Dzielna załoga piratów z Joseon stawia czoła burzliwym wodom, zagadkowym wskazówkom oraz wojowniczymi rywalom w poszukiwaniu zaginionego na morzu królewskiego złota.

Ekspresja twórców tej pełnej inicjatyw wizualnych fabuły jest niczym nieograniczona, zaś przywiązanie do historycznych realiów mocno naciągane. 4

„Przygarnęliśmy was, bo jesteście zdrajcami kraju” - oznajmia Yeo-wol ujętym na morzu rozbitkom. Kobieta przewodzi zdesperowanym piratom. Pojmani także usiłowali rabować statki handlowe. Ich przywódca Sa–jeong–jal anonsuje siebie jako najlepszego szermierza, ale na wodach ten atrybut ma wtórne znaczenie. Jako zdrajcy ojczyzny jego czereda gorliwiej będzie służyła nowym mocodawcom. Z tego założenia wychodzi dowodząca Yeo-wol. Przyświeca jej przyziemny cel. Rozniosła się mianowicie wieść, że do zdobycia jest królewski skarb, zatem wszystkie siły się liczą. Także te zdradzieckie. Morze Joseon kryje wiele zagadek i niebezpieczeństw, ale miraż potencjalnych zdobyczy przesłania oczy pazernym śmiałkom.

Południowokoreański film pt. „Piraci: Ostatni królewski skarb” to przyczynek do rozważań o tym, jak nie należy przekładać powieści łotrzykowskiej na język ekranu. Jej realizatorzy wykazali prymat obrazu nad treścią intrygi, faszerując swoją produkcję niezliczonymi przykładami fechtunku i mordobicia. Pojedynkują tu się wszyscy ze wszystkimi, nawet gdy litera akcji tego nie wymaga. Uczestnicy eskapady toczą walki głównie we własnych szeregach, bo nieraz brakuje im wroga zewnętrznego, mogącego zagrozić istocie poszukiwań. Gdy na drodze poszukiwaczy zabraknie konkurentów w ludzkiej postaci, staną się nimi krowy, smoki, wieloryby, a nawet pingwiny. Ekspresja twórców tej pełnej inicjatyw wizualnych fabuły jest niczym nieograniczona, zaś przywiązanie do historycznych realiów mocno naciągane.

„Zabiłeś swoich rannych, żeby iść dalej?” - pyta jeden z wojowników zamieszany w pogoń za skarbem. „Taka jest wojna” – odpowiada pozbawiony skrupułów wódz poszukiwaczy. I rzeczywiście: trup na statku pirackim ściele się gęsto. To bodaj jedyna konsekwencja, jaką zdecydowali się realizować autorzy filmu. Dalej już tak dobrze nie jest. Potencjalny romans, który wisi w powietrzu i powinien się wywiązać między wiodącymi liderami nie potrafi się zdyskontować. Przywódcy rywalizują raczej o rząd dusz na statku wypełnionym rozrabiakami niż jednoczą siły i serca.

„Gdzie to znalazłeś?” - pyta o trop pozwalający na sprecyzowanie miejsca skarbu przywódca załogi. Adresatem tego pytania jest pingwin, który demonstracyjnie wydala kał na twarz pytającego. Scenka ta oddaje absurdalność formuły, jaką obrali, a w konsekwencji w jaką wpadli realizatorzy widowiska. Jeśli brakuje inicjatywy scenarzysty, zdany na własną reżyser dokłada niekiełznane niczym kadry bijatyk, strzelanin, chaosu, wreszcie totalnego armagedonu. Sprawność i rozmach scen bitewnych, a te dominują w filmie, nie zawsze przekłada się na ich precyzję. Wiodąca Ye – wol w jednej i tej samej sekwencji bitewnej na przemian ma podrapaną twarz, by zaraz potem uwodzić całkiem gładką. Wszystkie te zabiegi podane zostają w sosie umownym i żartobliwym. Ani przez chwilę nie da się odnieść wrażenia, że cała ta zabawa toczy się na serio. Można zaś być pewnym, iż po skończonej sieczce aktorzy otrzepią się z pyłu bitewnego i gremialnie, niczym grupa inscenizacyjna po dobrze wykonanych ćwiczeniach, ruszą na piwo.

„Na co wydasz zyski ze skarbu?” - dopytuje jeden z poszukiwaczy innego z symbolicznych Argonautów. „Na pomoc potrzebującym” – odpowiada bez zastanowienia drugi. Koreański film o piratach dowodzi, że nie o jakikolwiek sens w tym przedsięwzięciu chodziło jego pomysłodawcom, a jedynie o dwie godziny rąbanki, dla której przyszły zysk jest wyłącznie uzasadnieniem.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 0
Skomentuj jako pierwszy.
Więcej informacji

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dzwiękowa

Fabuła

Multimedia

Pozostałe

Proszę czekać…