Nieznane nagrania i relacje przybliżają szokującą i niejednoznaczną sprawę Lucy Letby - pielęgniarki neonatologicznej skazanej za morderstwa noworodków.

Dokument Dominica Sivyera może rozczarować tych, którzy chcieliby otrzymać po projekcji jasny przekaz informacyjny 6

„Zajmijcie się kocurkami.” - rzuci do rodziców trzydziestoletnia Lucy Letby. Przed domem kobiety zjawili się właśnie funkcjonariusze policji brytyjskiej. W klinice położniczej, gdzie pracuje Lucy, doszło do zgonów siedmiu noworodków. Po drobiazgowym i przewlekłym śledztwie wysnuto logicznie nasuwający się wniosek: Letby była obecna na każdym dyżurów w roli opiekunki dzieci, które potem zmarły. „Lucy jako pielęgniarka niczym się nie wyróżniała.” - wspomina po latach jeden z lekarzy, choć wszyscy zgodnie doceniali jej profesjonalizm. Sprawa nie jest jednoznaczna. Niemowlaki umierały w rozmaitych okolicznościach. Śledczy nie potrafili znaleźć klucza, wedle jakiego dochodziło do tajemniczych zgonów. Skala procederu jednak skutecznie zaalarmowała opinię publiczną, a w ślad za nią organy dochodzeniowe. Nad śledztwem pochyliły się dziesiątki osób, drobiazgowo analizując wszystkie możliwości. W efekcie to właśnie Letby została aresztowana i postawiona przed sądem. Lucy jest bezdzietna. Uwaga o kotach pozostawionych chwilowo bez opieki wyda się symptomatyczna. Letby miała nadzorować wczesny proces hospitalizacji niemowlaków. Nadzór był jednak niezbyt troskliwy. Koty zostaną objęte prawdopodobnie lepszą kuratelą.

„Pomysł, że przez pomyłkę wzięła 250 dokumentów medycznych do domu był zdumiewający.” - argumentuje prawnik wyjaśniający proceder szpitalnych zgonów. Tak właśnie miała się tłumaczyć Letby, w mieszkaniu której znaleziono między innymi karty pacjentów. Po co szeregowej pielęgniarce taka dokumentacja? Podobne praktyki są ponadto surowo zabronione. Lucy coraz bardziej pogrąża się w zeznaniach, choć dochodzeniowi mają problem z wykazaniem ewidentnej winy młodej pielęgniarki. Na wiele pytań Letby odmawia odpowiedzi, po usłyszeniu innych długo myśli. Kobieta często zasłania się niepamięcią. Proces toczy się etapami. Kolejne jego odsłony nie przynoszą przesadzających rozstrzygnięć. W efekcie Lucy zostaje wykluczona z zawodu pielęgniarskiego, a wreszcie skazana na dożywotni wyrok. Werdykt sądu podzielił opinię publiczną. Liczne apelacje wniosły do sprawy jeszcze większy zamęt, mnożąc wątpliwości wobec orzeczenia wymiaru sprawiedliwości. „Zmieniała metody i była pomysłowa w działaniach.” - stwierdza oskarżyciel. Letby miała truć noworodki insuliną, przekarmiać je, wstrzykiwać im powietrze. Notatki osobiste znalezione w domu skazanej dodatkowo pogrążają kobietę. „Jestem diabłem, zrobiłam to.” - takie zapiski nie mogły być wprawdzie dowodami w sprawie, ale stawiały w złym świetle obraz pielęgniarki. „Nie ma motywu.” - kwestionuje postanowienia sądu adwokat, wskazując przy okazji na brak monitoringu szpitalnego, który miałby przesądzić o roli Lucy Letby w zajściach z Chester Hospital.

Śledztwo w sprawie Lucy Letby” to opowieść o drobiazgowym systemie egzekutywy prawnej angażującym w swoje działania setki osób po to, by udowodnić ostateczną prawdę materialną. Dokument Dominica Sivyera może rozczarować tych, którzy chcieliby otrzymać po projekcji jasny przekaz informacyjny. Film niniejszy takiej gwarancji nie daje, mnożąc wątpliwości na temat sprawy, która wszelako zakończyła się wyrokiem skazującym. To zatem opowieść nie tyle o samej Lucy Letby i jej historii, co przyczynek do rozważań nad stanem, który gwarantuje, że więzienia nie będą przepełnione niewinnymi, bo wymiar sprawiedliwości zaniechał skrupulatnego wysłuchania argumentów przeciw aktom oskarżenia. „Jeśli ta kobieta jest niewinna, to ma niezłego pecha.” - deliberuje ktoś zaangażowany w spektakularny przewód sądowy. Zmarłe noworodki miały go jednak zdecydowanie więcej.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 0
Skomentuj jako pierwszy.
Więcej informacji

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dźwiękowa

Fabuła

Multimedia

Pozostałe

Proszę czekać…