Pokojowy protest przerodził się w brutalne starcie z policją, a jego organizatorzy stanęli przed sądem. Tak rozpoczął się jeden z najgłośniejszych procesów w historii.
Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

Artystycznie spełnione, społecznie potrzebne. Żywiołowe i rześkie rozważania o aktywizmie z zapachem marihuany unoszącym się w powietrzu. Można o wojnie intensywnie bez nadawania z frontu. 8

Segregacja społeczna, upolitycznianie wszystkiego, manipulowanie elektoratem i pytanie o granice pokojowych demonstracji, a wstęp do rewolucji. Intelektualnym manifestem, ekstraktem z nieobojętności wobec państwa, aktywizmu i walki o autonomię oraz pokój, jest pulsujący i impulsywny, a jednocześnie nieprzerwanie myślący i prowadzony lekką ręką doskonale Proces siódemki z Chicago. Oficjalnie niemalże jedno miejsce, niejedne emocje, niejedna idea, jedna najważniejsza sprawa - Wojna w Wietnamie. Kino, które doskonale pokazuje, jak przerażająco wojna jest wpisana w ludzkie DNA i przesiąkła każdą glebę na tej planecie. Bez wzniosłości, propagandy i wielkiego superbohaterstwa, a z umiejętnie użytym poczuciem humoru o chorobach toczących Amerykę, ale i cały świat. Trochę mamy do czynienia dla niektórych z 7 psychopatami, 7 wspaniałymi, a może po prostu niezawistną siódemką.

Proces Siódemki z Chicago (2020) - Sacha Baron Cohen

Koniec lat 60. Historycznie znana i bardzo istotna data w czasach wielkiego hałasu - dumnych przemów rządzących o patriotycznej postawie Amerykanów jadących na wojnie w Wietnamie i przeciwników robienia z obywateli mięsa armatniego i przelewania krwi niewinnych we własnych interesach. Nadchodzi konwencja demokratów z Chicago. Tam pojawiają się pokojowi protestanci. Jednak dochodzi do krwawego starcia z Policją oraz Gwardią Narodową, która miała przyzwolenie na zastosowanie niecodziennego okrucieństwa wobec grupy posiadającej broń w krtani i atakującą hasłami pragnących pokoju na świecie i poetów czytających wiersze. Siedmiu uczestników demonstracji, którzy byli organizatorami i ważnymi członkami działającymi w opozycji już dawno nie jako debiutanci, zostali postawieni przed sądem. I właśnie podczas tej rozprawy, poruszamy się po planszy przeszłości, odniesień, a sala sądowa wręcz bucha od stronniczego sędziego i sprzeciwu wobec braku szansy obrony oraz jego ignorancji „naszych” jednostek animalnych. Proces wygląda, nawet nie próbuje subtelnie udawać, jakby od początku wyrok w tej sprawie był już przesądzony. Jednak całe przedstawienie musi się odbyć, by status niezawisłych sądów i państwa prawa nie został nadszarpnięty oraz wydźwięk społeczny i medialny był, jak najbardziej korzystny dla państwa opiekującego się swoimi obywatelami, które odseparowuje od nich zwyrodnialców, szukających prowokacji i niepowtarzających: „God bless America.”

Proces siódemki z Chicago to połączenie hippisów w świecie „Procesu Kafki”, zaangażowania Kena Loacha, a jednocześnie narracji żywotnej i żwawej, nieskupiającej się na wiernej rekonstrukcji od linijki tamtych wydarzeń, koncentrującej na sobie widza i otumaniającej, jak czytanie „Skowytu” Ginsberga z zapalonym skrętem. Słowa lecą tutaj z prędkością światła, pełne błyskotliwości, zadziorności i zaczepności, ale nikt nie nazywa uczuć i emocji, czy sytuacji za nas. Wygląda ona jednoznacznie i karykaturalnie na sali sądowej i niektórzy z członków 7 buntowników nie bez powodów podkreślają to swoimi brawurowymi pomysłami np. przyjście na salę sądową również w togach. Jest to wszystko nieczołobitne, nieoderwane od rzeczywistości, pokazujące skalę upolitycznionego procesu.

