Moment, gdy Eva Libertad zdecyduje się zaznaczyć swoistą cezurę estetyczną dowiedzie, iż „Dźwięki miłości” mogły rozpostrzeć szerzej skrzydła kinowej inspiracji 6
„Pogratuluje mi ktoś czy nie?” - dopomina się Angela. Kobieta właśnie oznajmiła podczas rodzinnej uroczystości, że jest w ciąży. Na obliczach gości namalowała się tymczasem wymowna konsternacja. Angela jest osobą głuchoniemą, która wyszła za zdrowego Hectora. Teraz zachodzi obawa, że dziecko może przejąć ułomności słuchowe po matce. Taki też kontekst ma symboliczna cisza zapadająca wśród biesiadników. Z gratulacjami nikt nie pospieszy. Para decyduje się jednak utrzymać ciążę. Nieodległa konsultacja lekarska nie przesądzi, w jakim kierunku potoczą się losy szczęśliwej pary rodziców. Angela i Hector są świadomi swoich wyborów. Czuły partner chciałby zapewnić swojej kobiecie psychiczny komfort polegający na używaniu bliskiego jej języka migowego. Gdy córka przyjdzie na świat, okaże się ku radości rodziny zupełnie zdrowa. Płaszczyzna gestykulacji migowej stanie się dla dziecka całkowicie zbędna. Angela paradoksalnie ucierpi na tej historii. Radość matki z posiadania normalnego dziecka zmiesza się z goryczą zakłóconej komunikacji z córką.
Jeszcze nie będąc w ciąży Angela pojawiała się na rozmaitych przyjęciach i imprezach. Te szybko wykluczały ją ze swojego grona. Bo o czym tu gadać z niesłyszącą? Hector podjął się niełatwej misji życiowej. Mężczyzna kocha Angelę, ale sam musi naginać się do sytuacji, jakiej stał się niejako „ofiarą”. Hector powinien być dobrym ojcem, uczynnym synem, wreszcie spolegliwym mężem, który w porę odczyta intencje swojej żony. „Dlaczego z nią nie migasz?” – utyskuje Angela, gdy Hector na chwilę zapomni się, używając zwykłego języka w rozmowie z córką. Na barkach mężczyzny trzyma się związek bardzo chybotliwy, narażony na rozmaite perturbacje. Angela ma dość codziennych upokorzeń i wiecznego separowania z form towarzyskich. Małoletnia córka stopniowo wymyka się spod kurateli mamy. Dziecko już przestaje być własnością niedosłyszącej Angeli, a problem ułomności słuchowej będzie dziewczynce zupełnie obcy. W tej rodzinie wszyscy znają język migowy, lecz tylko jednej spośród tych osób jest on do codziennego życia niezbędny.
Film Evy Libertad podejmuje ważny i omijany dotąd temat. Wykluczenie ze względu na jakąkolwiek ułomność zdrowotną powinna być w kinie obecna, uhonorowana, doceniona, a przynajmniej zasygnalizowana. Dotychczas raczej nie była ze względu na „nieatrakcyjny” charakter problematyki. Dźwięki miłości to niedopatrzenie w pewnym sensie rekompensują, choć bardziej od strony deklaratywnej niż formalnej. Ta druga dopominałaby się większej inwencji, bo sam film dość jałowe obiera tempo, ślimacząc się na tym samym, wolnym biegu. Moment, gdy Eva Libertad zdecyduje się zaznaczyć swoistą cezurę estetyczną dowiedzie, iż „Dźwięki miłości” mogły rozpostrzeć szerzej skrzydła kinowej inspiracji. Foniczne wyciszenie warstwy dotąd słyszalnych dialogów i przejście na perspektywę głównej bohaterki zaiste zrobi dojmujące wrażenie odbiorcze. Zabieg ten wyda się jednak chyba odrobinę spóźniony, by zachować dobrze rokujący projekt w pamięci wahającego w opinii na jego temat się widza.
„To nie moja wina, że jesteś głucha!” – wypali zmęczony uciążliwą codziennością Hector. Mężczyzna użyje dłoni by wyrazić swoje nawarstwiające się frustracje. Angela czyta przecież także z ruchu warg. Mąż nie musiał posiłkować się rękami. Często producenci telewizyjni prezentują swoje propozycje z udziałem lektorów języka migowego. Ci tłumaczą zwykłe dialogi na potrzeby osób głuchoniemych. Powyższego cytatu jednak zapewne nie podjęliby się przetłumaczyć.
Dziękujemy za seans sieci Cinema City
