Festiwal w Cannes

Festiwal w Cannes

Dzięki uprzejmości serwisu Polityka oraz blogowi ich wysłannika do Cannes Panu Januszowi Wróblewskiemu mamy możliwość zaprezentowania wam skrótów jego relacji z poszczególnych dni festiwalu filmowego w Cannes. Festiwal rozpoczął się w dniu 13 maja i potrwa do 24 maja.

Zapraszamy zarówno do przeczytania skrótów jak i całej relacji.

Blog Janusza WróblewskiegoBlog Janusza Wróblewskiego

Dzień 1 (13 maja)

Kadr z animacji pt. OdlotKadr z animacji pt. Odlot

Pokazana na otwarcie komputerowa animacja Up (Odlot) studia Pixar Disney w miejsce zapowiadanego wcześniej Tetro Francisa Forda Coppoli pozytywnie zaskoczyła. Dowcipna, wzruszająca opowieść o emerytowanym sprzedawcy baloników, który nie zapomina o młodzieńczych marzeniach i wraz z niechcianym małoletnim pasażerem zamierza odnaleźć rajskie wodospady w dalekiej Ameryce Południowej wcale nie okazała się naiwną bajeczką dla grzecznych dzieci.
Trójwymiarowy film nakręcony w technice CGI (dziesiąty w dorobku Studia Pixar) łączy wdzięcznie niektóre elementy Shreka, Ruchomego zamku Hauru Miyazakiego i tradycyjnych bajek Disneya. Mówi o tęsknocie za prawdziwą rodziną, przywraca wiarę w podstawowe wartości, pokazuje duchową przemianę zgrzybiałego staruszka, który z mizantropa nie przepadającego za dwu- i czworonogami przemienia się w czułego i mądrego pana.

Natomiast pierwsza pozycja konkursowa Spring fever (Wiosenna gorączka) 44-letniego Chińczyka Lou Ye wprowadza już chyba we właściwy, znacznie poważniejszy nastrój, który raczej powinien utrzymać się do końca festiwalu (z krótka przerwą m.in. na odreagowanie wojennego komiksu Tarantino). Jest to współczesny dramat miłosno-erotyczny dziejący się w prowincji Nanjing. Okrzyknięto go w Cannes wielką sensacją. Za poprzedni film Summer Palace (Letni pałac) wyświetlany na Lazurowym Wybrzeżu trzy lata temu, Ye otrzymał 5-letni zakaz wykonywania zawodu, ponieważ kilka końcowych scen tego melodramatu rozgrywało się na placu Tiananmen w trakcie antypaństwowych demonstracji. Spring fever zrealizowane w głębokiej tajemnicy przed chińskimi urzędnikami za pieniądze Francuzów oraz producentów z Hong Kongu łamie kolejne tabu. Pokazuje miłość homoseksualną, o której oficjalnie w chińskich mediach się milczy.

więcej na blogu Janusza Wróblewskiego

Dzień 2 (14 maja)

Kadr z filmu Fish TankKadr z filmu Fish Tank

Nawet szacowni selekcjonerzy canneńskiego konkursu ulegli w końcu światowemu trendowi. Włączając do konkursu Thirst (Pragnienie) – stary projekt Koreańczyka Park Chan-Wooka – sporo jednak zaryzykowali. Osobiście nie przepadam za krwawą zabawą z osinowym kołkiem w tle. Choć Zmierzch Catherine Hardwicke na podstawie superbestselleru Stephenie Meyer podobał mi się bardzo. Nie tylko dlatego, że to nieźle pomyślana, nowoczesna wersja Romeo i Julii.
Chan-Wook, wielbiciel transgresyjnej filozofii, rozczytany we francuskich egzystencjalistach poprzeczkę ustawił nawet wyżej. Skończyło się na szczytnych intencjach. Materiał literacki zaczerpnięty z Zoli (fabuła luźno nawiązuje do Teresy Raquin) trąci strasznym, komiksowym kiczem. Godna pochwały determinacja, z jaką reżyser próbuje za pomocą wampirycznej metafory rozmawiać o granicach ludzkiego poświęcenia, wystawia go – niestety – na śmieszność.

Znacznie lepiej, by nie powiedzieć znakomicie, wypadła na tym tle Angielka Andrea Arnold, 48-letnia autorka dramatu psychologicznego o dojrzewaniu Fish Tank (Akwarium). Jest to dopiero jej drugi film, po świetnie przyjętym i nagrodzonym 3 lata temu w Cannes debiucie Red Road (ukazywał w konwencji thrillera próbę zemsty na sprawcy wypadku samochodowego, w wyniku którego zginęła rodzina bohaterki).

więcej na blogu Janusza Wróblewskiego

Dzień 3 (15 maja)

Kadr z filmu Taking WoodstockKadr z filmu Taking Woodstock

Za trzy miesiące, w połowie sierpnia, mija 40 rocznica pierwszego młodzieżowego zlotu, który odbył się na farmie M. Yasgura w Bethel koło Nowego Jorku. Na Woodstock przyjechało wówczas ponad 500 tysięcy hippisów. Pięć razy więcej niż się spodziewano. A dodatkowo milion fanów pokoju, miłości i szczęścia nie zdążył dotrzeć z powodu zakorkowanych dróg dojazdowych. Czy było to najważniejsze wydarzenie tamtych czasów? Dla popkultury na pewno. Ale czy w ogóle?
To pytanie, wcale nie tak śmieszne jakby się pozornie mogło wydawać, zadają sobie bohaterowie wystylizowanego na fabularny dokument Taking Woodstock (Zdobywając Woodstock), filmu Anga Lee rekonstruującego niejako od kuchni przygotowania do czterodniowego koncertu, w którym wzięli udział kultowi artyści epoki dzieci-kwiatów m.in. Ravi Shankar, Santana, Janis Joplin, The Who, Jefferson Airplane, Joe Cocker i Jimi Hendrix.

