Ewenement Kabuki po obejrzeniu filmu Sang-il Lee może pozostać zjawiskiem tak samo enigmatycznym, groteskowym i niepojętym dla zwykłego obserwatora jak i przed seansem „Kokuho”. 5
Rodzice nastoletniego Kikuo giną w zamachu. Nie do końca wiadomo, kto go dokonał ani w jakim celu. Chłopak zostaje sierotą. Pieczę nad jego dalszym wychowaniem przejmie zamożna rodzina luźno skoligacona z przodkami Kikuo. „Twoja matka chciała, byś zdobył dobry zawód” - wraca wspomnieniami nowy opiekun zdezorientowanego chłopca. Pan Hanijro jest doświadczonym aktorem teatru Kabuki. Kikuo już wcześniej zdradzał talenty amatorskie w tej dziedzinie sztuki. „To nie gejsza, to mój syn” – dumnie chwalił się jeszcze za życia ojciec młodzieńca. Przez scenę przemknęły nie do końca dające się zidentyfikować rozmaite sylwetki. W powszechnym odczuciu widzów mogły uchodzić za gejsze. Jedną z nich był Kikuo. Chłopak zatem posiada predyspozycje, by zaistnieć w specyficznej formie teatralnej. Pan Hanijro ma już syna. Harue jest równolatkiem Kikuo. Zdolności aktorskie oraz ambicje osobiste zatem szybko skrzyżują się i rozniecą. Za Harue przemawia rodowód i renomowane nazwisko. Za Kikuo, poza uzdolnieniami, jedynie zapał. Rok 1965 to punkt wyjścia rywalizacji dwóch osobowości chętnych z Kabuki uczynić miejsce szlifowania indywidualnych kunsztów. Kraj Kwitnącej Wiśni od setek lat pielęgnuje kult teatru firmowanego tym szyldem. Nawet młodzi uznali, iż warto zdyskontować ambicje własne, stając w szranki właśnie pod egidą Kabuki.
„Uroda może być przeszkodą dla aktora” – usłyszy Kikuo od swojego trenera. Chłopak nie ma wiele do stracenia. Rodzina go opuściła. Teatr jest dla niego przepustką do przyszłości. Tu można zrealizować swoje marzenia. Urodziwa powierzchowność nie powinna kumulować na sobie spojrzeń, bo te odrywają prawdę od złudzenia. Pracy nad własnym warsztatem nie da się traktować powierzchownie. Pan Hanijro wyciska ósme poty ze swoich potencjalnych następców. Kikuo oraz Harue poddają się żmudnym treningom, by w przyszłości przejąć łaskawą schedę po mistrzu. Ten zapada na zdrowiu. Jako następcę do prolongowania swojej roli nieoczekiwanie wskaże Kikuo. Urażony syn demonstracyjnie opuszcza dom. Kikuo doczekał się córki. Dziewczynka widzi zagubienie ojca, który stracił motywację do samodoskonalenia scenicznego. Ubył mu konkurent, na jakiego tle Kikuo mógłby się wyróżniać. „Rozmawiasz z bogiem?” – pyta córka zatopionego w myślach ojca. – „Nie, zawarłem umowę z diabłem” – odpowiada Kikuo. Mija kilka lat. Drogi dawnych rywali zeszły się ponownie.
Kokuho wyznaczył sobie mimochodem dwa kluczowe zadania. Opowiedzieć historię zmagań adeptów teatru Kabuki w tej wyszukanej formule oraz opisać ją samą przystępnie zrozumiałym językiem dla tych, którzy pozostają poza zasięgiem japońskiego kręgu kulturowego. Oni zapewne zastanowią się nad fenomenem zagadnienia, szukając kluczy do zrozumienia istoty tego specyficznego gatunku. Zadanie pierwsze zostało wykonane połowicznie, niezbyt czytelnie eksploatując sens i efekty podjętej tu rywalizacji. Niewiele z niej wbrew pozorom wynika. Ewenement Kabuki po obejrzeniu filmu Sang-il Lee może z kolei pozostać zjawiskiem tak samo enigmatycznym, groteskowym i niepojętym dla zwykłego obserwatora jak i przed seansem Kokuho.
„Ciekawe, w jakich rolach obsadzają aktorów bez nogi?” –utyskuje Harue, który powrócił, by zmagać się na scenie z dawnym rywalem. Syn pana Hanijro poszedł w jego ślady. Nie został osobiście wyróżniony, lecz zwyczajnie zachorował. Martwica zaatakowała nogę aktora. Być może niezbędna będzie amputacja. Harue nie musi się jednak obawiać przyszłości zawodowej. W Kabuki gra się głównie twarzą. Choć z drugiej strony to uroda jest głównym obciążeniem dla aktora.
