Kylo Ren odnajduje sekretną planetę Sithów i ukrywającego się na niej imperatora Palpatine, który w zamian za zabicie Rey ofiarowuje mu flotę niszczycieli. Gdy wieść o tym dociera do rebeliantów Rey, Poe, Finn, Chewbacca i C3-PO wyruszają by odszukać mapę, mogącą doprowadzić ich do ukrytej planety. Nadchodzi więc czas ostatecznej rozgrywki i odkrycia sekretów sprzed lat.
...happy people have no stories...

Film ma wiele wad, ale zapewnia mnóstwo frajdy prawdziwym fanom Gwiezdnych Wojen (nie mylić z członkami toksycznego fandomu). 10

Skywalker Odgrzewanie

Gwiezdne wojny: Skywalker Odrodzenie (2019) - John Boyega

Na początku kwestia porządkowa - zastanawiałem się, czy oznaczać tę recenzję jako zawierającą spojlery i doszedłem do wniosku, że nie, bo przecież nic nie piszę o fabule, więc niby dlaczego? Ale z drugiej strony, podaję w niej tytuł filmu, którego kopią jest epizod IX. Jeśli myślicie, że możecie mieć z tym problem, zapraszam po seansie. Natomiast jeśli Wam to nie przeszkadza albo jest dla Was oczywiste, jaki film został tutaj skopiowany - zapraszam dalej.

I jeszcze jedno. Ocena, którą widzicie obok tego tekstu, jest oczywiście skrajnie nieobiektywna i wynika z mojej miłości do tego uniwersum. Oglądając każdy kolejny film ze świata "Gwiezdnych Wojen" mam ciary jak 10-letni dzieciak i to się na szczęście nadal nie zmieniło. Wkurza mnie, rzecz jasna, niemożebnie to, że epizody VII - IX to bezczelna kopipasta oryginalnej trylogii, ale magia "Star Wars" na mnie nadal działa. Stąd taka a nie inna ocena.

Gwiezdne wojny: Skywalker Odrodzenie (2019) - Naomi Ackie

Niestety każdy film z nowej trylogii ma mnóstwo błędów, głupot i wkurzających rozwiązań - epizod IX również. Nie mam zamiaru ich tu jednak wyliczać. Napiszę tylko o jednym błędzie - tym największym. A jaki jest największy błąd twórców nowej trylogii? Słuchanie debilnego fandomu.

Tak, dobrze przeczytaliście. Zatrudniony do nakręcenia nowych filmów J.J. Abrams postanowił pójść po linii najmniejszego oporu i powtórzyć swój patent ze Star Treka, a więc nakręcić ponownie oryginalną trylogię. Tylko, że kolega przemiły zapomniał o drobniuteńkim szczególe: Star Trek było oficjalnie "rebootem" a "Star Wars" miało być kontynuacją! Przebudzenie w nocy spotkała więc zasłużona fala krytyki za żenujące odgrzewanie kotletów, posypywanie natką pietruszki i podawanie ich jako świeżego dania. No i co zrobił w tej sytuacji Disney? Zamiast pozwolić Abramsowi dokończyć projekt (jak się powiedziało A to należy powiedzieć B i C), decydenci stwierdzili:

Gwiezdne wojny: Skywalker Odrodzenie (2019) - Daisy Ridley

"O jejku jejku? Ludziom naprawdę nie podoba się skrajnie niekreatywne odtwarzanie ponownie tej samej historii? No coś podobnego... No dobrze, to zmieńmy to. Fandom chce oryginalności? No to proszę bardzo... Panie Johnson, zapraszamy!"

Jaki był efekt? Jeszcze większy hejt. Część tego hejtu wynikała z tego, że Ostatnie Dziady zawierały rzeczywiście wyjątkowo dużo żenujących i głupich scen (chyba najwięcej z całego cyklu), ale z drugiej strony też wyjątkową ilość scen absolutnie genialnych artystycznie - gdzie oryginalność popłaciła w stu procentach. Jest to więc film bardzo nierówny - chyba najbardziej nierówny w całym cyklu. Jednak miażdżąca większość krytyki płynącej ze strony fandomu była spowodowana zupełnie czymś innym - właśnie tym, że ten film był oryginalny, pomysłowy i próbował bawić się oczekiwaniami widza i sztampowością standardowej gwiezdnowojennej opowieści. Cóż za niespodzianka. Oczywiście - jest to dowodem na to, że przeciętny fan "Gwiezdnych Wojen" to idiota z Zespołem Aspergera, a więc twórcy sitcomów wcale się tak bardzo nie mylą, właśnie tak ich zwykle przedstawiając. Ale jest to też wg. mnie spowodowane tym, że po Przebudzeniu w nocy fani mieli prawo oczekiwać, że Ostatnie Dziady będą pozbawioną jakichś zaskoczeń i kreatywności kopią Imperium kontratakuje! Bo takie właśnie ramy nowej trylogii nakreślił operator kserokopiarki Abrams. I taki fan miał prawo czuć się rozczarowany - ba, biorąc pod uwagę parareligijne podejście takich fanów do przedmiotu swojego kultu - wręcz obrażony, zbrukany i zgwałcony mentalnie.

