Niektórzy ludzie rodzą się...

Ten weekend zdecydowanie należeć będzie do Benjamina Buttona. Zapraszamy na przegląd premier kinowych.

Pierwszy weekend lutego w naszych kinach zapowiada się całkiem ciekawie. Dystrybutorzy przygotowali nam trzy propozycje z Hollywood oraz jedną Polsko-Czeską koprodukcję. W kinach studyjnych zaś zadebiutuje Rosyjski dramat z 2005 roku. Zapraszamy do przeglądu premier kinowych, który ma wam pomóc w wyborze odpowiedniego repertuaru w kinie.

Urodziłem się w niezwykłych okolicznościach – tak w skrócie można opowiedzieć jak zaczyna się najnowsza produkcja Davida Finchera, twórcy kultowego Podziemnego Kręgu. Ciekawy przypadek Benjamina Buttona to film niezwykły. Nie tylko ze względu na największą liczbę nominacji do tegorocznych Oscarów, ale przede wszystkim na opowieść, jaka się w nim znalazła.
Obraz jest adaptacją klasycznej noweli F. Scotta Fitzgeralda o człowieku, który nie potrafi zatrzymać upływu czasu. Może nie byłoby w nim nic niezwykłego gdyby nie fakt, iż Benjamin (Bradd Pitt) przychodzi na świat jako osiemdziesięciolatek i stopniowo młodnieje. Jak każdy chce kochać i być kochanym. Zakochuje się nawet w przyjaciółce z dzieciństwa (dla niego właściwie starości), którą odgrywa Cate Blanchett. Problem w tym, iż zdaje sobie sprawę, że ich związek nie ma przyszłości. Bo gdy ona będzie się starzeć on stanie się dzieckiem.
Pomysł przeniesienia na ekran tak trudnej opowieści jest po prostu genialna. Nie tylko ze względu na to, że produkcja Davida Finchera jest arcydziełem estetycznym, ale na fakt uniwersalnej historii o prostych ludziach. Jest zupełnie innym przeciwieństwem słynnego Foresta Gumpa, gdzie nagle nikomu nieznany prosty człowiek staje się bohaterem. Główne przesłanie Buttona to zaś zdanie: Niektórzy ludzie rodzą się, by przesiadywać nad rzeką. Innych – rażą pioruny. Niektórzy mają talent do muzyki. A inni są artystami. Niektórzy pływają. Inni wiedzą wszystko o guzikach. To film o ludziach, którzy żyją gdzieś na świecie, ale nie wpiszą się w historię. I po latach pewnie zostaną zapomniani.
Zachęcam wszystkich do obejrzenia tej produkcji. Szczególnie brawa należą się aktorom pierwszoplanowym, ale również Tildzie Swanton oraz Taraji P. Henson, które pokazały swoją klasę. Warto obejrzeć Benjamina w kinach.

Zupełnym przeciwieństwem są Ślubne wojny w reżyserii Gary'ego Winicka. Opowieść o dwójce przyjaciółek – Liv (Kate Hudson) oraz Emmie (Anne Hathaway), które praktycznie się nie rozstają. Obie planują ślub i obie chciałyby, aby ta uroczystość odbyła się w luksusowym hotelu, Plaza w Nowym Jorku. Problem w tym, że na skutek błędu obie mają termin ślubu na ten sam dzień i jedna z nich będzie musiała zrezygnować. Żadna z przyjaciółek nie chce ustąpić, co skutkuje wybuchem ślubnej wojny na śmierć i życie.
Komedia ta jest całkiem zabawna, ale zdecydowanie brakuje jej pewnej drapieżności. Owszem pośmiejemy się na niej, ale wydaje się, że albo scenarzysta albo studio postanowiło ocenzurować wszelkie przejawy większej agresji obu bohaterek. I to niestety powoduje, że w porównaniu z innymi komediami o walce pomiędzy dwiema kobietami ten obraz jakoś umyka nam w pamięci.
Warto również wspomnieć, iż zdecydowanie tą produkcję należy polecić kobietą, bo to właśnie one zrozumieją kilkanaście mniej lub bardziej wyraźnych aluzji do ich sposobu pojmowania świata. I to właśnie chyba one najlepiej będą się na niej bawiły. Powiedzmy w końcu sobie szczerze, że to właśnie Panie częściej marzą o idealnym ślubie w idealnym miejscu.
Jeśli pójdziecie na ten film z założeniem dobrej zabawy i bez oczekiwania czegoś rewolucyjnego to na pewno się nie zawiedziecie. Żałować wydanych pieniędzy też nie będziecie. To zwyczajna komedia, która pozwoli na chwilę zapomnieć o naszych przyziemnych problemach.

