Strażnicy popilnują kin

Ten weekend zdecydowanie należeć będzie do dwóch produkcji – Amerykańskiej i polskiej. Czy muzyczna opowieść z miłością w tle spodoba się widzom?

W ten weekend nasi rodzimi dystrybutorzy przygotowali dla nas 3 nowości, które wejdą do szerokiej dystrybucji oraz dwie europejskie obrazy, które będzie można oglądać w ograniczonej ilości kin. Zapraszamy do zapoznania się z przeglądem premier kinowych.

Kochaj i tańcz to pierwsza Polska produkcja, w której komedie romantyczną połączono z bardzo popularnym u nas tańcem. I tak na ekranie mamy możliwość obejrzenia historii Hani (Iza Miko), która wkrótce wyjdzie za mąż i zostanie lekarką. Jest bardzo poukładana a jej ustabilizowane życie burzy powrót do kraju Jana Kettlera (Jacek Koman) – światowej sławy tancerza, który przed laty zostawił jej matkę. Dziewczyna chcąc dowiedzieć się troszkę więcej na temat mężczyzny, który przed laty zostawił jej matkę i nie chciał się z nią widzieć postanawia udać się na prowadzony przez niego kurs tańca pod przykrywką dziennikarki. Podczas trwania kursy zaprzyjaźnia się z trenerem Wojtkiem (Mateusz Damięcki) dzięki, któremu na nowo odkrywa magie tańca. W dotychczasowym bardzo ustabilizowanym życiu Hani pojawiają się rewolucje, których do końca nie jest w stanie zrozumieć narzeczony kobiety. Czy kiełkująca miłość pomiędzy tancerzami zakończy się szczęśliwie? Trzeba zobaczyć w kinach.

Kadr z filmu Kochaj i tańcz 2009Kadr z filmu Kochaj i tańcz 2009

Reżyserem tego projektu jest Bruce Parramore, Szwajcarski twórca, który najbardziej znany jest z filmu Zenith. Za scenariusz odpowiadał Maciej Kowalewski, który jednak nie był jedynym twórcą skryptu. W jego tekst ingerowało aż 6 osób zatrudnionych przez dystrybutora, które miały poprawić wszystkie niedociągnięcia.

Pierwszy polski film muzyczny niestety niezbyt dobrze zapisuje się w kanony naszego kina rozrywkowego. Miała to być produkcja dla mas i pewnie będzie, ale nie ze względu na rewolucyjną fabułę czy świetne aktorstwo. Przede wszystkim dzięki dużej kampanii reklamowej, która na pewno przyciągnie rzesze fanów tańca do kin.

Za największą wadę produkcji należy uznać przede wszystkim montaż. Czasami jest on realizowany w sposób znany z teledysków, co na dłuższą metę nigdy nie jest pozytywny. Jeśli dodamy do tego bardzo mocne zapożyczenia z takich filmów jak Step Up czy Wygrane marzenia, to wychodzi, że poza kopiowaniem cudzych pomysłów niezbyt udaje nam się tworzyć coś swojego.

Na plus na pewno można zaliczyć dobry dobór obsady. O ile pierwsze skrzypce gra dwójka młodszych bohaterów – Damięcki i Miko, którzy poradzili sobie całkiem średnio to już w tle mamy świetnego Jacka Komana czy Katarzyne Figurę, którzy potrafi dodać uroku nawet do takiej produkcji.

Pytanie czy warto iść na ten film pozostawię bez odpowiedzi. I tak pewnie ogromna większość widzów na film się wybierze.

Zack Snyder to nietypowy twórca. Choć zadebiutował w 1990 roku to sławę przyniosła mu reżyseria 300. Tym razem na ekrany naszych kin wchodzi jego najnowsza produkcja pt. Watchmen: Strażnicy. Wyobraź sobie alternatywny świat, w którym superbohaterowie istnieją. Jest rok 1985 i od kilku lat obowiązuje specjalna ustawa zakazująca pracy przez zamaskowanych przestępców. Co ciekawe społeczeństwo wydaje się z tego zadowolone, bo jeśli superbohaterowie pilnują nas to, kto ich będzie pilnował? Stany Zjednoczone stają na krawędzi wojny nuklearnej ze Związkiem Radzieckim, wydaje się, że świat staje na krawędzi katastrofy. Właśnie w tym momencie zostaje zamordowany Komediant – były superbohater, który dowodził tytułowymi Strażnikami. Śledztwo w tej sprawie prowadzi nieco szalony ale zarazem wierny swoim ideałom Rorschach (Jackie Earle Haley). Wierzy, że ktoś powoli zabija wszystkich byłych superbohaterów. Wierzy również, że może mieć to związek z możliwością wybuchu wojny nuklearnej.

