Panna młoda!

6,3
4,7
Lata 30. XX wieku, Chicago. Przełomowy naukowiec, doktor Euphronious, przywraca do życia zamordowaną młodą kobietę, aby została towarzyszką potwora Frankensteina. To, co dzieje się później, przekracza najśmielsze wyobrażenia obojga.
Od czasu do czasu, lubię obejrzeć sobie jakiś film :)

Ambitna reinterpretacja mitu Frankensteina zamienia się w stylistyczny chaos. Świetna oprawa i dobra obsada nie są w stanie uratować marnego scenariusza. 3

Panna młoda! miała być śmiałą reinterpretacją klasycznej historii o narzeczonej potwora Frankensteina. Ambicje projektu są widoczne od pierwszych minut - jest bowiem wysoki budżet, rozpoznawalna obsada i wyraźna chęć przepisania znanej historii w duchu współczesnej opowieści o tożsamości i niezależności. Problem polega na tym, że ta wizja nigdy nie składa się w spójną całość. Film przypomina raczej eksperyment z nadmiarem pomysłów niż konsekwentnie opowiedzianą historię.

Panna młoda! (2026) -

Akcja została umiejscowiona w Chicago lat 30. XX wieku. Frank to samotny i wyobcowany mężczyzna, który pragnie stworzyć dla siebie idealną partnerkę. W tym celu zwraca się o pomoc do ekscentrycznej naukowczyni, doktor Eufronios. Wspólnie przywracają do życia zamordowaną kobietę o imieniu Ida, która ma stać się idealną narzeczoną. Jak nie trudno się domyślić, owy eksperyment szybko wymyka się spod kontroli. Ida po przebudzeniu nie zamierza podporządkować się roli, jaką zaplanowali dla niej twórcy. Zamiast tego zaczyna budować własną tożsamość i niezależność. Jej bunt pociąga za sobą serię wydarzeń, które przeradzają się w chaotyczną podróż przez półświatek Chicago.

Maggie Gyllenhaal podeszła do materiału z ogromną ambicją. Widać wyraźnie, że nie interesuje jej klasyczna adaptacja mitu Frankensteina. Reżyserka próbuje zbudować film będący jednocześnie gotycką opowieścią, noir osadzonym w realiach lat 30., a momentami wręcz punkową fantazją o anarchii i emancypacji - w trakcie seansu od razu do głowy przychodzi Joker i Harley Quinn. Problem polega na tym, że te stylistyki nie tworzą jednego organizmu. Zamiast - nomen omen - zszycia elementów w nową jakość, otrzymujemy konstrukcję, w której szwy są aż nadto widoczne. Sceny o wyraźnie kryminalnym charakterze funkcjonują obok fragmentów stylizowanych na groteskowy musical czy surrealistyczne monologi inspirowane twórczością Mary Shelley. Każdy z tych pomysłów mógłby działać w osobnym filmie, ale tutaj konkurują o uwagę widza. Gyllenhaal niewątpliwie celuje wysoko, lecz brakuje jej reżyserskiej dyscypliny, przez co film wygląda momentami jak projekt, w którym nikt nie powiedział stop na etapie scenariusza. Żeby pozostać w klimatach opowieści napiszę, że dla mnie ten film wygląda jak jej prywatny potwór Frankensteina i tylko, że mniej udany.

Panna młoda! (2026) -

Największym problemem filmu jest scenariusz. Historia próbuje opowiedzieć jednocześnie o emancypacji kobiety, naturze miłości, przemocy wobec kobiet, a także o samotności potwora. To tematy potencjalnie interesujące, lecz w praktyce zostają rzucone na ekran w formie fragmentarycznych scen i deklaratywnych dialogów. W efekcie dramat bohaterów nigdy nie nabiera prawdziwego ciężaru. Relacja między Frankiem a Idą, która powinna stanowić emocjonalny rdzeń opowieści, rozwija się w sposób chaotyczny i pozbawiony psychologicznej logiki. Zamiast napięcia pojawia się wrażenie, że bohaterowie dryfują między kolejnymi pomysłami scenariusza. Dialogi często brzmią jak manifesty zamiast rozmów między postaciami.

Jessie Buckley i Christian Bale wkładają w swoje role ogromną intensywność. Buckley gra Idę jako postać nieprzewidywalną, momentami niemal histeryczną, co wpisuje się w groteskowy ton filmu, ale bywa trudne do zniesienia na dłuższą metę. Bale z kolei stawia na ekspresję bliską teatralnej stylizacji, jakby świadomie odwołując się do klasycznych ekranowych potworów. Problem polega na tym, że aktorzy zdają się grać w różnych filmach. Buckley funkcjonuje w estetyce dzikiej groteski, Bale w bardziej klasycznej konwencji tragicznego monstrum. Brak wspólnego tonu sprawia, że ich ekranowa relacja nie nabiera wiarygodności.

Panna młoda! (2026) -

Kolejnym dużym problemem Panny młodej! jest brak konsekwencji, jeśli chodzi o ton. Film zaczyna się jak mroczna wariacja na temat Frankensteina, po czym nagle skręca w stronę groteskowego kryminału, aby chwilę później flirtować z musicalową konwencją. Nie wiem o co tutaj chodzi, ale taki kalejdoskop stylów mógłby działać, gdyby był podporządkowany wyraźnej wizji. Tutaj jednak wygląda to raczej jak seria pomysłów wrzuconych do jednego projektu bez próby ich uporządkowania.

Nie mogę jednak odmówić filmowi strony technicznej. Scenografia, kostiumy i zdjęcia tworzą sugestywną wizję Chicago lat 30., stylizowaną na mieszankę kina noir i ekspresjonizmu. Niektóre ujęcia, zwłaszcza nocne sceny w industrialnych przestrzeniach miasta, robią autentyczne wrażenie. Niestety wizualny rozmach nie przykrywa narracyjnego chaosu. Film wygląda momentami znakomicie, ale nie bardzo wiadomo, do czego te obrazy mają prowadzić.

Panna młoda! (2026) -

Panna młoda! jest przykładem filmu, który chce powiedzieć bardzo wiele, ale ostatecznie nie mówi niczego szczególnie wyraźnie. Ambicja i wizualny rozmach są widoczne, jednak scenariusz nie potrafi unieść ciężaru tych pomysłów. W rezultacie otrzymujemy projekt pełen energii, lecz pozbawiony narracyjnej dyscypliny.

1 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 5
amondemon76 4

popis aktorski Jessie Buckley, ale z czasem to pierd*&$% bez sensu stało się męczące… :(

Bercik022

A nie przepraszam, Brain Attack było chyba durniejsze w tym filmie xD

Bercik022

Motyw, że Panna młoda jest postacią i jednocześnie Mary Shelly i ma te swoje bełkotliwe monologi w stylu "ecie pecie sraty taty" i beknięcie po tym, jest chyba najsmutniejsza i jednocześnie najgłupsza rzeczą jaką dawno nie widziałem.

Movieman Bercik022 3

@Bercik022 ten film ma wiele durnych scen, dla mnie chyba najgorsza poza wspomnianymi monologami jest scena w klubie, gdzie Frank i Ida zaczynają tańczyć… MA – SA – KRA! Cringometr wystrzaliło.

Bercik022 Movieman

Oooojjj tak, zadziwiający film, ciężko naprawdę wybrać najgłupsze sceny. Mialem wrażenie, że znajomy Maggie Gyllenhaal, brat i mąż nie chcieli jej obrażać czy coś, no bo aż nie możliwe, by sami nie zauważali tych głupot kręcąc ten film. Doradzić coś, cokolwiek.

Więcej informacji

Proszę czekać…