To nie jest złe kino. To raczej kino specyficzne, które nie do końca wie, jak powiedzieć to, co chce powiedzieć. 5
Projekt UFO to głośna premiera platformy Netflix będąca polskim miniserialem, który skupia się wokół "polskiego Roswell". W obsadzie aktorskiej wielkie gwiazdy rodzimego ekranu z Piotrem Adamczykiem na czele. Czy produkcja, która czerpie inspiracje z amerykańskich hitów spełnia pokładane w niej nadzieje? Spoilerując mój tekst mogę już napisać, że nie.
Głównymi bohaterami tej opowieści są Jan Polgar (gra go wspomniany Piotr Adamczyk) oraz Zbigniew Sokolik (w tym przypadku rolę powierzono Mateuszowi Kościukiewiczowi). Obaj panowie zajmują się tym samym zagadnieniem - kosmitami. Ten pierwszy prowadzi popularny program telewizyjny "Bliskie Spotkania", natomiast drugi jest lokalnym ufologiem, który robi tajemnicze zdjęcie mające być potwierdzeniem tego, że obcy są wśród nas. Kiedy w jednej ze wsi dochodzi do rzekomego kontaktu tamtejszego rolnika z UFO, panowie próbują rozwikłać ową zagadkę. W tle oczywiście pojawiają się kwestie polityczne, społeczne i egzystencjalne.
Punkt wyjścia dla miniserialu Projekt UFO jest niezwykle intrygujący i inspiruje się incydentem w Emilcinie z 1978 roku, kiedy to miało dojść do bliskiego kontaktu z obcą cywilizacją - wówczas rolnik twierdził, że został zabrany na pokład statku kosmicznego przez humanoidalne istoty. Twórcy serialu postanowili bazować na tym wydarzeniu i akcję swojego serialu osadzili w wymyślonej wsi Truskaski na Warmii, w realiach lat 80. XX wieku. I pod tym względem produkcja napisana i wyreżyserowana przez Kaspra Bajona naprawdę robi wrażenie. Projekt UFO jest świetnie osadzony w danej epoce i pod względem kostiumowym, scenograficznym czy atmosfery może się podobać. W tle czuć tajemnicę i możliwość obcowania z elementami nadprzyrodzonymi. Klimatu serialowi dodaje również muzyka, która idealnie pasuje do poruszanego tematu. Momentami miałem flashbacki z innego hitu Netflixa, czyli Stranger Things.
Niestety to co nie gra w miniserii to dramaturgia. Ciężko jest się zaangażować w stu procentach w te historie, ponieważ oglądając Projekt UFO ciężko stwierdzić czy twórcy chcieli iść w pełnokrwisty dramat, czy może czarną komedię. Zostali gdzieś pośrodku, co nie działa zbyt dobrze i nie pozwala wybrzmieć historii. Jednym z ważniejszym elementów poruszanych w serialu jest szerzenie dezinformacji i fake newsów, co jest w dzisiejszych czasach także niezwykle aktualnym tematem. I tutaj też nie zostało to do końca wykorzystane. Projekt UFO próbuje gdzieś tam balansować i zadawać uniwersalne pytania o manipulowanie społeczeństwem i tym czym jest prawda.
Kolejnym zarzutem jaki kieruję do serialu jest niesamowity pośpiech. Paradoskalnie ten liczący cztery odcinki miniserial wlecze się jak flaki z olejem, ale jednocześnie przesuwa fabułę bardzo szybko do przodu. Tak, jakby twórcy musieli za wszelką cenę zakończyć tę historię w takim a nie innym metrażu. Spora liczba wątków ginie gdzies w narracyjnym chaosie i to czuć w trakcie oglądania.
Projekt UFO to serial z ogromnym potencjałem, który leci nieco zygzakiem. To nie jest złe kino. To raczej kino specyficzne, które nie do końca wie, jak powiedzieć to, co chce powiedzieć. Jeśli jesteś fanem klimatów PRL, miejskich legend i spiskowych teorii dziejów, to warto dać mu szansę, choćby dla atmosfery i świetnej oprawy wizualnej. Ale jeśli szukasz głębi, fabularnego napięcia i emocjonalnej podróży, możesz poczuć się tak, jakbyś patrzył w niebo i czekał na UFO, które jednak nie przylatuje.