Po ukończeniu nauki Tayfun dowiaduje się od swoich przybranych rodziców i hologramu ojca, że jest ostatnim przedstawicielem, zniszczonej planety Krypton i posiada nadludzkie moce. Wiodąc życie reportera w jedne z gazet, zmienia się w superbohatera, gdy zachodzi konieczność ocalenia czyjegoś życia. Wkrótce przyjdzie mu zmierzyć się z szajką bandytów, którzy z pomocą kawałka kryptonitu, chcących stworzyć urządzenie zmieniające wszystko w złoto.

Typowy kich tureckiego kina, który może zniszczyć dowolną superprodukcję. 2

Każdy, kto choć trochę zna tureckie kino wie, że robione przez tamtejszych filmowców wersje hollywoodzkich superprodukcji są czymś zupełnie innym, niż oryginały i śmiało można nazwać tandetnymi szmirami. „Turecki Superman” nie jest wyjątkiem. Po raz kolejny bowiem jest to film robiony przy wyjątkowo niskim budżecie, wypełniony materiałami filmowymi i muzyką bezwstydnie skradzioną z materiału źródłowego.

Filmowi nie pomaga ani scenariusz, ani obsada. Fabuła tylko z pozoru przypomina oryginał i składa się głównie z ludzi biegających tu i tam oraz Supermana, który ratuje porywaną co jakiś czas Lois Lane. Nie ma tu również super złoczyńców, z którymi mógłby walczyć Superman, więc zagrożenie jest niewielkie i ogranicza się do kolejnych opryszków, jakich pokonuje klapsami. Sam bohater jest również daleki od ideału. Tayfun Demir jest nijaki i sztywny, a jego jedynym atutem jest najwyraźniej to, że jest wyższy od innych, co podkreśla jego moce. Jeśli chodzi o aktorstwo pozostałej obsady, to jest ono raczej chałupnicze, choć nie mogę go w pełni skomentować, ponieważ nie znam tureckiego.

Film jest technicznie nieudolny, a braki funduszy bezwstydnie zastępowane tandetnymi dekoracjami (czego najlepszym przykładem jest wykorzystanie świątecznych lampek i dekoracji na czarnych zasłonach mających symulować planetę Krypton). Równie źle prezentują się efekty specjalne bijące po oczach w każdej scenie, gdzie z nich korzystano. Co ciekawe jego twórcy zakpili sobie z praw autorskich, nie tylko wykorzystując postać Supermana, ale także ścieżkę dźwiękową, składającą się z oryginalnego motywu z kilkoma wstawkami, wyrwanymi z filmów o Jamesie Bondzie.

Film nie wyróżnia się absolutnie niczym i choć trwa jedynie 68 minut to wystarczy, żeby zanudzić widza.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 0
Skomentuj jako pierwszy.
Więcej informacji

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dzwiękowa

Fabuła

Multimedia

Pozostałe

Proszę czekać…