Film w reżyserii Cesca Gaya nie zdradza konkretnych ambicji intelektualnych. Problem w tym, iż niniejsza fabuła wydaje się być wyzbyta także innych atutów. 3
Carol znajduje nieuzasadnioną przyjemność w obserwacjach rodzinnych. Kobieta eksperymentuje jednak na zapożyczonym "materiale" ludzkim. Julian, z którym się związała, ma trójkę rodzeństwa. Wspólne spotkania należą do wyjątków. Ale gdy już do nich dojdzie, Carol z satysfakcją śledzi utarczki, oparte zwykle na błahych niedopowiedzeniach, stanowiących perpetuum mobile do dalszych kuksańców i uszczypliwości. Tym razem pretekst do zwołania familijnego areopagu wydaje się uzasadniony. "Teść zaczął pokazywać penisa sąsiadkom" – ekscytuje się Carol. Wiekowy senior i zarazem ojciec Juliana, Natalii oraz Victora, popadł w starczą demencję, powoli tracąc kontrolę nad swoimi instynktami. "Rodzeństwo wykańcza" – wzdycha tymczasem Julian, bardziej obawiając się naprędce zwołanego "konsylium" niż stanem zdrowia ojca. Bliscy znają swoje wzajemne słabości i potrafią tą wiedzą kuglować. "Znajdę mu pracę, zostanie kierowcą" – wychodzi z propozycją wobec brata Victor. Julian utknął w drodze do realizacji kariery aktorskiej. Mimo poważnego wieku mężczyzna gra pomidora w jakiejś podrzędnej reklamie. "Jesteś szoferem ojca i lokajem żony" – zrewanżuje się bratu Julian. Ten z kolei wydał po latach starań upragnioną książkę. Rodzeństwo znajdzie powód do drwin, nie upatrując w lekturze Victora przesadnych wartości literackich. "Najpierw zajmiemy się członkiem taty, a potem żarówką" – usiłuje zdyscyplinować zebranych Natalia, chcąc ustalania wspólnego stanowiska wobec niestandardowych ekscesów ojca. Żarówka w domu nestora niebezpiecznie miga. Dzieci mają już więc dwa problemy, jakie powinny być szybko okiełznane.
"Skoro pokazuje penisa sąsiadce, niech to robi. W końcu żegna się z życiem" – dojdą do zgodnego wniosku zaproszeni oraz gospodarze wspólnej kolacji. Na plan pierwszy wyjdą inne "priorytety". Można przecież twórczo pokłócić się o wazon, w którym staną przyniesione przez przybyłych kwiaty. Wygląd naczynia poróżni diametralnie gusta zebranych. Trzeciorzędny element wystroju mieszkania wyzwoli z tam obecnych emocje, nakręcające towarzystwo w irracjonalnym sporze estetycznym. "Zaczniemy wreszcie spotkanie?" – ponagla braci Natalia, usiłując im przypomnieć, w jakim celu się tu właściwie zebrali. Temat ojca schodzi jednak wciąż na dalszy plan, ustępując miejsca docinkom o poziom książki Victora, drwinom nad nieambitnymi aspiracjami aktorskimi Juliana, skłonnościami Natalii. "Ty wymienisz żarówkę, jesteśmy feministami, jesteśmy za równouprawnieniem" – łączą siły przeciw apodyktycznej siostrze bracia. "Zostanę lesbijką!" – odgraża się niemłoda wszak Natalia. Ostentacyjny akt protestu już doszczętnie przesłoni temat ojca oddającego się lubieżnym skłonnościom.
53 niedziele to kameralna farsa o niezbyt czytelnych intencjach. Film w reżyserii Cesca Gaya nie zdradza konkretnych ambicji intelektualnych. Problem w tym, iż niniejsza fabuła wydaje się być wyzbyta także innych atutów. 53 niedziele sprawiają wrażenie marnej kopii perypetii czechosłowackiej rodziny Homolków, zekranizowanej przed półwieczem. Porównanie nie wypada korzystnie dla hiszpańskiej komedii: oryginał był przynajmniej śmieszny. "Idę do apteki, nie kłóćcie się beze mnie" – uprasza gości Carol. Pozbawiona uroków rodzinnej integracji kobieta lubi obserwować, co ją w życiu ominęło. Na pytanie, czy coś cennego, Carol bez zająknięcia może odpowiedzieć: pomidor!
