„List do mojej młodości” wydaje się co nieco przydługim kazaniem dydaktycznym przeznaczonym dla krnąbrnej młodzieży, która nie szanuje autorytetów i na każdym kroku je kwestionuje 4
„Sto lat, skarbie!” - oznajmia napis na pamiątkowym kubku, jaki pan Simon otrzymał zapewne od żony. Przedmiot stoi w eksponowanym miejscu pokoju emeryta. Dla mężczyzny naczynie ma wartość szczególną. Simonowi do rzeczonej setki jeszcze nieco brakuje, ale przyszły jubilat powoli gubi sens życia. Najpierw mężczyzna stracił syna. Chłopak zginął w wypadku samochodowym. Simon, mimo sześciu lat od tragedii, nie może sobie darować, iż nie wyposażył dziecka przed feralną eskapadą w kask motocyklowy. Niedawno zmarła z kolei żona Simona. Mężczyzna nie może znaleźć sobie miejsca w życiu. W okolicy funkcjonuje sierociniec dziecięcy. Właśnie pozbyto się dyrektora nieudolnie zarządzającego placówką. Simon przyjmuje propozycję chwilowego przewodniczenia zakładowi. W sierocińcu trwa tymczasowe rozprzężenie wychowawcze. Niefortunnie zmarła jedna z dziewcząt w ośrodku. Poprzedni dyrektor zaniechał działań ratowniczych. Brat dziewczyny wyraża czynny żal z zaistniałych okoliczności. Kefas góruje nad resztą dzieci ośrodka nie tylko wiekiem i wzrostem, ale również temperamentem oraz charyzmą. Chłopak ma posłuch wśród rówieśników, choć nie wszystkim podoba się, jak nastolatek lekceważy zasady współżycia, narusza normy wspólnoty, kwestionuje autorytet wychowawców.
Simon już wybrał swoją trumnę, wytargował ze sprzedawcą przystępną cenę, poprosił kogoś bliskiego o wygłoszenie mowy pogrzebowej. Propozycja nadzoru nad sierocińcem spadła na mężczyznę nieoczekiwanie. Co szkodzi podjąć misję, zwłaszcza że ostatnie chwile można wypełnić innymi aktywnościami niż planowanie własnego zgonu? Pan Simon trafi jednak na przełomowy moment instytucji, jaką mu przyjdzie kierować. Podziwiany przez równolatków Kefas trzęsie zakładem, narzucając dzieciom swoje humory. Zwarcie dwóch osobowości jest nieuniknione. Simon lata świetności ma za sobą. Kefas czuje się w swoim żywiole, choć bywa upokarzany i zagrożony relegowaniem z murów zakładu. Pozostałe dzieci czekają pokornie na nowe spotkanie adopcyjne. Podczas takiego zebrania zgłoszą się potencjalni „rodzice” chętni usynowić młodociane sieroty. Ekscesy Kefasa na razie wstrzymują ten długo wyczekiwany proces.
List do mojej młodości wydaje się co nieco przydługim kazaniem dydaktycznym przeznaczonym dla krnąbrnej młodzieży, która nie szanuje autorytetów i na każdym kroku je kwestionuje. Po wyeliminowaniu głównych środków perswazyjnych w celu uczłowieczenia niewdzięcznych małolatów może w tej przemowie nie zostać wiele naprawdę przekonujących atutów. Pan Simon przeżył niedawno osobistą tragedię, lecz wcześniej był pacjentem tego samego sierocińca, co Kefas. Czyż trzeba lepszych dowodów, by młodemu buntownikowi odebrać podstawowe argumenty w zwarciu z nauczycielami? Nowy opiekun nie działa wszak w złej wierze ani we własnym interesie. Przesłodzona opowieść autorstwa Sim F. nie zaprowadzi jednak młodego widza do żadnych przesądzających wniosków. Swoją natrętną retoryką może zaś odstręczyć od obejrzenia podobnie naiwnych bajek w ogóle.
Pan Simon zakończył kontrakt w sierocińcu. Swoją postawą zaskarbił sobie sympatię podwładnych. Procesy adopcyjne niemrawo ruszyły z miejsca. Simon wypełnił z powodzeniem ambitną misję i chciałby skwitować swój żywot skutecznym aktem samobójczym. Dzieci z sierocińca dowiadują się o tych szalonych zamiarach, zrobią więc wszystko, by powstrzymać ukochanego wychowawcę przed krokiem nieodwołalnym. „To sprawa życia i śmierci!” - mobilizuje do działania Kefas swoich przyjaciół z ośrodka. Za czym opowiedzą się nieświadome sieroty, którym los uszczknął spory kawałek życia?