Gwiezdne wojny: Skywalker Odrodzenie (2019) - Daisy Ridley

No więc co robią decydenci po kolejnej fali krytyki? Powracają do oryginalnego (braku) konceptu Abramsa: "Okiej, nie podoba się oryginalność? No to nie... Wolicie jednak kopipastę? To będziecie ją mieli."

Tymczasem każdy miłośnik tego uniwersum chciał po prostu dostać dobre filmy! A trudno nakręcić dobrą trylogię, jeśli po każdej części zmienia się o 180 stopni koncepcję artystyczną. Skutkiem jest chaos i całkowity brak spójności. Zabieg ten był zresztą z góry skazany na niepowodzenie, gdyż nie da się zadowolić wszystkich. A już zwłaszcza w sytuacji, gdy większość spośród tych wszystkich byłaby zadowolona tylko wtedy, gdyby twórcy zekranizowali fabułę, która tkwi w ich własnych głowach.

Gwiezdne wojny: Skywalker Odrodzenie (2019) - Billy Dee Williams (I)

Te posunięte do absurdu próby słuchania fandomu mają też oczywiście zalety, bo w ostatniej części postanowiono (z powodzeniem) naprawić największe głupoty Ostatnich Dziadów: manewr Holdo, Leię Poppins, wykopano skompromitowaną idiotyczną sceną pocałunku Rose na trzeci plan. Ale paradoksalnie to sprawia, że epizod VIII świeci jeszcze jaśniejszym blaskiem udanego artystycznie oryginalnego dzieła niemal na miarę genialnego Rogue One - a Return of the Je...znaczy... Skywalker jeszcze bardziej podśmierduje stęchlizną i uwiądem twórczym.

Ja na tym filmie - pomimo wszystkich jego wad - bawiłem się dobrze. Smak pleśni nie przeszkadzał mi tak bardzo jak na Przebudzeniu w nocy, bo teraz już nie byłem tak zaskoczony, że oglądam drugi raz to samo. Powiedziałem sobie po prostu w myślach "Aha, więc znowu będzie kopia oryginalnego filmu. No dobra. Niech będzie." W końcu Return of the Jedi oglądałem wiele razy, to mogę obejrzeć jeszcze raz - na dużym ekranie, z super dźwiękiem i w "czyde", z podrasowanymi efektami i zmienionymi niektórymi szczegółami, jak imię i płeć głównego bohatera czy planeta, nad którą toczy się finałowa bitwa kosmiczna. Zabawa była tak samo dobra, jak na każdym seansie Powrotu Skywa... znaczy... Jedi. Wg. mnie kluczem do czerpania frajdy z nowej trylogii jest więc właściwe nastawienie i orientacja w tym, jakie danie otrzymamy: spaghetti z mikrofali à la Abrams, kuchnia fusion z restauracji Atelier Johnson i na deser znowu spaghetti z mikrofali à la Abrams.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze 10

lukas403 4

Chaos goni chaos, szczególnie w pierwszej połowie filmu. Tak jakby na siłę było zrobione to zakończenie trylogii. Rycerze Zakonu REN nic nie pokazali.
I jeszcze ta ŻAŁOŚNIE romantyczna końcówka.
Słabe to i tyle.
Cały czas mam nadzieję, że Lucas i Disney pomyślą nad wyreżyserowaniem drugiego starcia między Obi Łanem a Vaderem, gdzi ciemna strona mocy odnosi zdecydowane zwycięstwo, późniejszy mistrz Lukea musi uciekać okryty hańbą a Jedi są ścigani przez Dartha Vadera i bezlitośnie eliminowani .

pajki_filmaniak 7

z takim lekkim smutkiem oglądałem z powodu ostatniej części cóż szkoda….a film dobry polecam

Sylvanas 9

Szkoda że nie wykorzystano zamiany stron, byłyby kolejne trzy części :D

Bercik022 3

To chyba będzie ostatni film jako ta cała saga, trochę smutne jest to jak bez większego rozpoznania i zaplanowania wszystko zostało w Disneyu zrobione. Jestem też w szoku ile recenzji jest podobnych do twojej, ale jednak najbardziej podziwiam tych, którzy starają się bronić widowiska jak mogą i za cholerę im to w recenzjach nie wychodzi xD (sam tak miałem przy okazja BvS) czasami się jednak po prostu nie da.

Asmodeusz 7

Jako fantastyka film nie jest zły, ale brak mu magi oryginalnej trylogii widać, że J.J. Abrams nie wiedział co ma zrobić po masakrze jakiej dokonał jego poprzednik i poszedł na łatwiznę, a szkoda bo czekałem na pojedynek Luka ze Snorkiem

Proszę czekać…