Zniewolony. 12 Years a Slave 7.1

Jest rok 1841. Mieszkający w Waszyngtonie Salomon Northup - wolny i wykształcony człowiek, ojciec dwojga dzieci, szczęśliwy mąż i szanowany obywatel - zostaje podstępem porwany i sprzedany handlarzom niewolników. Tak rozpoczyna się trwająca 12 lat dramatyczna i niezwykła odyseja człowieka, który wbrew otaczającej go brutalnej rzeczywistości próbuje przetrwać i nigdy nie stracić nadziei na wolność.

Recenzje

Nie mam wątpliwości, że to ponadczasowy punkt w kinematografii. Gorąco, wrażliwie i przenikliwie popełnione arcydzieło. 10
  • 2017-11-27
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Niewolnictwo to temat trudny, mówimy o nim raczej rzadko, często w innym kontekście. Tak prawdę mówiąc, dla mnie jedynym, prawdopodobnie wiarygodnym źródłem wiedzy z tego zakresu były lekcje historii. Mówiły one o funkcjonowaniu niewolnictwa na terenie kolonii brytyjskich w Ameryce Północnej już na początku XVII wieku. Definitywna likwidacja miała miejsce w 1865 roku, kiedy to uchwalono poprawkę do konstytucji Stanów Zjednoczonych. Mimo tak poważnych zmian i postanowień obraz segregacji rasowej i rasizmu był zauważalny jeszcze w XX wieku. Wiedząc o tym wszystkim, można śmiało zasiąść w fotelu i przeanalizować dzieło twórców Zniewolonego.

12 Years a Slave (oryginalny tytuł) to opowieść oparta na faktach i prawdziwej historii. Mamy 1841 rok. Solomon Northup (Chiwetel Ejiofor) to czarnoskóry mężczyzna, ma żonę i dwójkę dzieci - jest głową rodziny. Mieszka w Saratoga Springs (stan Nowy Jork). Bohater jest muzykiem, pracuje również jako rzemieślnik. Pewnego dnia, pod pretekstem wyjazdu i gry na skrzypcach zostaje odurzony, a następnie zakuty w kajdany i sprzedany handlarzowi niewolników Freemanowi (Paul Giamatti). William Ford (Benedict Cumberbatch) płaci 1000 dolarów za Solomona i tak zaczyna się tytułowy, dwunastoletni okres bycia niewolnikiem. Czarnoskóry mężczyzna jest wykorzystywany, zlecane mu są ciężkie prace, a nieposłuszeństwo nagradzane jest chłostą. Taki obraz smutnej egzystencji trwa do momentu poznania stolarza Samuela Bassa (Brad Pitt), który ponownie budzi nadzieje na odzyskanie wolności.

Zniewolony to świetne, ujmujące dzieło. Film jest uniwersalny - niezależnie od poziomu erudycji możemy śmiało cieszyć się pojmowaniem wydarzeń i nauki, która płynie z ekranu. Analizując i rozkładając na czynniki pierwsze owoc pracy Steve'a McQueena (reżyser) powinienem zacząć od pomysłu na realizacje. On jest wybitny, to świetna metoda - wpasowała się w całokształt projektu i nadała całkiem inny, zgoła różny od przeciętnego wymiar. Proces życia w niewoli (dokładniej te 12 lat) jest przepełniony symbolami. Sam Solomon zmienia się, ewoluuje z czasem i wartościuje podejście do sytuacji. Widzimy kilka etapów - początek jest niedowierzaniem i próbą przywrócenia tożsamości należnej wolnemu człowiekowi. Później na bohatera pada wiele ciosów...Zostaje nazwany Plattem, przy tym traci swoją godność. Następnie musi wyrzec się zdolności, które wcześniej nabył. Zostają mu skrzypce, idealnie wykorzystane jako rzeczowy symbol utraty wiary i nadziei w powrót do rodziny i dawnego życia. Nie można zapomnieć o wątku relacji międzyrasowej oraz o stosunkach z rodzimą rasą. Dwie godziny wystarczyły na pokazanie wielu portretów i schematów zachowań, jakie były nieodłącznym elementem niewolnictwa.

Ta produkcja, w którą wpisane są potoki emocji dała okazje na zaprezentowanie nietuzinkowego kunsztu aktorskiego. Chiwetel Ejiofor emanował przeróżnymi emocjami, pokazał klasę. Oddał się tej roli, stworzył mocną kreację. Z nim w parze, a może nawet krok z przodu maszeruje Lupita Nyong'o, która zagrała obłędnie. Musiała pokazać wiele obrazów, sprostać trudności dramatycznych scen biczowania - udało się, była autentyczna. Tuż za tą czołową dwójką dumnie kroczy Michael Fassbender w roli Edwina Eppsa (właściciel plantacji). Reszta obsady znalazła się jedynie na dobrym poziomie. Odrobinę żałuje dość okrojonego czasu na ekranie dla Paula Dano i Brada Pitta. Ten pierwszy rozgrzewał się i został w blokach, natomiast drugi przykuł moją uwagę pasującym i zastanawiającym kanadyjskim akcentem.

Na uwagę zasługuje muzyka. Kompozytor ją wyważył, a ona oddała treść i etapowość filmu. Mam wrażenie, że pomogła oswoić i przyjąć tak trudną tematykę w przyjemny i zrozumiały sposób. Kostiumy przeniosły nas w czasie i były hierarchiczną analogią dla stanu majątkowego nosiciela.

Zniewolony spełnił, w pełnym tego słowa znaczeniu moje oczekiwania względem tej produkcji. Nie przespałem naukowej opowiastki o niewolnictwie, byłem jako widz częścią tej historii. Obsada mi pomogła, inne walory nadawały tonu, i właśnie w nich było widać pomysł na realizacje, który od początku do końca trzymał się Steve'a. Film jest, niejako automatycznie skazany na ciężką, wręcz duszącą chmurę wypełnioną kontrowersjami. W odpowiedzi twórcy nie boją się natury człowieka, sięgają po rzetelność dając tym samym, w pełni nasyconą sztukę. Nie mam wątpliwości, że to ponadczasowy punkt w kinematografii. Gorąco, wrażliwie i przenikliwie popełnione arcydzieło.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie