Film Łukasza Palkowskiego plasuje ambitny projekt na marginesie kina historycznego, boleśnie dezawuując jego walory artystyczne 4
„Bez książeczki nie ma żołnierza” - mamrocze pod nosem porucznik Karol Grabowski, zmierzając wśród innych oficerów do niewoli sowieckiej. 17 września 1939 roku gasną złudzenia. Polska nie obroni się przed inwazją niemiecką. Do gry wszedł niespodziewanie drugi z sąsiadów Rzeczpospolitej. Armia czerwona wkroczyła na wschodnie rubieże, wbijając nóż w plecy obrońcom granic. „Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony albo prób rozbrojenia oddziałów” – brzmi pokrętny rozkaz Naczelnego Wodza. Żołnierze wojska polskiego długo nie stawią oporu. Teraz zrezygnowani znaleźli się za drutami. W Kozielsku czeka ich los nieprzewidywalny. Porucznik Grabowski usiłuje zmienić swoje dane, podając się za kogo innego. Wszak ustalenie tożsamości pojmanego nie będzie sprawą łatwą. Karol Grabowski ma za sobą jednak przeszłość, jaka nie zwiedzie bystrego majora NKWD. Wywiadowca nadzorujący obóz w Kozielsku do takich należy. Wasilij Zarubin został tu skierowany, by pozyskać wśród polskich jeńców możliwie licznych kandydatów do współpracy z okupantem. Major jest człowiekiem kulturalnym, obytym, zgoła nie pasującym do wizerunku brutalnego stupajki. Zarubin szybko rozpoznał Grabowskiego jako znanego przed wojną pianistę. Oficer NKWD uznałby za sukces osobisty przeciągniecie takiej zdobyczy na swoją stronę. Polak jednak opiera się subtelnej presji. Szantażowany lub kuszony oficer nie decyduje się być marionetką w misternej grze majora.
Współwięźniowie z obozu są podejrzliwi wobec porucznika. Grabowski bywa częściej wzywany na przesłuchania niż pozostali jeńcy, ale wraca stamtąd bez śladów przemocy na ciele. Zarubin nie przejawia sadystycznych skłonności oczekiwanych po nadzorcach tego miejsca. Nadzieja stopniowo gaśnie w sercach osadzonych. Sojusznicy nie przyszli z pomocą. Polska została wymazana z mapy świata. Pokusa dogadania się z zaborcą na jakichś rozsądnych zasadach kiełkuje w głowach niektórych desperatów. Zwłaszcza, że major Zarubin sprawia wrażenie uczciwego partnera w negocjacjach. Jest zaprzeczeniem wizerunku mużyka, prowadzi z aresztantami wyrafinowane rozmowy w dowolnych językach, schlebi ich słabościom, będzie się starał uwieść nadzieją uwolnienia. Tylko nieliczni wyczuwają w postawie Zarubina głęboko skrywaną rolę „dobrego policjanta”. Podobne wątpliwości ominą chyba pryncypialnego porucznika. Wszak major umożliwi Polakowi widzenie z żoną. Zarubin zamówił także fortepian, na jakim polski oficer miałby możliwość zagrać coś z rosyjskiej klasyki. Krnąbrny muzyk zasiądzie do instrumentu. Zdecydowanie woli jednak wybrać repertuar Chopina.
Powstaniu filmu pt. Pojedynek towarzyszyły zapewne szlachetne intencje i całkiem nie najgorszy punkt wyjściowy do rozwinięcia obiecującej intrygi. Świadectw sowieckiej agresji na Polskę w roku 1939 polska kinematografia fabularna nie odnotowała zbyt wielu, udanych w tej materii prób zaliczając jeszcze mniej. Misterna gra wydana polskim oficerom na zasadach perswazyjnych przez przenikliwego wywiadowcę miałaby zatem wszelkie szanse niebanalnej wizualizacji. Film Łukasza Palkowskiego te nadzieje jednak brutalnie niweczy, plasując ambitny projekt na marginesie kina historycznego i boleśnie dezawuując jego walory artystyczne. Paradoksalnie niemłody już reżyser w asyście zbliżonych wiekowo scenarzystek nie zadał sobie jakiegokolwiek trudu, by swoją ideę oprzeć na wiarygodnej platformie realiów epoki, mentalności ówczesnych bohaterów, zdrowemu rozsądkowi wreszcie. Próżno się oprzeć namolnemu wrażeniu, iż twórcom filmu nie chciało się nawet zdobyć na wysiłek napisania własnych, nie zerżniętych partii dialogowych. „Mają rozmach skurwysyny” – mówi któryś z oficerów będących świadkiem perfidii radzieckich władz obozu. Jakoś znajomo brzmi niniejsza fraza, nieprawdaż? Bohaterowie tej czarno-białej opowieści, gdzie wszyscy polscy więźniowie są obowiązkowo niezłomni, operują na dodatek językiem przypisanym do rzeczywistości bliższej realiom roku 2026. Można deliberować, czy zwrot, że ktoś ma „zryty beret” wyrwałaby się któremuś z sanacyjnych pułkowników bądź kapitanów. Nieograniczona niczym wyobraźnia Łukasza Palkowskiego nie wyklucza jednak i tak księżycowych wizji sennych.
Angaż dla Aidana Gillena oraz żywotna muzyka akompaniująca raczej rozwlekłej akcji Pojedynku nie mogą przesądzić o przewadze atutów filmu nad jego mieliznami. Walory podsunięte przez twórców wyczerpują się lawinowo, zawarte tu ewidentne nonsensy zaś pęcznieją do granic absurdu. Jeńcy Kozielska beztrosko grają w piłkę, ostentacyjnie kpią ze swoich wartowników, drwią z obozowych obostrzeń, bezustannie wznoszą patriotyczne toasty. I to wszystko na „nieludzkiej ziemi”…
Dziękujemy za seans sieci Cinema City