Roksana Goly użytkownik
To filmowa perełka, która nie straciła nic ze swojego wdzięku, urzekając humorem i genialną kreacją Bogumiła Kobieli.
Człowiek z M-3 w reżyserii Leona Jeannota opowiada o losach młodego, sympatycznego lekarza ortopedy, Tomasza Piechockiego. Bohater niespodziewanie otrzymuje przydział na upragnione własne mieszkanie. Szybko okazuje się jednak, że administracyjne przepisy stawiają twardy warunek – lokal o metrażu M-3 przysługuje wyłącznie małżeństwom, a doktor ma zaledwie trzydzieści dni na zmianę stanu cywilnego. Rozpoczyna się więc lawina zwrotów akcji i zabawnych poszukiwań idealnej kandydatki na żonę.
Tło filmu wiernie oddaje realia Polski lat 60. XX wieku. Okres ten charakteryzował się problemami mieszkaniowymi. Własne cztery kąty, spółdzielcze M-3 czy M-4, były dla obywateli absolutnym świętym Graalem. Zdobycie lokum wiązało się z biurokracją, przydziałami, a czasem – jak w filmie – z absurdalnymi wymogami formalnymi. Twórcy sprawnie przekuli te codzienne frustracje i absurdy PRL-u w satyryczną opowieść. Powstanie filmu było odpowiedzią na zapotrzebowanie na optymistyczne, miejskie komedie oswajające szarą rzeczywistość. Główna rola przypadła Bogumiłowi Kobieli w momencie, gdy był on już gwiazdą polskiego kina i estrady o ugruntowanej pozycji, uwielbianym przez publiczność komikiem o genialnym wyczuciu absurdu i tragikomicznym zacięciu (znanym m.in. z Zezowatego szczęścia). Obsadzenie go w roli neurotycznego, lecz uroczego doktora Tomasza było strzałem w dziesiątkę, który zapewnił dziełu status kultowego.
Bogumił Kobiela dźwigający ciężar głównej roli daje popis niezwykłego aktorstwa. Jego bohater budzi natychmiastową sympatię. Nieporadny, miotający się między presją otoczenia a własnymi marzeniami, jest autentyczny w każdym geście. Na tle Kobieli partnerujące mu aktorki wypadają znakomicie, tworząc barwną mozaikę kobiecych typów tamtej epoki. Każda z kandydatek wnoszących do życia doktora odmienny temperament wyraźnie zaznacza swoją obecność. W moim odczuciu najlepiej wypada wątek z Ewą Szykulską, która wcieliła się w rolę zazdrosnej Marty. Szykulska – młodziutka, o niezwykłym uroku i temperamencie – kradnie każdą scenę, w której się pojawia, doskonale budując dynamikę relacji z głównym bohaterem. Jej zazdrość i energia stanowią idealny, komediowy kontrast dla stonowanego, zagubionego doktora.
Finał filmu przynosi przewrotną, ciepłą konkluzję. Przez cały seans doktor Piechocki gorączkowo przeczesuje Warszawę w poszukiwaniu żony, która umożliwi mu przejęcie upragnionego klucza do mieszkania. Los bywa jednak przewrotny – gdy formalne starania ostatecznie zawodzą, okazuje się, że ta jedyna, prawdziwa i idealna partnerka była cały czas tuż obok, a mianowicie na szpitalnym oddziale jako pacjentka ze złamaną nogą.
Choć od premiery Człowieka z M-3 minęło już kilkadziesiąt lat, tę ciepłą, mądrą komedię wciąż ogląda się znakomicie. To filmowa perełka, która nie straciła nic ze swojego wdzięku, urzekając humorem i genialną kreacją Bogumiła Kobieli.
Znakomita polska komedia z tych lat, które uwielbiam najbardziej, czyli lat sześćdziesiątych. Urocza z wysublimowanym humorem, bez nie potrzebnego przeklinania. Tylko oglądać! Kobiela w znakomitej jak zawsze formie.