Sweet_Foxy użytkownik
Film zaczyna się rozkręcać dopiero po upływie pół godziny. Scenariusz nie jest głupi, a narracja pozwala nam poznawać wydarzenia z różnych perspektyw.
Irlandia, schyłek dwudziestego wieku. Kiedy pragnąca miłości Lucy Owen poznaje Adama, czuje, że to ten jedyny. Wydaje się on dosłownie ideałem. Szybko zostają parą, a cała rodzina dziewczyny ulega urokowi jej nowego partnera. Ulega mu wszakże stanowczo za bardzo…
Wszystko o Adamie to nieco przewrotna komedia z domieszką romansu i erotyki – irlandzko-brytyjsko-amerykańska – z 2000 roku, miejscami niestety niebezpiecznie grawitująca w stronę farsy. Autorem scenariusza i reżyserem tej produkcji jest Gerard Stembridge, a w głównych rolach możemy oglądać między innymi Kate Hudson, Stuarta Townsenda czy Frances O’Connor.
Film – podobnie jak tytułowy Adam – ma w sobie naprawdę sporo uroku. Jako komedia-romans z niezbyt skomplikowaną fabułą zdecydowanie nadaje się na miły, relaksujący seans. Scenariusz wcale nie jest głupi, ale zaprezentowana historia sprawia wrażenie mało wiarygodnej (bardziej przypomina baśniowy świat, w którym wszyscy są piękni i wspaniali), nie należy jej brać jednak zbyt poważnie. Całkiem dobrze wypada z kolei ścieżka dźwiękowa.
Udanym zabiegiem, który należy pochwalić, jest zmienna narracja, która pozwala nam poznawać wydarzenia z różnych perspektyw. Poważna wada to natomiast zbyt długa ekspozycja. Film zaczyna się bowiem rozkręcać dopiero gdzieś po upływie pół godziny, czyli prawie po jednej trzeciej całości. Obawiam się, że niejeden widz może się zniechęcić i zrezygnować z dalszego oglądania…
Nie nazwałabym filmu Wszystko o Adamie typową komedią romantyczną, bardziej po prostu komedią, nienajgorszą, nienajlepszą, ot, taki średniaczek. Można obejrzeć, nie jest to jednak produkcja, którą koniecznie trzeba zobaczyć.