny (i nie mówię tutaj o superprodukcjach Polskich typu Tylko mnie kochaj).
Należy bardzo pochwalić Szumowską, która w wyjątkowy sposób potrafiła przełamać tabu opowiadając historię o śmierci bliskiej osoby. Bardzo pozytywne wrażenie robi muzyka oraz zdjęcia Michała Englerta. Tym bardziej zasługuje na wielkie pochwały, iż znalazła sposób na opowiedzenie historii, która ma momenty wzruszające, ale również śmieszne.
Wszystkich zachęcam gorąco na wybranie się do kina na tą produkcje. Naprawdę warto.

Nieco bez większego echa debiutuje również w tym tygodniu najnowsza produkcja z udziałem genialnego aktora – Philipa Seymoura Hoffman'a. Rodzina Savage to opowieść o rodzeństwie (Philip Seymour Hoffaman i Laura Linney), które postanawia zaopiekować się chorującym ojcem. Nie było może w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, iż ojciec specjalnie nie interesował się rodzinom ani dziećmi. Jednak pod wpływem starzenia się i samej choroby postanawia zmienić swoje życie.
Reżyserką tego filmu jest Tamara Jenkins, która postawiła na dramat z elementami komediowymi. Jej film to opowieść szczególnie o rodzinach, które właściwie są nimi tylko z nazwy. Swoje kontakty ograniczają do niezbędnego minimum, najczęściej do zdawkowych życzeń przy różnych okazjach. Pod wpływem choroby i spotkania okazuje się, że życie bez bliskich osób nie jest tak radosne jak się wydawałoby. Różne osoby mieszkające obecnie w różnych częściach Ameryki na nowo musi poznać nie tylko siebie, ale to, czym właściwie jest rodzina.
Ciężko odpowiedzieć czy jest to bardzo dobra produkcja. Robi dobre wrażenie, ale z drugiej strony nie zachwyca. Pokazuje śmierć jako coś odpychającego bez jej upiększania. Brakuje jednak obiektywnego spojrzenia na całą sytuacje. Niemniej warto choćby zobaczyć tą produkcje.

Dla nieco młodszych widzów przygotowano animacje pt. Lucky Luke na Dzikim Zachodzie. Któż oto nie zna zabawnego i szalonego kowboja Lucky Luke. To jedna z najciekawszych postaci kina animowanego w historii. Powstał jako lubującego się w niedozwolonych używkach (skręty) aż w końcu jako sympatyka żucia zwykłej trawy.
Tym razem historia dotyczy grupki pionierów, którzy w 80 dni musi dotrzeć do Kaliforni. Pomaga im w tym nieustraszony stróż prawa, czyli Lucky Luke. Jak zwykle na przeszkodzie staną bracia Daltonowie, którzy wykorzystają okazję aby móc obrabować ludzi z ich dobytków.
Cały film w reżyserii Oliviera Jean Marie jest przede wszystkim hołdem dla wszystkich kreskówek starszego typu. Całość, więc została stworzona w stary sposób (rysowanie). Nie zobaczymy w niej, więc animacji komputerowej czy jakiś wyjątkowych efektów specjalnych. Cała fabuła jest zresztą nakreślona w starym stylu (między innymi klasyczne gagi, w których mały zawsze obrywa a zwierzęta są mądrzejsze od ludzi).
Polecam szczególnie tym, którzy mają dość komputerów w kinie i chcieliby obejrzeć coś klasycznego. Dobra propozycja również dla rodziców młodych chłopców, którym animacja powinna przypaść do gustu.

W starych dobrych latach parodie filmowe miały to coś. Od jakiegoś czasu wydaje się, że co chwile powstają taśmowo przy okazji wydania jakiś superprodukcji. Totalny kataklizm jest przykładem takiego pójścia na łatwiznę. Tym razem reżyserzy Jason Friedberg i Aaron Seltzer (twórcy Komedia romantyczna i Poznaj moich Spartan) wzięli się za sparodiowanie takich filmów jak Pojutrze, Juno, Noc w muzeum, Supersamiec, Zaczarowana i kilku innych. Co z tego wyszło? Właściwie totalna katastrofa.
Twórcy nie przejmowali się, że parodiują bardzo różne filmy. Poszli chyba tropem, że lepiej zrobić raz głupawą produkcje niż kilka. Bo co będzie jak po pierwszym widzowie zrezygnują? Coraz bardziej żenujące żarty, coraz bardziej abstrakcyjny humor spodoba się chyba tylko sympatykom Dirty Sanchez z MTV. Reszta będzie siedziała w kinie myśląc jednynie, „co ja sobie myślałam/em.
Nic więcej nie można o nim powiedzieć. Każdy ma swój gust i jeśli się na niego wybierze to nic złego nie znaczy. Nie mniej mnie na nim na pewno się nie zobaczy.

W mniejszej ilości kopii do naszych kin trafiają również dwie produkcje: Pełen Oddech (Rosja, 2007) oraz Po-Lin. Okruchy pamięci (Polski film dokumentalny). Sprawdźcie czy czasem i tego w waszych kinach nie grają.

Kadr z filmu 007 Quantum of Solace 2008Kadr z filmu 007 Quantum of Solace 2008 Kadr z filmu 33 Sceny z życia 2007Kadr z filmu 33 Sceny z życia 2007 Kadr z filmu Rodzina Savage 2007Kadr z filmu Rodzina Savage 2007 Kadr z filmu Lucky Luke na Dzikim Zachodzie 2007Kadr z filmu Lucky Luke na Dzikim Zachodzie 2007 Kadr z filmu Totalny kataklizm 2008Kadr z filmu Totalny kataklizm 2008


Michał
"Kto boi się zrobić błąd, ten nigdy nie będzie robić historii" Andr Malraux