xXx: Reaktywacja 6.1

Xander Cage (Vin Diesel) po latach dobrowolnego wygnania, przez wielu uważany za martwego, powraca, by ponownie stanąć na drodze wojownika Xianga (Donnie Yen). Xander wie, że w rekach Xianga znajduje się śmiercionośna, zagrażająca ludzkości broń, zwana „Puszką Pandory”. Rekrutuje nową grupę supersilnych sprzymierzeńców. Ale tym razem nie będzie łatwo pokonać wroga. Cage czuje, że jest zamieszany w zmowę na najwyższych szczeblach rządów światowych i jemu samemu grozi śmiertelne niebezpieczeństwo.

Recenzje

Seria w swojej trzeciej odsłonie po raz kolejny sięga po utarte schematy i rozwiązania z kina klasy B, jednak momentami wyraźnie widać, że twórcy starają się wspiąć na wyższy poziom kinematograficznej jakości. 5
  • 2017-03-05
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Ocalenie świata, skrajnie odrealnione pojedynki oraz przerysowane, niemal komiksowe postacie i przedmioty to elementy nieodłącznie kojarzone z franczyzą xXx. Seria w swojej trzeciej odsłonie po raz kolejny sięga po utarte schematy i rozwiązania z kina klasy B, jednak momentami wyraźnie widać, że twórcy starają się wspiąć na wyższy poziom kinematograficznej jakości. Sarkastyczne podejście do elementów scenografii i scenariusza poprzednich odsłon serii zostaje ironicznie ograne, a reżyser wyraźnie aspiruje do stworzenia nowego (kolejnego) uniwersum – nie tym razem panie Caruso i nie z tą marką.

Kino akcji hollywoodu popada ostatnimi laty w tendencyjną samoświadomość formy. Ogrywanie schematów i zabawa kliszami stanowi w XXI wieku motor napędzający pastiszowy stosunek do gatunku "buzującej adrenaliny" i "nieśmiertelnych twardzieli". Jednak parodystycznych produkcji systematycznie trafiających na ekrany multipleksów jest już zwyczajnie za dużo. Maczeta, Kingsman: Tajne służby, John Wick, Niezniszczalni – wymieniać można długo, doszukując się w kolejnych markach wiernego odzwierciedlenia poważnego kina akcji, opartego na stonowanym tempie i gęstej atmosferze (takimi cechami mogły pochwalić się zeszłoroczne Psy mafii czy Sicario z 2015 r.). Zasiana na kampowym gruncie seria xXx choruje w swojej trzeciej odsłonie na konwencjonalną schizofrenię – z jednej strony twórcy starają się ograć klasyczne schematy, np. puentując je w niespodziewany sposób, uderzając w czysto postmodernistyczne tony, natomiast z drugiej strony wpisane klisze często stanowią wierne odzwierciedlenie utartych, gatunkowych motywów i traktowane są zupełnie na poważnie. Ostatecznie Reaktywacja nie jest tak zła jak jej poprzednie części, choć nie było to szczególnie trudne wyzwanie dla scenarzystów i reżysera, znając poziom xXx i Następnego poziomu. Przede wszystkim brakuje jej klarownego ujednolicenia konwencji.

Choć D.J. Caruso jawnie wyśmiewa pewne aspekty gatunku akcji, sam popada w nieplanowane przejaskrawienie niektórych jego cech, szczególnie jeśli chodzi o wizerunek kobiet w filmie. Równie szowinistycznych ciągotek w stronę roznegliżowanych aktorek fani blockbusterowych superprodukcji nie doświadczyli prawdopodobnie od czasów Piranii 3D. Z drugiej strony w warsztacie reżysera widać wyraźny wpływ twórczości Quentina Tarantino – monolog Samuela L. Jacksona to czytelny spadek króla postmodernistycznej ekstremy, a późniejsza scena rozmowy Xaviera (Vin Diesel) z Xiangiem (Donnie Yen) i Sereną (Deepika Padukone) tylko odsyła do sposobu, w jaki autor Pulp Fiction buduje napięcie w swoich filmach – pozornie statyczne, w gruncie rzeczy kipiące od ekstremalnych wyładowań interpersonalnych.

Vin Diesel nie jest już samotnym bohaterem; teraz, niczym w ostatnich odsłonach Szybkich i wściekłych, kompletuje on własną ekipę, złożoną z archetypów kina akcji: duet postaci impulsywnej i planującej, bazujący na dowcipie kontrastu obu charakterów oraz osoba – w tym przypadku kobieta, Adele Wolff (Ruby Rose) - znająca się na broni palnej. W takim składzie bohater gotów jest ocalić świat, w Reaktywacji zagrożony przez spadające z nieba satelity. Lęk przed siłą wyższą, posiadającą kontrolę nad każdym elementem współczesnej cywilizacji zostaje wyolbrzymiony do przyjemnie kiczowatej formy. Świat agentów xXx rozrasta się, a znając tendencje panujące we współczesnym Hollywood, twórcy zapewne będą chcieli stworzyć z serii kolejne kinowe uniwersum.

xXx: Reaktywacja nie jest już trywialnym "hitem na Polsata o 20.00" - daleko mu jednak do wzrastających gigantów kina akcji pokroju Johna Wicka. Widz wciągnięty zostaje w autoparodystyczny wir, by po chwili rozproszyć się umoralniającą wstawką a la lata '90. Brak usystematyzowanej konwencji tworzy z widowiska "kolejny film z Vinem Dieslem" - czerstwe żarty i nie-aż-tak-cięte riposty to standardowy gratis do pozycji tego typu. Czego nie można odmówić twórcom – na Reaktywacji dobrze będą się bawić zarówno starzy fani serii jak i początkujący amatorzy gatunku; miłośnicy wysublimowanego kina – trzymajcie się z daleka!

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie