Tłuste lata 60-te ?

Śmierć "wielkiego przyjaciela ludzkości" Józefa Stalina wprowadziła chwilową odwilż polityczną, społeczną i gospodarczą. W polskiej kinematografii zaczęło powstawać coraz więcej wybitnych filmów, które do dziś stanowią klasykę polskiego, jak i światowego kina. W tym czasie swe pierwsze wielkie dzieła tworzyli między innymi Andrzej Wajda, Andrzej Munk czy Jerzy Kawalerowicz. Zaś dla wielu znakomitych aktorów (Zbigniew Cybulski, Bogumił Kobiela czy Daniel Olbrychski) był początkiem ich drogi ku wielkej karierze.

Zanim jednak do tego doszło pod koniec maja 1955 roku zostały powołane „zespoły twórcze w zakresie filmowej twórczości fabularnej”. Oprócz swej działalności stricte produkcyjnej, sprawować one miały opiekę na młodymi kadrami. Jednak to wszystko nie było czymś nowym i odkrywczym, gdyż pracownicy Centralnego Urzędu Kultury, po prostu przepisali tekst zarządzenia z 1952 roku. Ni mniej ni więcej nie miało to wpływu na pierwszą premierę 1956 roku jaką było „Podhale w ogniu” Jana Batorego i Henryka Hechtkopfa. A pod koniec lata tegoż roku funkcjonowało już klika zespołów: „Iluzjon” Ludwika Starskiego, „Kadr” Jerzego Kawalerowicza, „Rytm” Jana Rybkowskiego, „Start” Wandy Jakubowskiej, „Studio” Aleksandra Forda i „Syrena” Jerzego Zarzyckiego. Przystąpienie do takiego zespołu wymagało zgody zarówno kandydata jak i kierownika artystycznego zespołu. W taki też sposób do zespołów przystapiła większość kadry twórczej. Do „Iluzjonu” trafili m.in.: Sylwester Chęciński, Jerzy Passendorfer, do „Kadru” Andrzej Wajda, Kazmierz Kutz i Andrzej Munk, do „Rytmu” Stanisław Różewicz. „Start” reprezentowali Maria Kaniewska, Jan Batory, „Syrenę” Wojciech Jerzy Has, a „Studio” Ewa i Czesław Petelscy. Do 6 istniejących już zespołów filmowych pod koniec 1956 roku dołączył zespół „Droga” Antoniego Bohdziewicza, a w październiku 1957 zespół „57” Jerzego Bossaka, z czasem przemianowany na Zespół Autorów Filmowych „Kamera”.

Tadeusz Fijewski / filmpolski.plTadeusz Fijewski / filmpolski.pl

Pierwotnie wydawało się, że sytuacja ekonomiczna polskiej kinematografii miała swoje najgorsze lata tuż po wojnie. Okazało się jednak, że wcale tak nie było. Ludzie zmęczeni okupacją, cierpieniem, tułaczką, ciągłym strachem pragnęli rozrywki. W pierwszych latach powojennych polski film średnio oglądało prawie 5 miln. ludzi, a takie hity jak „Zakazane piosenki”, „Skarb” czy „Ulicę graniczną” obejrzało odpowiednio: 12,8; 8 i 6 milionów widzów. W latach 1950-1955 liczba widzów spadła o blisko 45%. W latach 1956-57 frekwencja w kinach spadła poniżej 2 milionów widzów na film, to powstały hity arcydzieła polskiej kinematografii, które przyciągnęły większe rzesze kinomanów. Były to „Kanał” Andrzeja Wajdy, „Sprawa pilota Maresza” Leonarda Buczkowskiego, „Kapelusz Pana Anatola” Jerzego Rybkowskiego.

Kanał / filmpolski.plKanał / filmpolski.pl

Mniejsza liczba widzów w kinach sprawiła, że koszty produkcji rosły. Próbowano temu przeciwdziałać poprzez obniżanie nagród za realizację filmu, zniesienie kategoryzacji filmów fabularnych (do tej wynagrodzenie za realizację było zależne od stopnia trudności filmu), próbowano również skłaniać Zespoły Autorów Filmowych do realizacji własnych scenariuszy. Te czynniki niespodziewanie doprowadziły do podwojenia produkcji. W 1958 roku powstało aż 19 filmów. Niestety nic poza tym pozytywnego nie miało miejsca. Nie doszło do rozbudowy WFF w Łodzi i Wrocławiu w przewidzianym terminie. Odrzucono projekt budowy miasteczka filmowego w Białołęce Dworskiej, jak również zabrakło środków na budowę nowych kin. Fundusz znajdowały się natomiast na nagrody dla filmowców. Wielu z nich stało się bardzo szybko posiadaczami nowych pabied czy warszaw M20. Wszystko wyglądało cudownie i wspaniale. Wydawało się, że sytuacja polskiej kinematografii jest znakomita, lecz ten błogi nastrój mącił fakt, że wszystko to doprowadziło do ponad 250 milionowego deficytu rozpowszechniania.

Warszawa M20 / Bartlomiej FronciszWarszawa M20 / Bartlomiej Froncisz

Jerzy Toeplitz koniec lat pięćdziesiątych nazwał „tłustymi latami” i trudno się z nim nie zgodzić. Mimo kryzysu jak grzyby pod deszczu powstawały świetne filmy. Jeszcze na ekranach rządził „Popiół i diament” (1958), a już Wajda pokazywał „Lotną”. Jerzy Kawalerowicz w 1959 roku zrealizował „Pociąg” z Lucyną Winnicką i Leonem Niemczykiem, a 2 lata później pokazał „Matkę Joannę od Aniołów”. Ewa i Czesław Petelscy po „Bazie ludzi umarłych” pokazaki „Ogniomistrza Kalenia”. Poza tym widzowie obejrzeć mogli „Eroicę” Munka, „Wolne miasto” Różewicza czy wreszcie „Krzyżaków” Aleksandra Forda.

wp.plwp.pl

Na arenie międzynarodowej nagrody zdobywali polscy krótkometrażowcy: Jan Łomnicki za „Narodziny miasta” (1959), Witold Giersza „Mały western” czy znany później jako reżyser filmu „Dzieje grzechu” Walerian Borowczyk za „Dom” z 1959 roku.

W.Borowczyk / moviemail-online.co.ukW.Borowczyk / moviemail-online.co.uk

Na początku lat 60-tych sytuacja finansowa polskiej kinematografii odmieniła się za sprawą postanowień zjazdu realizatorów w Spale. Koszty produkcji spadły, a filmy zaczęły zarabiać na siebie.

W ciągu szóstej dekady dwudziestego wieku liczba widzów oglądających polskie filmy w kinach niestety malała. Podobnie jak poprzednio sytuację ratowały megahity: „Pan Wołodyjowski” Hoffman, „Westerplatte” Różewicza, „Faraon” Kawalerowicza czy „Popioły” Wajdy.

Nie można nie wspomnieć o produkcji telewizyjnej. Szybki rozwój telewizji w Polsce sprawił, że zaczęto specjalizować się w produkcji telewizyjnej. Powstawać zaczęły seriale, m.in.: „Doktor Ewa”, „Stawka większa niż życie” czy „Czterej Pancerni i Pies”. Jednak puszczano je także w kinach jak chociażby przygody pancernych. To wojenne losy Janka Kosa, Gustlika i spółki wywoływały emocję wśród widzów, a bohaterowie jeździli po Polsce Rudym i stali się prawdziwymi gwiazdami.

W latach 1956 – 1970 zrealizowano blisko 300 filmów fabularnych. Jednak był to czas niepokojów. Począwszy od 1956, poprzez wydarzenia roku 1968, aż po strajki robotnicze w 1970 roku. Miało to wyraz w twórczości filmowej lat późniejszych.


Maciej Przybyszewski
Jestem jak wielu innych, a może nie :). Uwielbiam X Muzę i od kiedy pamiętam oglądałem mnóstwo filmów. Bardzo lubię oglądać filmy na motywach książek, a później je konfrontować z wersją pisaną. Niestety muszę przyznać, że nie wiele jest dobrych adaptacji. Mam nadzieję, że przyczynię się do rozwoju tej bazy i będę służył wiedzą i rewolucyjnym zacięciem ;)