Marty chce być gwiazdą. Nagnie więc wszystkie reguły, wejdzie w sojusze z ludźmi, od których powinien trzymać się z daleka, gotów będzie uwieść każdą kobietę, byleby tylko zrealizować swoje marzenie o wielkości.

„Wielki Marty” miałby prawdopodobnie ambicje bycia komedią, ale na śmiech tu nie ma czasu, ponieważ próżno złapać oddech pomiędzy jedną sekwencją a tymi ją następującymi 8

„Tam, skąd pochodzę, każdy walczy o swoje” - wykłada własne credo życiowe Marty, po raz kolejny złapany na krętactwie. Chłopak zaczyna pracę w podrzędnej firmie obuwniczej. Związał się z nią tymczasowo. Tak naprawdę zajmuje Marty’ego zupełnie co innego. Posiada on talent do ping ponga, lecz to nie jest sport, który póki co zawładnął wyobraźnią kibiców. Dlatego profity stąd płynące nie należą do pewnych, ani tym bardziej lukratywnych. Ale Marty nie „pęka na budowie” i walczy o swoje. Tu pożyczy pieniądze, tam je wyłudzi. W ostateczności wygra, początkowo podkładając się nieświadomym ściemy przypadkowym przeciwnikom w ustawionym zakładzie, by podpuściwszy rywala zaraz się na nim odegrać z nawiązką. Marty jest wyszczekany, pewny siebie, znajdujący satysfakcję w przekraczaniu granic zwykłego tupetu. W sobie znany sposób wkradnie się w łaski rzutkiego biznesmena, przy okazji uwodząc jego piękną żonę. Marty jest wszędobylski, usta mu się nie zamykają. Chłopak nie posiada skrupułów, żeby oszukać, nabrać a potem kajać się w wiarołomnych przeprosinach.

Wielki Marty (2025) - Timothée Chalamet

„Miło jest się urodzić bogatym” – rzuci ironicznie Marty. On sam nie miał tego szczęścia. Ale talent do egzotycznego sportu, a także przymioty osobiste, skazują go na zrobienie szybkiej kariery „po trupach. Niestety są również minusy ryzykownego stylu życia na wysokich obrotach. Zjawią się przecież prędzej czy później wierzyciele oraz ci wykołowani przez cwaniaka z Manhattanu. Marty przyparty do muru zrobi pozornie skruszoną minę i będzie się obrazowo tłumaczył, kluczył, odwracał kota ogonem. Chłopakowi nawet nie drgnie powieka kiedy ukradnie naszyjnik żonie swojego sponsora. Gdy biżuteria okaże się tylko bezwartościowym rekwizytem teatralnym, Marty’emu nie zabraknie bezczelności, by zamożną kobietą poprosić o darowiznę w postaci klejnotu prawdziwego. Ważny jest cel, a tym okaże się spektakularny sukces sportowy na wielką skalę. Tenis stołowy wykracza poza lokalne zasięgi, stając się dyscypliną uniwersalną. Marty ze swoimi predyspozycjami showmana, lawiranta, ale przede wszystkim świetnego tenisisty musi osiągnąć sukces. To, ile ofiar położy na drodze ku niemu skierowanej, nie ma dla żądnego splendorów chłopaka żadnego znaczenia.

Scenariusz filmu Wielki Marty oparty został dość swobodnie na biografii Martina Reismana, amerykańskiego mistrza w tenisie stołowym. Biografia sportowca wiele musiała przynieść zwrotów i zakrętów, skoro w niemal trzygodzinnym filmie tyle się udało zmieścić soczystych i nieprawdopodobnych anegdot. Film Josha Safdiego to niekończące się pasma tarapatów, w jakie z masochistycznym upodobaniem wpada jego główny bohater. Wielki Marty miałby prawdopodobnie ambicje bycia komedią, ale na śmiech tu nie ma czasu, ponieważ próżno złapać oddech pomiędzy jedną sekwencją a tymi je następującymi. Wszystkie razem spowiją się niczym wielki tuman, zaskakując zdezorientowanego widza w pozie cokolwiek rozedrganej. Josh Safdie dobrze zatem chyba odczytał termin „rozrywka”. Klient kupujący bilet na film o takiej konotacji, otrzyma gwarancję, iż przez cały seans nie będzie miał czasu pomyśleć o niezapłaconych alimentach lub bolącym zębie. Tytułowy Marty (rewelacyjny Chalamet) wykaże, iż podobne problemy są igraszką w porównaniu z tymi, w jakie zaskakująco łatwo pakuje się bohater filmu Safdiego.

Wielki Marty (2025) - Odessa A'zion

„Nie nabrał się” – usłyszy głos podstawionej kobiety Marty. Syn właśnie odebrał połączenie w imieniu swojej rzekomo chorej matki, która być może chciałaby wyciągnąć od potomka niezbędne jej pieniądze. Kobieta sufluje przypadkowej sąsiadce, która ma za zadanie przekonać Marty’ego o nieuleczalnej chorobie, jaka trawi mamusię. Zawodowy szuler jednak zbyt dobrze zna się na kłamstwach, by sam się na nie dał nabrać. Kiwać to my, ale nie nas!

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 0
Skomentuj jako pierwszy.
Więcej informacji

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dźwiękowa

Fabuła

Multimedia

Proszę czekać…