Bracia Karamazow to nowa propozycja od Petra Zelenki. To, co Polaków pewnie ucieszy to fakt, iż muzykę do filmu skomponował Jan A.P. Kaczmarek, jeden z najlepszych filmowych kompozytorów na świecie.
Do Krakowa przyjeżdża zespół praskich aktorów z reżyserem przedstawienia (Roman Lukn?r) na czele, żeby podczas alternatywnego festiwalu wystawić sceniczną adaptację dzieła Dostojewskiego Bracia Karamazow. Sztuka teatralna, której podstawą jest dochodzenie w sprawie ojcobójstwa, opowiada historię rozpustnika i cynika Fiodora Karamazowa (Ivan Trojan) i jego czterech synów – gwałtownego Dymitra (David Novotn?), intelektualisty Iwana (Igor Chmela), pokornego Aloszy (Martin My?ička) i nieślubnego syna Smierdiakowa (Radek Holub). O zabicie ojca i sprzeniewierzenie pieniędzy zostaje oskarżony najstarszy syn Dymitr. W historię wplątane są także dwie kobiety – namiętna Gruszeńka (Lenka Krobotov?) i cnotliwa Katarzyna (Michaela Badinkov?). W dramacie teatralnym, naładowanym emocjami – miłością, zazdrością, nienawiścią, stawia się kwestie wiary, nieśmiertelności i zbawienia ludzkiej duszy.
Nie jest to produkcja genialna, która wszystkich zachwyci. Zdecydowanie wart polecenia wszystkim szukającym w kinie czegoś zupełnie innego, czegoś, co w tzw. komercyjnych produkcjach nie znajdzie. Chyba nie do końca Zelence wyszło połączenie teatru z kinem.
Myślę, że osoby chcące zobaczyć coś ambitniejszego mogą się na ten film wybrać do kin. Choć nie gwarantuje, iż wszystkim się on spodoba.

Najbardziej cukierkowy film tego weekendu to – Cziłała z Beverly Hills, czyli komedia Raja Gosnella. Piesek rasy chihuahua to ulubieniec najbardziej zamożnych przedstawicieli Los Angeles. Żyje sobie w pięknym apartamencie, chodzi na codzienne zabiegi pielęgnacyjne, należy do swoistej pieskiej elity. I właśnie w taki sposób żyje Chloe (piesek oczywiście). Pewnego dnia podczas pobytu w Meksyku ze swoją Panią zostaje porwany. Musi stawić czoła nie tylko trudnemu życiu na ulicy, ale znaleźć sposób na powrotu do swojego domu. Z pomocą przychodzą jej bezdomne zwierzęta, które mają spore doświadczenie w takich sprawach.
No cóż komedia, która w Stanach bardzo się spodobała raczej w naszych kinach nie przypadnie do gustu. Zdecydowanie większości Polakom chihuahua kojarzy się z Paris Hilton, która na pewno idolką nie jest. Jest to zdecydowanie najgorsza propozycja tego weekendu. Niektórym owszem mogą spodobać się nawiązania do lat 90tych i kilka piosenek przypominających ich młodsze lata, ale to by było na tyle.
Przy rozważaniu wyboru tego filmu ostrzegam przed wyjściem z dzieckiem. Może okazać się, iż po seansie młodsza publiczność zapragnie mieć zwierzątko, które tylko w filmach jest takie wspaniałe. Opieka nad nim nie wymaga poświęceń. Dlatego warto się zastanowić czy ten film będzie odpowiedni.

I na koniec zachęcam jeszcze propozycja, która trafia w ograniczonej u nas wersji: Italianiec. Jest to Rosyjska produkcja z 2005 roku w reżyserii Andrei Kravchuka. Opowiada o poszukiwaniach 6-letniego chłopca swojej biologicznej matki. Jako, że wkrótce ma zostać oddany do zagranicznej adopcji musi się śpieszyć. Pomaga mu plejada różnych ludzi.
Nie jest to obraz wybitny ani bardzo zaskakujący. Jest ciekawy, choć na pewno razi ogólne przesłanie, że Matka Rosja mimo swoich wad jednak jest najlepsza. Czasami również rażą niektóre uproszczenia fabularne, ale to normalne dla tego typu produkcji. Myślę, że spokojnie można obejrzeć. Nie będziecie zachwyceni, ale też żałować straconego czasu się nie będzie.

Kadr z filmu Ciekawy przypadek Benjamina Buttona 2008Kadr z filmu Ciekawy przypadek Benjamina Buttona 2008 Kadr z filmu Ślubne wojny 2009Kadr z filmu Ślubne wojny 2009 Kadr z filmu Bracia Karamazow 2008Kadr z filmu Bracia Karamazow 2008 Kadr z filmu Chiłała z Beverly Hills 2008Kadr z filmu Chiłała z Beverly Hills 2008 Kadr z filmu Italianiec 2005Kadr z filmu Italianiec 2005


Michał
"Kto boi się zrobić błąd, ten nigdy nie będzie robić historii" Andr Malraux