To film, który bardziej się analizuje, niż przeżywa. Bardziej prowokuje do dyskusji, niż zostaje pod skórą. Ogląda się go z uznaniem, ale serce pozostaje dziwnie nietknięte.
przeczytaj recenzję
Film, który niczego nie mówi, a jego fabuła nie przynosi żadnej satysfakcji. Choć Baumbachowi udało się zgromadzić znakomitą obsadę, ich talent nie ratuje tego sztucznego i pretensjonalnego obrazu
przeczytaj recenzję
Jakakolwiek relacja faceta wyglądającego jak David Spade z kobietą wyglądającą jak Sophie Marceau... Sorry, ale ciężko w to uwierzyć. Sama fabuła taka sobie - koleś porwał psa, a potem sobie z nim wszędzie łaził, żeby go jego właścicielka zobaczyła? I jeszcze to grzebanie w kupie... "Pobrudziłem się?" Fuj. Sophie Marceau urocza, chociaż wolałabym ją oglądać w czymś ambitniejszym jak już jesteśmy przy Hollywood.
"W kraju ślepców jednoocy cierpią. Nie trzeba patrzeć." Jak zwykle u Żuławskiego - albo człowiek potrafi się w to, co na ekranie wgryźć, albo nie i czuje, że ogląda chaos. Dla mnie to było za ciężkie, za głośne. Do gry aktorów nie mam zastrzeżeń, ale sama historia - tym razem nie moja bajka. Po seansie byłam psychicznie wykończona.
SPOJLER -> Marceau i partnerujący jej Brasseur wcześniej zagrali ojca i córkę w "Prywatkach", przez co dziwnie mi się na nich patrzyło jako na małżeństwo starszego wypalonego faceta i młodej kobiety. Fabuła taka sobie. Do momentu zabójstwa snuli się wszyscy na ekranie bez ładu i składu. Znudzona mężem żona, mąż alkoholik, który w obronie własnej kogoś zabija. Ona robi wszystko, żeby ratować jego i ich małżeństwo. I finał sugerujący, że wystarczyła szczera rozmowa małżonków, żeby wszystko się ułożyło. Nie przemawia to do mnie. Muzyka przez ten saksofon trochę w klimacie "Betty Blue".
To w zasadzie powtórka z pierwszej części, tylko bohaterowie troszkę starsi. Klimat ten sam. Zośka w dalszym ciągu świetna. Nowe doświadczenia, nowe znajomości. A u dorosłych... "Małżeństwo to sztuka unikania problemów, których nie było przed ślubem." Odkrywcze. 😏