Nadszedł czas Zmierzchu

Zaskoczył wszystkich swym wynikiem w Box Office, ma miliony fanek na całym świecie, ale czy jest dobrym filmem?

W ten weekend dystrybutor filmu zgotował wspaniały prezent mikołajkowy dla wszystkich fanów Zmierzchu. W świąteczny weekend mają miejsce pokazy przedpremierowe, który w pełnej dystrybucji trafi na ekrany kin dopiero za miesiąc.

Książka Stephanie Meyer, to niejako następca (biorąc pod uwagę popularność wśród młodzieży) Harry’ego Pottera. Ma jednak małą wadę w porównaniu do przygód o młodym czarodzieju, jest skierowana raczej głównie do dziewczyn. Zmierzch opowieść o wielkiej miłości dziewczyny do wampira. Wątek jakże popularny w tego typu literaturze. W czym więc tkwi sekret popularności tej książki? Może w tym, że wielu dziewczynom łatwiej się utożsamiać z postacią Belli – marzycielki, trochę nieudaczniczki. Największą rolę w u Meyer odgrywają uczucia, nie można jej jednak odmówić ciekawego wątku akcji, choć ten zaczyna się dopiero w połowie powieści.

Oczywiście znając popularność Zmierzchu (przez osiem tygodni na pierwszym miejscu rankingu „New York Timesa”!), nietrudno było zgadnąć, że prędzej i później nadejdzie ekranizacja. No i doczekaliśmy się, co więcej, rozpoczęto już prace nad częścią drugą.

Film w pewien sposób niszczy magię tej książki, pokazując jak nierzeczywiste i naiwne są dialogi książkowe. Nie można za to winić scenarzystów, a raczej pewne wady w sposobie pisania autorki, gdyż miejscami wypowiedzi są wzięte dosłownie z kartek książki. Wątek zapoznawania się Belli z Edwardem został przez nich spłycony i bardzo dobrze, gdyż mało kto zdołałby usiedzieć na miejscu, gdyby trwało to dłużej. Długi fragment wypada więc bardziej na komedię, niż na romans. Kolorytu dodaje rozpoczęty wcześniej wątek akcji. Budowany dużo bardziej umiejętnie niż w książce. Narasta on podczas zbliżania się Belli i Edwarda, dzieję się w tle, choć wiadomo, że w pewnym momencie będzie musiał wypłynąć na plan pierwszy. Wszystko zaczyna się od meczu baseballa, który obok skakania po drzewach jest jedną z najbardziej efektownych scen filmu.

Należy pochwalić pracę montażysty i autora zdjęć, gdyż niektóre ujęcia prezentują się niezwykle okazale. Również krajobrazy, domy, szkoła wyglądają bardzo realistycznie.

W obsadzie nie znajdziemy gwiazd. Jednak gra aktorów była na dobrym poziomie, choć nikt nie wystawał ponad przeciętność. Należy pochwalić twórców za dobór obsady, biorąc pod uwagę cechy pasujące do klimatu filmu. Rodzina Cullenów wygląda razem niesamowicie, to samo można powiedzieć o trójce złych wampirów. Kristen Stewart, grająca Bellę wypadła bardzo dobrze, poza jedną, bardziej wymagającą sceną w szpitalu. To samo można powiedzieć o Robercie Pattinsonie, który wykazuję się w tym filmie umiejętnością gry na fortepianie. Czy wyrosną z nich nowe gwiazdy, czy wraz z końcem serii odejdą w niepamięć? Czas pokaże.

Obrazowi towarzyszy niesamowity, wciągający klimat, dzięki któremu łatwiej zanurzyć się w historii. Ponure i deszczowe miasteczko Forks, jest rzeczywiście ponure i deszczowe. Wszystkie lokacje w filmie przedstawione są bardzo klimatycznie.

Wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Nawet ścieżka dźwiękowa zawiera dwie piosenki zespołów bardzo popularnych wśród młodzieży: Linkin Park i Paramore. Natomiast utwory instrumentalne, skomponowane przez Cartera Burwella i uwaga! Roberta Pattinsona, dobrze wkomponowują się w całość.

Czy film spodoba się każdemu? Raczej nie. Bardziej ortodoksyjnym fankom, może zabraknąć wątku miłosnego, który został w tym filmie (według mnie sensownie) skrócony. Wielbicieli horrorów z pewnością nie przestraszy, a może nawet znudzić. Jest to film dla tych, którzy podejdą do niego z dystansem. Każdy wprawiony kinomaniak dostrzeże piękne zdjęcia i sceny przesycone świetnymi efektami specjalnymi i dobrym montażem. Zmierzch jako ekranizacja nie zawodzi, jest może nawet lepszy niż książka, bo został nakręcony z dużo większym luzem i daje wiele zabawy.


Filip Borkowski
Tonight is the night.