To film, który bardziej się analizuje, niż przeżywa. Bardziej prowokuje do dyskusji, niż zostaje pod skórą. Ogląda się go z uznaniem, ale serce pozostaje dziwnie nietknięte.
przeczytaj recenzję
Film, który niczego nie mówi, a jego fabuła nie przynosi żadnej satysfakcji. Choć Baumbachowi udało się zgromadzić znakomitą obsadę, ich talent nie ratuje tego sztucznego i pretensjonalnego obrazu
przeczytaj recenzję
Szczęście nigdy nie przychodzi samo - tym razem przyszło z dzieciakami. Główny bohater trochę jak Charlie Harper z "Dwóch i pół". Takie samo podejście do życia, pies na baby, od czasu do czasu jakiś dżingiel dla kasy, a potem bang - w życiu pojawia się kobieta, w której się zakochuje. Sophie Marceau jest tu po prostu genialna. Połączenie komedii do pochichrania się z filmem obyczajowym wyszło bardzo fajnie. Dawno już nie kibicowałam żadnej parze tak jak Sachy i Charlotte.
Ciekawy pomysł. Do końca nie było wiadomo czy to horror czy thriller z chorobą psychiczną w tle. Charakteryzacja & efekty specjalne przy "połączeniu" Marceau i Bellucci ciekawe w odbiorze. Jeden profil - Sophie, a drugi - Monica. Rozwiązanie w gruncie rzeczy idiotyczne. [SPOJLER] Dziewczyna w wypadku samochodowym traci przyjaciółkę i później zajmuje jej miejsce, a dorośli (jej rodzice, matka zmarłej) jak gdyby nigdy nic godzą się z tym. Nie przekonało mnie to. Szkoda, bo film miał swój klimat, a to zakończenie wszystko popsuło. Może lepiej było pójść w horror?
Sophie Marceau urocza. Główny bohater głupszy niż ustawa przewiduje - nie zaangażuje się, bo z upływem lat ogień gaśnie. Bo po 20 latach nie jest tak jak pierwszego dnia. Gdyby każdy miał takie podejście do związku, to na świecie byliby sami samotni ludzie. Aż chciałoby się rzec - facet ogarnij się. BTW "Wola kobiety, to wola Boga." 😏
"Lęk przed odejściem bez zaznania miłości jest większy, niż przed samą śmiercią." Innych ekranizacji "Anny Kareniny" nie oglądałam, więc nie mam porównania, ale ta mnie nie urzekła, nie wciągnęła (chociaż nie zniechęciła, żeby obejrzeć inne wersje). Było tak jakbym oglądała tę historię stojąc gdzieś z boku - zerkam, ale średnio mnie to rusza. Bardziej od wątku Anny i Wrońskiego interesował mnie ten z Kitty i Lewinem, a chyba nie o to chodziło.