Kadr z filmu Watchmen: Strażnicy 2009Kadr z filmu Watchmen: Strażnicy 2009

Jeśli kiedykolwiek wydawało wam się, że filmy z superbohaterami mogą być kiepskie to mylicie się. Najnowsza produkcja Snydera idealnie przeczy temu. To nie jest już typowa bajeczka, ale opowieść z morałem o alternatywnej rzeczywistości, w której nawet superbohaterowie mogą się pogubić. Na wielki plus zasługuje również dobór muzyki, który idealnie pasuje do przeróżnych momentów filmu. Po zapowiedziach wydaje się, że będą to mroczne dźwięki jednak oglądając w kinie słuchamy zupełnie czegoś innego. Inne plusy produkcji dosyć poprawna (niestety tylko poprawna) gra aktorska, kurczowe trzymanie się komiksu (co dla fanów twórczości Moora na pewno będzie miało ogromne znaczenie), genialny początek i polski akcent (który dostrzeże każdy uważniejszy widz).

Za wady należy uznać wycięcie kilku mniej znanych postaci ze świata komiksowego DC a którzy w komiksie mieli istotne znaczenie. Wydawało się, że fan komiksu, jakim jest Snyder gdzieś je upchnie. Niezbyt dobra scenka początkowego morderstwa Komedianta. Ci, którzy czytali wcześniej komiks nieco inaczej ją sobie wyobrażali. Zdaje się, że połączenie spowolnień z walką nie do końca się sprawdziło.
Ogólnie uważam, że jest to jedna z lepszych adaptacji komiksowych. Dlatego też gorąco zachęcam Was do obejrzenia tej produkcji. Wydaje mi się, że nie będziecie zawiedzeni.

I na koniec francuska komedia Dziewczyna z Monako. Opowieść o Bertrandzie (Fabrice Luchini), świetnie wykształconym adwokacie, podrywaczu kobiet, który uwielbia je jedynie uwodzić, bez dalszego konsumowania znajomości. Pewnego dnia wyjeżdża do Monaco, aby tam bronić przed oskarżeniem o morderstwo kobiety. Przewodnikiem po tym niezwykłym państwie zostaje ochroniarz zafascynowany życiem, poglądami i światem, w jakim obraca się Bertrand. W między czasie poznaje niezwykle piękną pogodynkę, do której fascynacja jest zupełnie inna. Może po raz pierwszy adwokat się zakocha?

Kadr z filmu Dziewczyna z Monako 2008Kadr z filmu Dziewczyna z Monako 2008

Za reżyserie tej produkcji odpowiada Anne Fontaine, która na tapetę wzięła sobie seks i związane z nim wszelkie zakłamania. Próbuje ona dowieść, że w naszym społeczeństwie obowiązują niekiedy dwuznacznie moralna obyczajność. Co ciekawe jednak w tle przebija się wiara w konserwatywne wartości – miłość i seks powinien iść w parze a najlepiej jeszcze żeby czasem odpuścić sobie pewne zachowania aby czuć się moralnie lepiej.

Na pewno ogromnym plusem tej produkcji jest gra aktorska, która sprawiła, że każda z postaci na swój sposób nam się podoba. Każdy aktor odgrywający tutaj ważne role dodaje coś od siebie, przez co nie jest pusta historia. Bardzo trafnie również wybrano plenery, które z jednej strony pokazują nam magiczną okolice, ale z drugiej, że to taka miejscowość, jakich pełno na świecie.

Produkcja ta nie jest filmem wybitnym, ale na pewno nie jest też filmem kiepskim. Zachowuje przeciętny poziom i myślę, że widzowie, którzy chcą się w kinie rozerwać będą zadowoleni. Dlatego też spokojnie można wybrać się na ten film.

Dodatkowo jeszcze tych, którzy chcieliby obejrzeć coś zupełnie innego to polecam dwie produkcje, które trafiają do nas w ograniczonym zasięgu. Rosyjska Rusałka to całkiem przyzwoity dramat z morałem, który jest swoistą wschodnią odpowiedzią na Amelię. Natomiast Węgierska Delta to opowieść o mężczyźnie, który po latach wraca w swe rodzinne strony i tam poznając swoją dotychczas nieznaną siostrę odmienia swoje życie.


Michał
"Kto boi się zrobić błąd, ten nigdy nie będzie robić historii" Andr Malraux