Gran Torino 7.9

Walt Kowalski to staroświecki, zamknięty w sobie weteran wojny. Poznajemy go w momencie, gdy stracił żonę. Odseparowany od rodziny i sąsiadów stara się prowadzić spokojne życie. Los mu na to jednak nie pozwala, ktoś bowiem usiłuje ukraść jego samochód - tytułowe Gran Torino. Nieprzyjemne zdarzenie owocuje z czasem prawdziwą przyjaźnią między nim a młodym Azjatą, mieszkającym w domu obok.

Recenzje

Eastwood, czemuż nas opuszczasz? 8
  • 2009-08-26
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Zapyziały rasista i weteran wojny w Korei, Walt Kowalski, właśnie stracił jedyne oparcie w swoim życiu, mianowicie ukochaną żonę. Kowalski ma, krótko mówiąc, ciężkie życie, ale dzięki sobie samemu. Nie potrafi dogadać się ze swoimi dorosłymi synami, być może dlatego, iż jeden z nich proponuje mu pobyt w domu spokojnej starości, nie potrafi zaakceptować swoich egzotycznych sąsiadów, którzy są chińskimi góralami z plemienia Hmong. Na dodatek jeden z nich, za namową miejscowego gangu, próbuje zasunąć mu wóz: Forda Gran Torino. Walt początkowo traktuje z niechęcią młodego Chińczyka, który w ramach odkupienia win postanawia u niego pracować. Z czasem jednak zaczyna z nim sympatyzować, a wkrótce postanawia rozprawić się z wyżej wspomnianym gangiem. Cóż, fabuła tego filmu nie jest może czymś odkrywczym, jednak ma swój urok. Tym urokiem mogę bez zająknięcia nazwać samego reżysera, który brawurowo wciela się w rolę zatwardziałego rasisty. Eastwood wielokrotnie udowadniał, że kreacje bezwzględnych, cynicznych twardzieli wychodzą mu najlepiej, a rolą Kowalskiego jeszcze podbudował tę opinię, panującą już w świecie filmu od dobrych kilkudziesięciu lat. Ale przecież ten obraz to nie tylko Eastwood i jego fenomenalna gra. Mamy tu także kilka innych aspektów, na które warto zwrócić szczególną uwagę podczas seansu.

Pierwszą z nich są na pewno świetnie napisane dialogi. Są naturalne, nie "polukrowane", jak to się ma w większości amerykańskich filmów, przeznaczonych dla szerszej publiczności. Bohaterowie klną, ile wlezie, ale nie jest to przeklinanie bezproduktywne. Może to głupio zabrzmi, ale niektóre ostrzejsze kwestie zawierają w sobie więcej prawdy niż długie, kulturalne przemowy, w niepotrzebnie przedłużonych scenach. Szczególnie tę tezę potwierdzają mądrości, serwowane nam przez samego Kowalskiego, który przeżył i widział za wiele, by milczeć. Z czasem zaczyna uświadamiać swojego młodego przyjaciela (jeśli mogę go tak nazwać). A już najbardziej dosadnym przykładem jest scena u fryzjera, jedna z najśmieszniejszych i najlepszych w filmie. Właśnie, co do komizmu. Film jest napakowany humorem po brzegi, choć porusza dość ważne i drażliwe tematy, w których w USA mówi się bardzo niechętnie, a pokazywanie ich we filmie jest już szczytem odwagi obyczajowej. Ale Eastwood nie obawia się krytyki, bo on już robi filmy chyba dla własnej i przy okazji naszej przyjemności. Wracając do humoru, jak już mówiłem, niemal od pierwszej sceny jest on ukazany w bardzo oryginalny sposób. Sroga mina dziadka Walta, gdy patrzy na goły brzuch swojej młodej wnuczki, na pogrzebie swojej żony, wzbudza śmiech, choć w głębi serca czujemy, iż czulibyśmy się tak samo, jak bohater, ukazany na ekranie w sposób nieco przerysowany, ale jednak prawdziwy. Bo tacy ludzie, jak Walt Kowalski, żyją na naszym świecie. W Polsce też. Bo przecież czy nie wyrobiliśmy sobie opinii nietolerancyjnych? Zresztą, wystarczy spojrzeć na nazwisko Walta. Syndrom Polaka. Nieco przewidywalne zakończenie i niektóre dłużyzny zostają puszczone w niepamięć, kiedy przypomnimy sobie co śmieszniejsze sceny i zawarte w nich dialogi, oraz świetną kreację reżysera, który podobno tym filmem żegna się z aktorstwem. Kiedy obejrzałem jego ostatni film, aż mi się ciężko na sercu robi, że ten aktor już ma się więcej na ekranie nie pojawiać.

1 z 2 osoby uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie
Wielki film starego człowieka 9

Urodził się ostatniego dnia maja, 9 lat przed II Wojną Światową. Jest aktorem i reżyserem. Często gra w swoich filmach. Wyreżyserował ich ponad 30, zagrał w ponad 70. Ostatnio pisze też muzykę. Najnowszy film wchodzący na ekrany kin to Gran Torino.

Jest to opowieść o podstarzałym ksenofobie (w tej roli Clint Eastwood), właścicielu wspaniałego samochodu Gran Torino. Swym ochrypłym głosem krytykuje wciąż, a to sprowadzających się "żółtków", a to rodzinę, gdyż wie, że czyha ona tylko na jego spadek. Według niego świat schodzi na psy. Sam jednak nie może na to pozwolić, musi wyjść na zewnątrz.

Powraca Eastwood twardziel, choć w sumie nigdy nie odszedł. Mimo upływu lat jest on wciąż pełen energii i pasji. Wiek i wygląd dodaje w tym przypadku jego roli dodatkowy wydźwięk. Świat się zmienia. Według Kowalskiego na gorsze, a on sam, mimo starań, nie może tego zatrzymać. Mimo rasistowskich odzywek, mocnego języka i ciągłego powarkiwania, trudno oprzeć się wrażeniu, że Walt Kowalski, to człowiek dobry. Twardziel, mężczyzna bez skrupułów.

Wiekowy reżyser i aktor po raz kolejny potwierdza, że można być dobrym nie tylko w jednej dziedzinie. I choć teraz Eastwood ma postawić głównie na reżyserkę (w drodze film Invictus - Niepokonany), to nie wykluczył powrotu.

Dzieło Eastwooda jest płynne, wciągające i zgrabnie przedstawione. Z tego jest znany i za to ceniony. Nie mamy tu tak popularnego w obecnych czasach, przerostu formy nad treścią. Jest za to minimalizm. Film został nakręcony w ciągu miesiąca. Nie było też wielkich przygotowań w etapie pre produkcyjnym. Eastwood ma historię i robi swoje. Szybko, sprawnie, efektownie i mądrze.

Dlaczego tak chwalony film nie zaistniał w ogóle na Oscarach? Głównie mówi się o przyczynach politycznych, bo trudno doszukiwać się innych. Gran Torino to, bez dwóch zdań, wspaniały film.

6 z 15 osób uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie