„Dalej jazda 2” usiłuje dość zgrabnie zatuszować zakłopotanie po kompletnie nieśmiesznej części pierwszej 5
„Chrapią, to chyba żyją” - cieszą się dzieci i wnuki Józefa oraz Elżbiety. Emeryci wysyłają ostatnio bliskim niepozostawiające złudzeń sygnały o własnych słabościach. Elżbieta ewidentnie miewa zaniki pamięci. „Żadne bara bara” – obruszy się staruszka na niewinną uwagę swojej córki. Barbara chciała przypomnieć matce o swoim istnieniu, ale została potraktowana jako ktoś obcy. Niewiele lepiej jest z Józefem. Mężczyzna chciałby ubiec los ostateczny i powoli szykuje się do śmierci, dyktując synowi menu, jakie ten powinien zaproponować podczas spodziewanej stypy. „Urna jego mać!” – wyrwie się czasem z piersi pozornie gasnącego, ale wciąż pełnego wigoru staruszka. Dzieci i wnukowie wpadają na wspólną myśl, chcąc zorganizować powtórny ślub Eli i Józefa. To wydarzenie powinno skonsolidować rodzinę i nadać dziadkom nowe siły witalne. Dzieci też przeżywają kryzys swojego związku. Basia ma dość stagnacji w małżeństwie z Andrzejem. Wnuki ledwo doczekały się dziecka, lecz Sebastian nie śpieszy się z oświadczynami oczekującej ich Justynie. Nawet najbliższy przyjaciel Józefa nie umie poradzić sobie z niefartem. Życzliwa mu redaktorka lokalnego radia wyda się mężczyźnie zbyt wysublimowana jak na jego potencjał osobisty.
„Co ja, jakiś Ibisz jestem?” – irytuje się Józef, gdy przymierzają mu garnitur do ponownego ślubu. Elżbieta na wieść o uroczystości poniekąd odzyskała energię, ale z pamięcią nadal miewa kłopoty. „A kto to jest ta?” – pyta bezradnie, stojąc naprzeciw lustra, wskazując swoje ciało przyobleczone w białą suknię. „Babcia ostrzegała, że wpędzisz mnie w lata” – wyzna samokrytycznie Elżbieta. Józef nawet nie umie prostować kolejnych andronów małżonki. Cała rodzina jednak zwiera szyki, by nadać życiu staruszków nową rangę. Antoni wspiera przyjaciela, samemu nieudolnie klecąc na boku własne szczęście. „Chcę cię na świadka!” – apodyktycznie oznajmia Józef. „Na pogrzebie?” – pyta zdezorientowany Antoni. W tym konglomeracie niemal rodzinnym wszystkie zamierzenia pachną improwizacją i absurdem. Nawet obrączki wędrują z jednych palców na kolejne. Kwitujący ten ambaras miejscowy ksiądz już powoli nie nadąża za gmatwaniną oczekiwań jego parafialnych duszyczek. „Trzeba zrobić masę, żeby nadawać się na biskupa” – oznajmi gosposia, podsuwając wciąż jeszcze szczupłemu dobrodziejowi parujące półmiski obiadowych dań. Ksiądz z odrazą odsuwa wonne delicje. Problemów w plebanii nie da się jednak odłożyć na bok.
Dalej jazda 2 usiłuje dość zgrabnie zatuszować zakłopotanie po kompletnie nieśmiesznej części pierwszej. Twórcy poprawki połowicznie wyciągnęli wnioski z porażki filmu poprzedzającego. Tym razem przynajmniej dość precyzyjnie zakreślono plan nowej konstrukcji, nie pozwalając aktorom potykać się o niedoróbki scenariusza. Do doborowej obsady, która paradoksalnie uprzednio nie tworzyła monolitu, dołączono Cezarego Pazurę, Bohdana Łazukę oraz Marię Winiarską. Ten krótkoterminowy transfer osobowy nie zagwarantował wprawdzie patentu na wzniecenie powszechnej wesołości widzów. Dał jednakowoż nadzieję, iż scenarzyści dość niechlujnie ongiś zrealizowanej głupawki nie odważą się ponownie zaproponować swoim wykonawcom do odegrania wyrobu ćwierć komediowego. W edycji trzeciej będzie zatem szansa na kolejny skok artystyczny. Trend jest obiecujący.
„Nie masz grzesznych myśli?” – pyta ksiądz spowiadający Józefa, który jeszcze niedawno planował stypę po swoim pogrzebie i nagle zmienił życiowe priorytety. „Czasem by się chciało…” – wymownie zawiesi głos rozmarzony emeryt. „Ale dopiero po ślubie!” – zastrzega pryncypialnym głosem ksiądz. Chęci więc są, możliwości jeszcze ostatecznie nie zniknęły. Motywacje mogą jednak uczynić cuda, urna jego mać!