Proces Siódemki z Chicago (2020) - Jeremy Strong (I)

Imponujący jest balans jaki potrafi zachować ten film. Z jednej strony mamy rześkie reakcje bieżące na sali, które za każdym kolejnym okrzykiem sędziego „sprzeciw”, powodują, że widz w kinie, w myślach chce się sprzeciwić sprzeciwowi, z drugiej bardzo rzetelnie i nieobojętnie serwuje się nam szczegółowe, bardzo inteligentne, nie zawsze jednoznaczne, symboliczne, ale czasami po prostu pełne adrenaliny sceny rozmów, spotkań z policją. Film doskonale nie gubi się w swojej prędkości i na kilku płaszczyznach opowiadania.

Proces siódemki z Chicago z wielką wyobraźnią również szkicuje, na gorąco przedstawia nam kilka postaw aktywistycznych, wewnętrzne spięcia pomiędzy tymi, którzy przychodzą na manifestacje po blantach i innymi, którzy mają koszulę zapiętą po samą szyję. Mają oni te same ideały, napędza ich ta sama niezgoda, jednak sposób referowania tego jest inny. Z dużą dbałością o detale, bez zaniedbania i skrótów reżyser pogłębia te postaci, od niewierzących w skuteczność powtarzania „proszę”, jeżeli ktoś wystawia w Twoją stronę broń, po przekonanie, że nie można poddać się tej samej narracji agresji. Każdy z nich toczy też wewnętrzną walkę ze swoją naturą, usposobieniem, by było skuteczne dla sprawy wartej tyle dla nich, co własne życie i nie rozmijało się z ich energią. Jednak, to co najmniej 120 uderzeń serca i doskonały dowód na to, że ludzie to żywioł często trudny do powstrzymania i kontrolowania.

Proces Siódemki z Chicago (2020) - Jeremy Strong (I)

Poszukiwanie ludzkiego wymiaru po stronie wymiaru sprawiedliwości i pokazanie tego zróżnicowanego, ale bezdyskusyjnie obecnego po stronie manifestujących jest świetnie wyrzeźbione, a właściwie nie jest stałą masą, a płynną i naprawdę szkoda dla dialogów, żarliwości i scen wymownych, bez żadnego populizmu zdań, mrugać oczami w kinie. W tym opowiadaniu nie ma pustych miejsc, a jednocześnie jest przestrzeń do refleksji.

By opowiadać o wojnie, nie trzeba być na froncie. By opowiadać o historycznej, krwawej i bolesnej demonstracji obywatelskiej nie trzeba tego nadawać na żywo, z miejsca wydarzeń, podekscytowanym, dziennikarskim głosem, czy dramatyczną jednoznacznie narracją. „Już byliśmy mili”, już wiele razy to nic nie dało, a film niekrzykliwie łączy się porażająco z czasami obecnymi i nie wspominamy tamtych ze spokojnym i zrównoważonym oddechem, a w celu nauki na (nie)odległą przyszłość.

0 z 3 osoby uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Komentarze do filmu 2
Redox 7

7+/10 Określenie na ten film "Ludzie honoru 2.0", jest bardzo trafne. Solidny dramat sądowy z ciekawą polityczną historią w tle.
Reżysersko u Sorkina widać progress, bo "Proces Siódemki" jest znacznie lepiej zrealizowanym filmem od jego debiutu. O ile "Molly’s Game" momentami było po prostu solidnym rzemiosłem, to w nowym filmie Sorkin umiejętnie poprzez dynamiczny montaż, przeplatające się sceny z sądów i retrospekcji, nabiera odpowiedniej dynamiki w tym dramacie. Scenariuszowo jak to u Sorkina – majstersztyk. Dialogi, zarysowanie tła i postaci stoi tutaj na najelpszym poziomie scenopisarstwa.

Aż dziwne, że scenariusz do tak interesującej historii przeleżał aż 13 lat i w czasie developmentu przewijało się tak wielu reżyserów (Spielberg, Stiller, Greengrass[) i członków obsady (Will Smith czy Heath Ledger).

Khaosth 9

Wciągający dramat sądowy w którym wiara w zamierzeniu pokojowo protestujących przywódców zderza się ze ścianą dążącego do przykładnego wyroku sędziego. Żywiołowy, świetnie napisany (Sorkin), zagrany (Redmayne, Langella, Cohen, Rylance) i niejednoznaczny. Polecam!

Więcej informacji

Ogólne

Czy wiesz, że?

  • Ciekawostki
  • Wpadki
  • Pressbooki
  • Powiązane
  • Ścieżka dzwiękowa

Fabuła

Multimedia

Pozostałe

Proszę czekać…