Niezwykłe przygody ekscentrycznego portiera ze słynnego europejskiego hotelu w burzliwym okresie międzywojennym, który uwikłany zostaje w aferę wokół kradzieży bezcennego renesansowego obrazu i walkę o przejęcie ogromnej fortuny rodzinnej.
...happy people have no stories...

Gorąco polecam ten film zarówno fanom, jak i osobom nieznającym stylu Wesa Andersona. Ci pierwsi się nie zawiodą, a ci drudzy albo go pokochają, albo znienawidzą. 9

TAKE YOUR HANDS OFF MY LOBBY BOY!

Grand Budapest Hotel (2014) -

Grand Budapest Hotel to kolejna ekstrawagancka fantazja zwariowanego Wesa Andersona. Jeśli kochacie jego unikatowy styl, polubicie również ten film. Jeśli rozbuchana estetyka i andersonowe specyficzne poczucie humoru to nie wasza para kaloszy, najprawdopodobniej odbijecie się również od tego obrazu. Anderson nawet nie próbuje bowiem powściągnąć tutaj swoich manieryzmów i film zawiera w olbrzymim stężeniu te wszystkie elementy, za które jego fani go kochają, a antyfani nie cierpią.

Natomiast dla osób, które nie widziały dotąd żadnego filmu tego oryginalnego twórcy, Grand Budapest Hotel może być dobrym wyborem na początek, gdyż wszystkie części składowe tej produkcji zostały dopięte na ostatni guzik niczym tweedowe marynarki reżysera. Zachwycające są zdjęcia, kolorystyka, kompozycja kadru, praktyczne efekty z pomysłowym wykorzystaniem miniatur zamiast grafiki komputerowej, wreszcie koncertowa gra aktorska całej plejady znakomitych aktorów, z niezrównanym Ralphem Fiennesem na czele. Świetnie w estetyce Andersona odnajduje się również debiutujący na dużym ekranie Tony Revolori, któremu udaje się dotrzymać kroku Fiennesowi – a biorąc pod uwagę, że ten drugi odstawia tu chyba swoją „życiówkę”, było to nie lada wyzwanie.

Grand Budapest Hotel (2014) - Mathieu Amalric

Bardzo dobre są także muzyka, scenografia, kostiumy i… można by tak jeszcze długo wyliczać, przechodząc po drodze przez wszystkie profesje sztuki filmowej. Jedynym elementem tej produkcji, który sprawił mi leciuteńki zawód, jest scenariusz – momentami zbyt przewidywalny jak na moje oczekiwania wobec tego reżysera. Trochę też zabrakło mi pogłębienia warstwy fabularnej – jakieś to wszystko było zbyt błahe i mało angażujące. Ja wiem, że to przecież tylko zgrywa, a nie szekspirowska tragedia, no ale to jednak Wes Anderson a nie Adam Sandler. Przy czym nie zrozumcie mnie źle – mnie się ten film podobał również od strony fabularnej, a oceniam go krytycznie wyłącznie z perspektywy wygórowanych oczekiwań wobec tego twórcy.

Podsumowując: gorąco polecam ten film zarówno fanom, jak i osobom nieznającym stylu Wesa Andersona. Ci pierwsi się nie zawiodą, a ci drudzy albo go pokochają, albo znienawidzą.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze 10

Quagmire 8

8/10 – Najdoskonalsza aktorska wersja kreskówki jaką widziałem, to była moja pierwsza myśl po seansie. Dzięki Bogu, że Johnny Depp zrezygnował z roli, zapewne jego sztampowe wykonanie postaci głównego bohatera odebrałoby filmowi połowę uroku. Czaru który objawia się w przepięknie skomponowanych kadrach, aż może trochę szkoda, że Wes Anderson zdecydował się na taki, a nie inny zabieg stylistyczny, z trzema aspect ratio, w końcu jego docelowy widz nie miałby problemu z połapaniem się w miejscu akcji.

Wracając do aktorstwa, Ralph Fiennes jest tutaj niesamowicie świeży, choć można rzeczywiście dostrzec pewne chwyty w których odnalazłby się Depp. W zastępie gwiazd chyba najmocniej brylują Adrien Brody i Willem Dafoe, dużą rolę ma też dość bezbarwny Edward Norton, reszta raczej jedynie pokazuje się widzowi. Trudno nie polubić tego filmu, awanturniczej, niesamowicie absurdalnej opowieści z toną równych gagów. Moim ulubionym jest chyba ten z niekończącym się przełączaniem rozmówców pomiędzy hotelami, oraz wymawianiem nazwiska i pozycji Fiennesa z należnym szacunkiem.

Beznickowy Quagmire 8

Zgadzam się. Mnie najbardziej rozbroiły sceny, w których postacie zaskakują najbardziej, typu: Gustave rzucający się w ucieczkę, kiedy przychodzą go aresztować, czy Jopling wyrzucający kota za okno. Jest wiele takich scenek, w których dzieje się coś nieprzewidywalnego.

Mis_Koralgol Quagmire 9

@Quagmire W pełni się zgodzę. Ba – "aktorska wersja kreskówki" to dokładnie moje odczucie, którego nie udało mi się samemu ubrać w słowa – dziękuję ! :)
Plejada gwiazd, i wszyscy bardzo dobrze zgrani – żeby nie powiedzieć że wszystko grało razem wybornie.
Mnie osobiście (pomijając wcześniej wymienione aspekty) czy może niektóre świetne ujęcia (przywodzące czasami na myśl może Sin City), ale w szczególności ta alternatywna rzeczywistość. Cały świat, który pomimo że IMHO dość polsko-podobny (nie wiem na czym dokładnie się opierali) – ale Zubrowka, czy Lodz – to Żubrówka i Łódź bez polskich znaków jakby nie było :) No i co najważniejsze – o ile historia, która jest tłem perypetii głównych bohaterów jest zrobiona mocno w krzywym zwierciadle, to jednak mnie osobiście setnie ubawiła. Smaczki tu i tam.
Naprawdę to wielkie chaux po bas w stronę późno-XIX i wczesno-XX wiecznej środkowej europy. Coś wspaniałego – kurcze pisząc to zmieniłem zdanie – ma 9 nawet :D

con_desiros 6

Może być ! – Dobrze się ogląda !Jest dosyć zabawny !No i ta obsada !

Bluejohn_26 7

Lekki, zabawny i co najważniejsze nie przekombinowany, co często się zdarza przy tak dużej liczbie gwiazd w rolach od pierwszego planu po epizodyczne.

lorelei 4

Kolejny (może wreszcie już ostatni) film Andersona, po którym utwierdzam się w przekonaniu, że nie jest to kino dla mnie.

bizarre 6

6/10 – Technicznie pięknie, co do treści to już mocno średnio. Niestety wyszła wydmuszka. Całość dzięki pięknym obrazkom i świetnym aktorom oglądało się z przyjemnością, mimo, że fabuła była przewidywalna i efekciarska. Po seansie „Grand Budapest Hotel” będę pamiętał tylko wrażenia estetyczne, nic poza tym.

Proszę czekać…