Głosy ze ściany 5.0

Toskania, lata 50. Do okazałego zamku przybywa ambitna pielęgniarka Verena (Emilia Clarke), by zaopiekować się młodym Jakobem (Edward Dring), który po śmierci matki przestał mówić. Żyjąc z ojcem (Marton Csokas) w rozległej kamiennej posiadłości, chłopiec nie tylko odmawia jakiejkolwiek rozmowy, ale sprawia wrażenie, jakby był pod wpływem tajemniczego uroku, rzuconego przez złowieszczą istotę. Aby uratować chłopca Verena musi stawić czoła potężnym siłom, kryjącym się w murach zamku.

Recenzje

Głosy ze ściany nie są tyleż horrorem na modłę Klątwy, co ubogim thrillerem psychologicznym, przyprawionym szczyptą koszmarnych kostiumów i sterylnych – niemal skansenowych – pomieszczeń. 5
  • 2017-11-06
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Jeśli po samym tytule spodziewacie się, że Głosy ze ściany będą kolejnym, klasycznym "ghost story" z upiorami wyskakującymi zza rogu, jesteście w błędzie. Twórcy sięgają do kolebki tego nurtu, do gotyku. A jeszcze dokładniej – parafrazują treść „W kleszczach lęku” Henry'ego Jamesa.

Wspomniana parafraza dotyczy właściwie każdego elementu powieści z 1898 roku. Twórcy wprowadzają nowy, oryginalny rdzeń fabularny, aby otoczyć go motywami znanymi ze wspomnianego dzieła. Odnajdziemy tu zatem swoisty odpowiednik słynnego wątku z tajemniczym cieniem na szczycie wieży, a subiektywna narracja również poprowadzona zostaje z perspektywy nowo zatrudnionej opiekunki dla dzieci. Nad wszystkim spoczywa dojmująca i tragiczna aura tajemnicy.

To właśnie owa aura staje się najlepszym elementem seansu Głosów ze ściany. Na modłę gotyckiej konwencji, akcja nie szarżuje, a widz w melancholijnym letargu odwiedza kolejne tajemnicze lokacje – starą rezydencję, rodzinny grobowiec, zalany kamieniołom. Na każdym z tych miejsc ciąży turpistyczna atmosfera śmierci i zagadki. Opiekunka jest zagubiona w obcym miejscu, pieczołowicie stara się rozwiązać jego zagadkę. Niestety, przez brak charyzmatycznych postaci fabuła szybko łapie widza w kleszcze nudy.

Szkoda, bowiem momentami Głosy ze ściany wybrzmiewają znakomitymi tonami powieści z XIX wieku i nie mówią tu wyłącznie o twórczości Jamesa. Motyw nieszczęśliwego kochanka-artysty (w filmie jest nim Klaus), przywodzi na myśl opowiadania Edgara Allana Poe. Tym bardziej, gdy łapie on za dłuto i z głębi żalu stara się stworzyć posąg zmarłej małżonki.

Na szczęście tytuł wygrywa swoją niejednoznacznością i niedopowiedzeniem, satysfakcjonując widzów może nie na przestrzeni całego seansu, lecz w kilku jego kluczowych momentach.

Głosy ze ściany można odczytywać na kilku płaszczyznach – z jednej strony to oczywista wizja domu pogrążonego w żałobie, gdzie każdy z domowników na swój sposób wyraża smutek po utracie bliskiej osoby. Trudno też nie zauważyć oczywistych motywów nerwic seksualnych u kobiet – to one mogą stać się kluczem, interpretującym ukazany świat zjawisk paranormalnych.

Innym zagadnieniem staje się pojęcie macierzyństwa, z którym mierzy się Verena. Pomimo gotyckich korzeni Głosy ze ściany opowiadają uniwersalną historię o próbie odnalezienia się w obcym domu i równie obcej rodzinie. Twórcy pobieżnie badają psychikę ukazanych bohaterów.

Najnowszy film Erica D. Howella nie jest dziełem w pełni satysfakcjonującym, choć fani powieści z dreszczykiem (szczególnie tych starszych, z kurzem pod okładką), powinni wyjść z kina zadowoleni. W gruncie rzeczy, Głosy ze ściany nie są tyleż postmodernistycznym horrorem na modłę Klątwy, co ubogim thrillerem psychologicznym, przyprawionym szczyptą koszmarnych kostiumów i sterylnych – niemal skansenowych – pomieszczeń.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie