Plenerowy pokaz filmu Władca Pierścieni: Dwie Wieże

Ludwig Wicki

Autorem relacji jest Krzysztof Ruszkowski z zaprzyjaźnionego z nami portalu Soundtracks.pl

Finał II Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie uświetnił pokaz drugiej części trylogii Władca Pierścieni Petera Jacksona pt. Dwie wieże z muzyką na żywo. Koncert jak poprzednio odbył się na Błoniach. Było to wydarzenie bez precedensu, gdyż nigdy wcześniej nie prezentowano tej muzyki w plenerze (rok wcześniej w podobny sposób zaprezentowano Drużynę Pierścienia).

Monumentalną partyturę Howarda Shore'a wykonały połączone siły orkiestry Sinfonietta Cracovia i chórów Pueri Cantores Sancti Nicolai i Pro Musica Mundi. Poprowadził je – jak poprzednio – Ludwig Wicki, pochodzący ze Szwajcarii dyrygent, od początku związany z tym monumentalnym projektem. Drugim członkiem stałej ekipy była Kaitlyn Lusk, młoda mezzosopranistka, dla której również był to drugi występ w Krakowie.

Koncert zaczął się z bardzo dużym poślizgiem, które wywołane zostało wichurą, która zeszłego dnia przeszła nad Krakowem. W jej efekcie zniszczony został sprzęt i scena. Przywrócenie wszystkiego do ładu zajęło dużo czasu, opóźniając przy okazji próby i w efekcie początek seansu (pierwotnie zaplanowany na 21:30 miał miejsce o 23:00).

Tuż przed nim na wielkim telebimie pojawił się sam kompozytor, który podziękował publiczności za przybycie i przeprosił za swoją nieobecność. Obiecał przy tym, że w przyszłym roku przybędzie do Krakowa, by osobiście wziąć udział w pokazie ostatniej części trylogii – Powrotu Króla.

Seans „Dwóch wież” został podzielony na dwie części, którym towarzyszyły w sumie 34 kompozycje, dopasowane co do sekundy do toczącej się na ekranie akcji. Muzyka ta, choć zakorzeniona w stylistyce znanej pierwszego filmu, zabiera słuchacza w nowe, nieznane dotąd miejsca Śródziemia, jak mroczne zakątku lasu Fangorn czy zielone pastwiska Rohanu. Howard Shore wykorzystał w tym celu instrumenty z różnych stron globu, od Skandynawii po Afrykę. Połączył je z możliwościami tradycyjnej orkiestry symfonicznej, tworząc dzieło jednocześnie oryginalne i atrakcyjne.

Mimo że temperatura na Błoniach zbliżała się niebezpieczne do kilku stopni powyżej 0 a pokaz skończył się około godziny 2:00, większość widowni dotrwała do samego końca, nagradzając poświęcenie dyrygenta i artystów gromkimi brawami.