W świecie, w którym ludzkość utraciła zdolność do marzeń, jedno stworzenie pozostaje oczarowane zanikającymi iluzjami świata snów. Ten potwór, dryfujący w marzeniach, trzyma się wizji, których nikt inny nie może zobaczyć — aż do momentu pojawienia się kobiety. Obdarzona rzadką mocą postrzegania tych iluzji takimi, jakimi naprawdę są, postanawia wejść do snów potwora, zdeterminowana, by odkryć prawdę, która w nich tkwi.
Tomasz Misiewicz krytyk
7 FDB

Sceptycy zarzucą „Zmartwychwstaniu” bałagan narracyjny, chaos, spod którego trudno wydobyć logiczny ekstrakt

„Jakich drzwi nie da się otworzyć?” - pyta enigmatyczne echo. „Drzwi umysłu.” - odpowie ono samo. Deliriant znalazł się poza stanem swojej świadomości. Nie ma wpływu na własne losy. Jego ciało jeszcze spełnia podstawowe funkcje, oddycha, emituje ciepło, żyje. Mózg śni i analizuje dotychczasowe doświadczenia swojego właściciela. Myśli Delirianta krążą wokół spraw, które nie pozwalały przejść do porządku dziennego nad ich zaniechaniem. Proces kontroluje patronka, która nawinie „strumień świadomości” wyłączonego ze zwykłych czynności codziennych osobnika na rolkę kamery filmowej. On sam czuje się tak, jakby był świadkiem pokazu w kinie niemym. To co widzi niekoniecznie koresponduje z tym, co powinno być wypowiedziane. Deliriant chwilowo ma problemy z postrzeganiem. Pozostałe zmysły nie opuściły złożonego niemocą. Wszystkie one mogą wręcz dopiero teraz dać upust swojej aktywności.

Zmartwychwstanie (2025) -

Słuch został naruszony, ale i tak odbiera impulsy. Deliriant porusza się częściowo po świecie realnym, choć zdany będzie niemal wyłącznie na własna wyobraźnię. Tam dochodzi do zderzenia fikcji z okruchami prawdy wcześniej zapamiętanej. „Do jakiej organizacji należysz?” - usłyszy wcielając się w ciało wywiadowcy. „Wyłącznie do siebie.” - odpowie tym, którzy chcą wyeliminować Delirianta posądzanego o tajne konszachty z siłami wrogimi otoczeniu. Do gry włączy się kolejny ze zmysłów. „Gdy mieszkałem w twoim zębie, znałem twoje grzechy. Teraz chcę wiedzieć, jak smakują” - wyjaśnia mnich byłemu fanatycznemu wyznawcy istotę własnej filozofii. Obaj chwilowo przeszli z relacji poddańczych na partnerskie. Ząb nie daje o sobie zapomnieć. Boli? Znaczy, że istota żyje.

Deliriant pod postacią karcianego kanciarza szuka wspólnika do misternych oszustw przy stoliku. Z grona rozważanych wybrał nieletnią dziewczynkę. Taka będzie pojętna, posłuszna, lojalna. Deliriant nauczy kandydatkę podstawowych tricków i prawideł fachu. Młody organizm jest jeszcze niezmanierowany „dorosłymi” nawykami. Dziecko może być optymalnym parterem przy okazji realizacji zuchwałego oszustwa. Wystarczy przekonać przyszłą ofiarę, iż węch jest użyteczny podczas szulerskich ustawek. Pecunia non olet? Karty mogą pachnieć! Ten, kto pozna ich woń, przejmie kontrolę nad rozgrywką.

Zmartwychwstanie (2025) -

Schyłek dwudziestego wieku symbolicznie zwieńczy starą epokę. Na ulicach fajerwerki zawładną niebem. W cieniu hałaśliwej i jaskrawej kanonady dokona się wiele ciemnych porachunków. Deliriant tymczasem przemierza ulice w towarzystwie dziewczyny. Ich peregrynacja nie ma określonego celu. Oboje chcą ewentualnie poznać wspólnie smakujący świt nowego stulecia. Wędrują zaśmieconymi zakamarkami, odkrywają zapuszczone kwartały, wzajemnie cieszą się życiem. Wreszcie wpadną sobie w ramiona, naruszając tabu dotąd zastrzeżonej nietykalności. Zewrą się w bolesnym uścisku. Deliriant może się wybudzić ze snu. Wszak poczuje dotyk, wręcz ból istnienia.

Zmartwychwstanie” ma szansę podzielić publikę na co najmniej dwa biegunowe obozy estetyczne. Wśród zapamiętałych wyznawców tego rodzaju kina przeważy być może fascynacja wyszukaną formą oniryczną. Sprawi ona, iż widza wypełni zauroczenie znane z lat pacholęcej inicjacji refleksami srebrnego ekranu. To wówczas film smakował najlepiej, opierając swoją magię na fantasmagoryjnych emocjach i niepoznanych uprzednio doznaniach wizualnych. Sceptycy zarzucą „Zmartwychwstaniu” bałagan narracyjny, chaos, spod którego trudno wydobyć logiczny ekstrakt. Obie argumentacje nie będą pozbawione podstaw. Gan Bi na filmowe płótno rzucił kilka konwencji naraz. Powstały z tego kolaż usiłuje wysnuć ze swoich ram przesłanie dosadne i jednoznacznie zniewalające. Nie wiadomo jednak, które z nich okaże się tym najbardziej dominującym. Gan Bi próbował otworzyć niniejszym drzwi umysłu swojego odbiorcy. Czy nie zapomniał przypadkiem, że to wyzwanie należy do zgoła niewykonalnych?

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze do filmu

0
Skomentuj jako pierwszy.
Nawigacja

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dźwiękowa

Fabuła

Multimedia

Pozostałe

Zarządzanie