Młody ortopeda musi pilnie się ożenić, aby otrzymać upragnione, spółdzielcze mieszkanie. Jego desperackie poszukiwania idealnej kandydatki na żonę prowadzą do serii zabawnych nieporozumień, które całkowicie wywracają jego życie do góry nogami.
Roksana Goly użytkownik
8

To filmowa perełka, która nie straciła nic ze swojego wdzięku, urzekając humorem i genialną kreacją Bogumiła Kobieli.

Człowiek z M-3 w reżyserii Leona Jeannota opowiada o losach młodego, sympatycznego lekarza ortopedy, Tomasza Piechockiego. Bohater niespodziewanie otrzymuje przydział na upragnione własne mieszkanie. Szybko okazuje się jednak, że administracyjne przepisy stawiają twardy warunek – lokal o metrażu M-3 przysługuje wyłącznie małżeństwom, a doktor ma zaledwie trzydzieści dni na zmianę stanu cywilnego. Rozpoczyna się więc lawina zwrotów akcji i zabawnych poszukiwań idealnej kandydatki na żonę.

Człowiek z M-3 (1968) - Bogumił Kobiela, Andrzej Szalawski, Krzysztof Litwin, Sylwester Przedwojewski

Tło filmu wiernie oddaje realia Polski lat 60. XX wieku. Okres ten charakteryzował się problemami mieszkaniowymi. Własne cztery kąty, spółdzielcze M-3 czy M-4, były dla obywateli absolutnym świętym Graalem. Zdobycie lokum wiązało się z biurokracją, przydziałami, a czasem – jak w filmie – z absurdalnymi wymogami formalnymi. Twórcy sprawnie przekuli te codzienne frustracje i absurdy PRL-u w satyryczną opowieść. Powstanie filmu było odpowiedzią na zapotrzebowanie na optymistyczne, miejskie komedie oswajające szarą rzeczywistość. Główna rola przypadła Bogumiłowi Kobieli w momencie, gdy był on już gwiazdą polskiego kina i estrady o ugruntowanej pozycji, uwielbianym przez publiczność komikiem o genialnym wyczuciu absurdu i tragikomicznym zacięciu (znanym m.in. z Zezowatego szczęścia). Obsadzenie go w roli neurotycznego, lecz uroczego doktora Tomasza było strzałem w dziesiątkę, który zapewnił dziełu status kultowego.

Bogumił Kobiela dźwigający ciężar głównej roli daje popis niezwykłego aktorstwa. Jego bohater budzi natychmiastową sympatię. Nieporadny, miotający się między presją otoczenia a własnymi marzeniami, jest autentyczny w każdym geście. Na tle Kobieli partnerujące mu aktorki wypadają znakomicie, tworząc barwną mozaikę kobiecych typów tamtej epoki. Każda z kandydatek wnoszących do życia doktora odmienny temperament wyraźnie zaznacza swoją obecność. W moim odczuciu najlepiej wypada wątek z Ewą Szykulską, która wcieliła się w rolę zazdrosnej Marty. Szykulska – młodziutka, o niezwykłym uroku i temperamencie – kradnie każdą scenę, w której się pojawia, doskonale budując dynamikę relacji z głównym bohaterem. Jej zazdrość i energia stanowią idealny, komediowy kontrast dla stonowanego, zagubionego doktora.

Człowiek z M-3 (1968) - Barbara Modelska, Tadeusz Kondrat, Bogumił Kobiela

Finał filmu przynosi przewrotną, ciepłą konkluzję. Przez cały seans doktor Piechocki gorączkowo przeczesuje Warszawę w poszukiwaniu żony, która umożliwi mu przejęcie upragnionego klucza do mieszkania. Los bywa jednak przewrotny – gdy formalne starania ostatecznie zawodzą, okazuje się, że ta jedyna, prawdziwa i idealna partnerka była cały czas tuż obok, a mianowicie na szpitalnym oddziale jako pacjentka ze złamaną nogą.

Choć od premiery Człowieka z M-3 minęło już kilkadziesiąt lat, tę ciepłą, mądrą komedię wciąż ogląda się znakomicie. To filmowa perełka, która nie straciła nic ze swojego wdzięku, urzekając humorem i genialną kreacją Bogumiła Kobieli.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze do filmu

1
9

Znakomita polska komedia z tych lat, które uwielbiam najbardziej, czyli lat sześćdziesiątych. Urocza z wysublimowanym humorem, bez nie potrzebnego przeklinania. Tylko oglądać! Kobiela w znakomitej jak zawsze formie.

Nawigacja

Ogólne

Czy wiesz, że?

Fabuła

Multimedia

Pozostałe

Zarządzanie