Tomasz Misiewicz krytyk
Film Anthony Marasa potrafi utrzymać klimat wojennej emocji oraz zdyskontować tematyczną dramaturgię
"Chcę prognozy, pod którą obaj się podpiszecie!" - krzyczy głównodowodzący sił inwazyjnych mających w czerwcu 1944 roku przypuścić atak na Normandię. Generał Dwight Eisenhower skupił u wybrzeży Brytyjskich wielkie siły desantowe. Kilkaset tysięcy żołnierzy stoi do jego dyspozycji. Niemcy spodziewają się szturmu, tylko nie wiedzą, skąd on nastąpi. Sprzymierzeni zrobili wiele, by wyprowadzić wroga w pole. Przeciągać decyzji o morskiej ofensywie dłużej nie sposób. Aby atak okazał się skuteczny, muszą się zgadzać przede wszystkim parametry pogodowe. Te będą kluczowe przy pokonywaniu fal piętrzących się w kanale La Manche. Deszcze i burze spowijające teatr działań wojennych także nie ułatwią zadania. Chociaż więc elementy czysto wojskowe dopięte zostały na ostatni guzik, pozostaje do rozstrzygnięcia sprawa bardzo trudnej do okiełznania prognozy meteorologicznej. "Churchill uważa, że to geniusz." - słyszy z wiarygodnych źródeł Eisenhawer. Generał dotychczas polegał na świadectwach innego meteorologa. Irving P. Krieck nieraz dowiódł swoich zawodowych kompetencji. Wiele kampanii na szlaku bojowym generała toczyło się zgodnie z podpowiedziami bliskiego zausznika. "Miał fart." - chłodno zaraportuje pułkownik Stagg na temat dawnych dokonań obecnego współpracownika. Świeży nabytek w sztabie tych, co decydują o otwarciu nowego frontu działań, nie jest tu osobą mile widzianą. "Wierzycie w to, co chcecie." - otwiera oczy na daleką od zero jedynkowych wzorów rzeczywistość wcielony do sztabu operacji oficer. "Lubię fart!" - ironizuje rozgorączkowany Eisenhawer. Po chwili jednak generał ochłonie. Może z sygnałem do natarcia warto jednak poczekać.
Zdać się na fart jest łatwo, gdy się szafuje swoim zdrowiem. Generał dysponuje jednak życiem setek młodych żołnierzy. Wahanie i namysł nad podjęciem ostatecznej decyzji wydają się zrozumiałe. "Od razu nauczmy się jodłować." - drwiąco nagli dowodzący siłami brytyjskimi generał Montgomery. On uważa, że każdy dzień zwłoki oddala sprzymierzonych od wymarzonego zwycięstwa nad Niemcami. Presja na głównodowodzącego rośnie. Upór Stagga nie jest dobrze widziany w sztabie generalskim, zwłaszcza, że partner jajogłowego "geniusza", podważa jego decyzje i knuje za plecami. Stagg nie jest dyplomatą. Po przybyciu do centrum dowodzenia natychmiast ukrócił swawolę swoich podwładnych, utemperował ich beztroskę, nakazał bezwzględna dyscyplinę. "Myślałem, że jest pan młodszy" - zadrwi na powitanie Stagga dotąd nadworny meteorolog sił alianckich. Krick jest uwielbiany wśród przełożonych i podwładnych. Kostycznego Stagga nikt nie lubi. "A ja myślałem, że jest pan wyższy." - zgasi bawidamka rzeczowy naukowiec. Czas mija. Dowódcy domagają się optymistycznej prognozy meteorologicznej. W nieskończoność wszak nie można przetrzymywać wojska w stanie gotowości. Stagg trwa wciąż w niezrozumiałym dla "zupaków" uporze. "Operacja Overlord" domaga się błyskawicznej, stanowczej decyzji. Ale jak ją podjąć, skoro istnieje choć cień wątpliwości, że fale skażą napastników na klęskę już przed dopłynięciem do plaż Normandii?
"Jaką by pan wystawił opinię, gdyby to była zwykła prognoza?" - docieka ktoś ze sztabu połączonych sił militarnych. Stagg (rewelacyjny, stonowany oraz oszczędny w środkach wyrazu Andrew Scott) rozkłada bezradnie ręce. Rozpisanie rutynowej prognozy niczym de facto nie skutkuje. Przecież wiele z awizowanych codziennie publicznie przepowiedni pogodowych drastycznie mija się z prawdą. "Ale to jest D-day." - przypomina świadek sporu. "Niebo nad Normandią" będzie filmem pozornie wpisującym się w tematykę wojenną. Strzelaniny tam jednak jak na lekarstwo, martyrologii niemal wcale. A mimo to film Anthony Marasa potrafi utrzymać klimat wojennej emocji oraz zdyskontować tematyczną dramaturgię. Realia epoki zostały tu z pietyzmem uchwycone, wiernie służąc dosyć wątłej wszak akcji. Ona sama zaś została bez skrupułów "wyciśnięta" do granic ze swoich umiarkowanie obfitych zasobów. Gdy w towarzystwie zastyga kłopotliwa cisza, zazwyczaj dyskutanci przechodzą na bezpieczną i uniwersalną rozmowę o pogodzie. Nakręcić film o niej samej, który jest przy tym pasjonującą wędrówką po zapleczu historycznego frontu, jaki zmienił losy wojny, to naprawdę niebywała sztuka!
Dziękujemy za seans sieci Cinema City