Taking Woodstock stylistycznie przypomina klasyczny, trzygodzinny dokument Michaela Wadleigha z 1970 r., który opisywał zachowania muzyków i widowni w trakcie plenerowych koncertów. W przeciwieństwie jednak do Woodstock – mimo powtórzenia charakterystycznych zabiegów formalnych: dzielenia ekranu na trzy albo cztery części – nie zawiera ani jednej sceny z rockowego show. Na ścieżce dźwiękowej nie pojawia się choćby nawet drobne archiwalne nagranie któregokolwiek wykonawcy.

więcej na blogu Janusza Wróblewskiego

Dzień 4 (16 maja)

Kadr z filmu Bright StarKadr z filmu Bright Star

Cannes ma już swojego ulubieńca. W wielu dziennikarskich rankingach, publikowanych w festiwalowych gazetach, najwięcej pochlebnych opinii zbiera Bright Star (Do jasnej gwiazdy) Nowozelandki Jane Campion. Skromna, telewizyjna produkcja, utrzymana w staroświeckim stylu, zaspokaja głód romantycznych uczuć. Jednak realistów – a tym bardziej cyników – nie przekona.

Film jest przede wszystkim popisem Abbie Cornish, najzdolniejszej aktorki młodego pokolenia z Australii, która kilka lat temu zabłysła rolą narkomanki w dramacie psychologicznym Candy Neila Armfielda. W melodramacie Campion gra brawurowo Fanny Brawne, 18-letnią narzeczoną Johna Keatsa (Ben Whishaw), wybitnego poety romantycznego, zmarłego przedwcześnie na gruźlicę w wieku niespełna 26 lat. Ich związek, rozpoczęty na trzy lata przed jego śmiercią, prawdopodobnie platoniczny (biografowie spierają się co do tego szczegółu), był idealnym przykładem więzi, opartej bardziej na komunii dusz niż umysłów i ciał. Ona, materialistka o wrażliwym sercu, gardziła literaturą, jako marnym zajęciem nie przynoszącym pewnych dochodów. Sama zajmowała się modą, projektowała, a następnie własnoręcznie szyła sobie wykwintne suknie, co z kolei stanowiło przedmiot drwin ze strony jej sąsiadów: pozbawionych środków do życia, źle ubranych poetów pochłoniętych formułowaniem ujemnej właściwości, czyli teorii o niemożności całkowitego poznania świata i nieskończoności zjawisk.

więcej na blogu Janusza Wróblewskiego

Dzień 5 (17 maja)

Kadr z filmu AntychrystKadr z filmu Antychryst

O tym, że Antychryst Larsa Von Triera będzie jednym z najbardziej kontrowersyjnych filmów festiwalu, wiadomo było od samego początku.

Jeśli duński prowokator tak nazywa swój projekt, to spodziewać się należy wszystkiego. I rzeczywiście, okrucieństwo, pokazany bez niedomówień seks, rozmaite potworności, wszystko to znajduje odpowiednio mocny wyraz na ekranie. Reakcja publiczności w Cannes była jednak bezlitosna. Psychoanalityczny horror Von Triera, współprodukowany przez Polskę, został wygwizdany. Co po części można uznać za reakcję obronną.

O co tak naprawdę chodzi Trierowi? W wywiadach reżyser deklaruje, że to jego najbardziej osobisty film, opisujący walkę z jego własną chorobą: wielomiesięczną depresją, która wyłączyła go z normalnej aktywności. Umieszczając w filmie zapamiętane z dzieciństwa najczarniejsze obrazy, podświadome lęki, obsesyjnie powracające myśli o zwierzęcej naturze człowieka, nieokiełznanej seksualności dokonał swoistej autoterapii. Ale Antychryst jest czymś znacznie więcej niż tylko nieuporządkowanym szkicem z długiego procesu leczenia artysty. To także bardzo świadoma, bezczelna prowokacja wymierzona przeciwko tym wszystkim, którzy uważają świat za harmonijną konstrukcję, w którego pięknie widać rękę dobrego, miłosiernego Stworzyciela.

więcej na blogu Janusza Wróblewskiego

Blog Janusza WróblewskiegoBlog Janusza Wróblewskiego

Zapraszamy wszystkich do szerokiego komentowania wszystkich notatek pojawiających się na blogu Pana Janusza Wróblewskiego.


Michał
"Kto boi się zrobić błąd, ten nigdy nie będzie robić historii" Andr Malraux